Książki
Wszystkiego, co najlepsze – recenzja książki Young Adult
27.07.2022

Wszystkiego, co najlepsze – recenzja książki Young Adult

Uderza mnogością uczuć, jakie wywołuje z każdym kolejnym rozdziałem. Książka Young Adult Napisana i przetłumaczona z olbrzymią dozą czułości inkluzywnego języka. Absolutnie potrzebna dla wszystkich nie- i binarnych czytelników w Polsce. Taka jest książka Mason Deaver Wszystkiego, co najlepsze.

Powieść Mason Deaver to wyjątkowo udany debiut Young Adult i generalnie w literackiej sferze tematów pomijanych czy przemilczanych. Wszystkiego, co najlepsze jest opowieścią o niebinarnej osobie imieniem Ben, której życie obraca się o sto osiemdziesiąt stopni, kiedy wyjawia rodzicom swoją tożsamość płciową. Chwila prawdy skutkuje wyrzuceniem osoby narratorskiej z domu i zmusza Ben do szukania pomocy u dawno niewidzianej siostry. Opis wydawniczy We need YA dodaje jeszcze, że osoba bohaterska spotyka pewnego chłopaka, Nathana. To bez wątpienia jasna gwiazda tej książki – ale o nim jeszcze później, skupmy się najpierw na najważniejszej osobie bohaterskiej.

Książka Young Adult jako opowieść o niebinarności

Na samym początku zaznaczę, że będę posługiwać się takim rodzajem, jakim Ben siebie określa (ono/jeno), a także mówię o niem osoba narratorska, gdyż to właśnie z pierwszoosobowego punktu widzenia Ben obserwujemy całą historię we Wszystkiego, co najlepsze, która pełna jest trudności i cierpienia. Jest to bodaj pierwsza taka sytuacja w Polsce, kiedy z perspektywy narracyjnej poznajemy historię postaci będącej osobą niebinarną. Należy oddać Mason Deaver, że kreacja Ben jest niezwykle autentyczna i nie wydaje się sztuczna. W książce zawarte są różne bolączki związane z ukrywaniem własnej tożsamości, misgenderowaniem i lękiem o siebie. Z drugiej strony możemy śledzić proces przemiany Ben, jeno ewolucję ku odważnemu życiu bez tajemnic w gronie kochających najbliższych. Jest tu cała gama przeżyć charakterystycznych dla książek Young Adult, co zapewne skusi czytających.

Ważną rolę w historii Ben odgrywa Mariam, również osoba niebinarna, pełniące swego rodzaju rolę mentorską, przewodniczącą i (przede wszystkim) przyjacielską wobec wszystkich przykrości. Pomaga też w chwilach dobrych, kiedy potrzeba kogoś, kto doradzi w sprawach sercowych. Mariam, podobnie jak Ben, posługuje się określonymi zaimkami i neutratywami (formami neutralnymi płciowo). Ta powieść Young Adult zostawia poczucie, że nie zostajemy nigdy całkiem sami i same, a przyjaźnie są niezwykle cenne, zwłaszcza gdy własna rodzina nas wyklucza. Do tego postać Mariam została napisana niezwykle barwnie i z humorem.

Niebinarni, inni, wykluczeni, ale też kochani

Young Adult to idealny gatunek na oddanie relacji, które są kluczem do losów Ben. Relacje z toksycznymi rodzicami, z siostrą, z nauczycielkami, z przyjaciółkami. Możemy zauważyć, jak wiele składa się na kontakt z drugim człowiekiem, który nie jest świadomy tego, kim jesteśmy. Na przykładzie osoby narratorskiej widać, jak wielki (dobry lub zły) wpływ może mieć na nas drugi człowiek.

Można powiedzieć, że losy relacji Ben są swego rodzaju huśtawką wszelkich emocji, które osiągają apogeum, gdy pojawiają się rodzice. Mimo że ich rola była wyjątkowo silna, to jednak miałem wrażenie pewnej powierzchności ich obrazu. Co przeżywali wobec niebinarności, jacy byli naprawdę i dlaczego przez to stali się osobami wrogimi Ben? Mogłoby to być przestrogą dla innych rodziców i przed pewnymi postawami. Domyślam się jednak, że to jeszcze bardziej wydłużyłoby całą opowieść, która do cienkich książek Young Adult nie należy! Do tego – to w końcu historia Ben, jeno droga, nie ich, dlatego można na to przymknąć oko.

Postaci Hannah i Nathana są jak kojące plasterki na bolące rany serca po bardziej dramatycznych fragmentach. Nie wiem, czy dałoby się nie czuć do nich sympatii. To osoby, które przede wszystkim niosą nadzieję, a ich droga przez całą opowieść, podobnie jak Ben, również jest ewolucją. Ewolucją pięknych relacji pełnych momentów wzruszeń. Nathan zaś to ktoś, kogo chyba każdy (nie tylko osoba niebinarna) chciałby mieć przy sobie. Jest ogniem całej akcji, który podkręca temperaturę, ale nie parzy, tylko ogrzewa przyjemnie ból – osoby czytającej i osoby narratorskiej. Nathan niesie odwagę i nadzieję na swobodne przeżywanie wszystkich uczuć, zwłaszcza miłości, a ona nie jest potraktowana sztampowo. Tak jak niebinarność, miłość w książce napisanej przez Mason Deaver nie ma jednego (może nieco stereotypowego dla Young Adult oblicza) i może być naprawdę wyjątkowa.

Sposoby osoby niebinarnej na przezwyciężenie lęku

Ciekawym wątkiem w książce jest sztuka. Dla Ben jest to świetny środek ekspresji, źródło pasji i sposób na stres. Ważne, że nie pojawia się tylko jako dodatek w kreacji osoby bohaterskiej, ale towarzyszy jeno przez cały czas trwania fabuły. Właściwie to dzięki swoim zainteresowaniom Ben może o wiele lepiej przetrwać w nowej szkole. Uświadamia czytającym, że własne pasje, których nie należy się wstydzić, są niezwykle istotne i warte rozwijania.

To samo tyczy się psychoterapii. Postać doktorki Taylor (wspaniale, że feminatywy zwłaszcza w książce Young Adult działają na równi z neutratywami) jest ukłonem w stronę wszystkich specjalistów i specjalistek pomagających osobom niebinarnym, czy w ogóle osobom zmagającym się z trudnościami. Przez przykład Ben, Mason Deaver zachęca do szukania pomocy, choć nie jest to decyzja łatwa. Pomimo tego efekt jest zawsze zaskakujący, a specjaliści i specjalistki to kolejne możliwości wsparcia – tych straumatyzowanych, niebinarnych, jak i tych, którzy traumatyzują innych i wymagają rzetelnej edukacji.

Wszystkiego, co najlepsze to potrzebna i wzruszająca książka Young Adult. Otwiera czytających na tematy trudne, uświadamia różnorodność tożsamości i pokazuje elastyczność języka. Miejscami może wydawać się uogólniona czy błaha, ale nie oszukujmy się, to nie jest podręcznik do niebinarności, a opowieść o osobie niebinarnej, w dodatku pierwsza w Polsce pod względem przedstawienia osoby narratorskiej, nie zapominajmy. Powieść Mason Deaver jest potrzebna, żeby rozmawiać o wykluczeniu, o traumie, pracy nad sobą i roli przyjaciół, a także rodziny. I przede wszystkim daje nadzieję, że choćby wszystko wydawało się stracone, a świat nam się zawalił, znajdziemy swojego Nathana i mamy gdzieś swoją Hannah czy Mariam. Wszystko będzie dobrze, bo gdzieś są takie osoby, które chcą dla nas właśnie wszystkiego, co najlepsze.

Wojtek Dyrda