Niewidzialne życie Addie LaRue

Autorka: Victoria Schwab

Przekład: Maciej Studencki

Dane podstawowe

  • Data premiery: 2021-02-24
  • Liczba stron: 608
  • Oprawa: twarda
  • ISBN: 9788366657311

Opis książki Niewidzialne życie Addie LaRue

„Nigdy nie módl się do bogów, którzy odpowiadają po zmroku”.
Francja, rok 1714. Uciekająca sprzed ołtarza młoda dziewczyna imieniem Adeline popełnia niewyobrażalny błąd. Zawiera umowę z diabłem. Faustowski pakt nakłada na nią ograniczenie – możliwość wiecznego życia bez szansy na bycie zapamiętaną przez kogokolwiek – dlatego Addie decyduje się opuścić swoją wioskę, albowiem straciła wszystko.
Dziewczyna jest zdeterminowana znaleźć dla siebie właściwe miejsce, nawet jeśli została skazana na wieczną samotność. Ale czy na pewno? Każdego roku, w dniu jej urodzin, tajemniczy Luc przychodzi z wizytą i pyta, czy Addie jest już gotowa, by oddać mu swą duszę. Ich mroczna i ekscytująca gra będzie trwać przez wieki.
Minie trzysta lat, zanim Addie odwiedzi ukrytą w Nowym Jorku księgarnię i pozna kogoś, kto zapamięta jej imię – i nagle wszystko znów zmieni się na zawsze.
W stylu „Żony podróżnika w czasie” i „Życia po życiu”, „Niewidzialne życie Addie LaRue” jest wymykającą się wszystkim gatunkom opowieścią, która wciąż nie przestaje królować na listach bestsellerów „New York Timesa”!

O autorce

Dane szczegółowe

Data premiery: 2021-02-24
Liczba stron: 608
Oprawa: twarda
ISBN: 9788366657311

Opinie o książce Niewidzialne życie Addie LaRue, Victoria Schwab

5

literackosc

08.06.2022

MOJA NOWA, MAŁA DEFINICJA PIĘKNA ORAZ KOMFORTU „Niewidzialne życie Addie LaRue” to książka absolutnie przepiękna pod każdym względem. Jestem ogromną zwolenniczką
wykreowanych bohaterów, świata, fabuły, a przede wszystkim pióra Schwab. Victoria zdecydowanie mnie oczarowała oraz zachwyciła. Historia została przekazana w tak niesamowity i ujmujący sposób, że nie byłam w stanie oderwać się od książki. Każde zdanie trafiało do najgłębszych zakamarków mojego serca, pozwalając na rozkoszowanie się jego doskonałością. Wiele osób natomiast uważa „Niewidzialne życie Addie LaRue” za nudną pozycję właśnie z powodu sporej ilości opisów. Moim zdaniem, dzięki nim lektura miała cudowny klimat, a ilość przekazywanych informacji była wyważona i nie przytłaczała czytelnika. „Nigdy nie módl się do bogów, którzy odpowiadają po zmroku”. Pomysł na fabułę uważam za fenomenalny. Już od pierwszych stron byłam pod ogromnym wrażeniem. Dostajemy opowieść dotyczącą strachu przed zapomnieniem, potrzeby pozostawienia po sobie śladu oraz świadomości, że czas ucieka szybciej niż piasek przez palce, dlatego musimy go dobrze wykorzystać. Wplecione zostały także elementy sztuki, które idealnie komponowały się x XVIII – wieczną Francją. Bohaterowie – równie cudowni. Każdy z nich zachwycał swoją wyjątkowością i w cieniu swojej postaci skrywał intrygującą historię, która z biegiem wydarzeń przybierała kształt jako element całej układanki. Zakończenie w pewnym sensie pozostało otwarte. Skłania do kolejnych refleksji, pozostawiając nas jednak w stanie spokoju i spełnienia. „Niewidzialne życie Addie LaRue” to zdecydowanie książka, która zapada w pamięć i chwyta za serce. Cieszę się, że miałam okazję zasmakować historii Addie, gdzie w jej świecie wszystkie wspomnienia przetoczyłyby się przez umysł, a następnie poszłyby w zapomnienie. Moim zdaniem lektura miała ogromny potencjał, który został w pełni wykorzystany. Polecam wam z ręką na sercu, ponieważ jest to pozycja warta waszej uwagi! ARCYDZIEŁO
3

fake.souls

17.05.2022

Hm. Miałam chyba za wysokie oczekiwanie co do tej książki, ponieważ widziałam same pozytywne opinie. I proszę nie zrozumieć mnie
źle - historia jest wspaniała, ma świetny zamysł. ALE mogłaby zostać ujęta lepiej. Ponad 600 stron to trochę dużo i momentami już mnie nużyło to wszystko - zwłaszcza to gonienie się Addie i Luca, które mogłoby zostać skrócone o parę rozdziałów. Tak jak zresztą każdy z wątków, które ciągnęły się bez końca, aż w pewnym momencie zrobiła się z tej książki zwykła wyliczanka przygód Addie. Niemniej jednak, postać głównej bohaterki została skonstruowana nieziemsko, a cała jej osoba była jak otwarta księga. Wczuwałam się w jej przeżycia tak bardzo, że odkładając książkę sama bałam się, że zostanę zapomniana przez najbliższych - tak dobrze zostały one opisane, podobnie jak retrospekcje, wprowadzone tak, jakbym oglądała film. Podsumowując, tragiczna historia miłosnego trójkątu Addie, Henry’ego i Luca mogła zostać napisana zwyczajnie zwięźlej. W pewnym momencie zaczyna męczyć i choć całość opowiada o targowaniu się z diabłem, sprzedawaniu duszy i śmierci, co jest raczej mrocznym tematem, zmienia się po prostu w bajeczkę o czarach i nieszczęściu.
5

literackaherbata

17.05.2022

Nie jestem osobą, która płacze na książkach. Zdarza się, fakt, ale nie jest to u mnie częste zjawisko. Jednak kiedy
płaczę to wiem, że książka była naprawdę dobra, albo bardzo smutna. Zabierając się za „Niewidzialne życie Addie LaRue” byłam do tej lektury nastawiona dosyć sceptycznie. Widziałam w internecie pełno pozytywnych opinii na jej temat, przez co bałam się, że książka będzie przereklamowana. Jak bardzo się myliłam! I jestem z tego niezmiernie zadowolona!
Bardzo spodobał mi się styl pisania autorki. Schwab pisze przyjemnie i wciągająco. Rozdziały napisane są z różnych perspektyw czasowych. Ten zabieg niezmiernie przypadł mi do gustu, ponieważ w ten sposób możemy poznać przeszłość głównej bohaterki. A skoro mowa o głównej bohaterce. Addie, możemy się poznać, proszę? Mogę z ręką na sercu powiedzieć, że tytułowa bohaterka jest jedną z moich ulubionych postaci. Jest to silna kobieta, która musiała przejść okropne rzeczy w swoim życiu. Czasem czytając to miałam łzy w oczach. Wspomniałam wcześniej, że nie płaczę za często na książkach, a jednak ta historia i jej koniec złamał mi serce. Polecam tę książkę każdemu kto chce przeżyć wspaniałą, magiczną historię i wylać przy niej morze łez.
5

Martyna Kloc

17.05.2022

Słyszysz? Szepty pełne wykpienia - nic nie znaczysz w tym świecie i nic nie będziesz znaczyć. A on tego dopilnuje. ••• Dziewczyna z francuskiej
prowincji. Marzycielka. Adeline - młoda kobieta, która w dniu swojego ślubu kończy spowita w czerń cieni, zamiast bieli. Z umową, która w niczym nie przypomina małżeńskiej przysięgi. Choć opis fabuły "Niewidzialnego życia Addie LaRue" pewnie jest już Wam znany, to uważam, że każda recenzja wnosi coś nowego - zdumiewa mnie ogrom odczuć, które przynosi ze sobą ta opowieść. Choć niejednokrotnie przekonywałam się jak wspaniałe pióro ma autorka, to w tej książce osiąga ono jakieś chore apogeum piękna. To coś zupełnie innego niż w reszcie jej książek, tu niemal każde zdanie wyjęte z kontekstu jest małym dziełem. Nie oznacza to jednak, że czyta się ją topornie. Nie, wręcz przeciwnie. Akcji nie nazwałbym powolną - to raczej snucie opowieści z elementami fantastycznymi, nadającymi jej baśniowego klimatu. I choć aspekty kulturowe oraz historyczne mogłyby być nieco bardziej rozwinięte, to i tak są miłym urozmaiceniem dla przedstawienia kobiety w historii. Addie to bohaterka, z którą łatwo się zaprzyjaźnić. Łatwo jej współczuć i kibicować - wbrew słowom Luca jest niezwykle ludzka. Henry to wyjątkowa postać,a Luc... Wystarczy tylko spojrzeć w jego szmaragdowe oczy (głęboko - to na dnie kłębią się cienie). "Niewidzialne życie..." to niezwykle uniwersalna książka. Historia o indywidualizmie, sztuce, miłości, cierpieniu. Dla mnie najbardziej poruszające okazały się wątki zaistnienia w historii i idei - te były najbliższe mojemu sercu, ale wiem, że każdy zobaczy w tej książce coś innego. Jeśli szukacie na cito powieści, która będzie skarbnicą motywów na maturę - Addie jest idealna. Czy polecam? A czy ciemność nie jest najpiękniejsza z zielenią w tęczówce? Ale, na litość, nie módlcie się do bogów, którzy odpowiadają po zmroku.
5

Wiktoria Górska

15.05.2022

Musiał minąć prawie rok od wydania i jakieś 8 miesięcy od kiedy ją kupiłam zanim doczekała się przeczytania. "Niewidzialne życie
Addie Larue" autorstwa Victorii Schwab to piękna historia o życiu, wiecznych wspomnieniach i pakcie z bogiem, bogiem który odpowiada o zmroku. Książka opowiada o życiu Addie, dziewczynie, która jedyne czego chciała to zaznać wolności i zobaczyć co kryje świat poza jej wioską. Niestety czasy w których przyszło jej żyć a mowa tu o roku 1714 nie są korzystne dla młodych kobiet. Dlatego kiedy w jej życiu pojawia się chwila gdzie lada moment ma zostać zniewolona u boku męża Addie ucieka, ponieważ ucieczka to jedyne co jej pozostało. Wtedy dzieje się to na co nie jest gotowa, łamie zasadę " Nigdy nie módl się do bogów, którzy odpowiadają po zmroku". Zawierając pakt z kapryśnym bogiem dostaje wolność oraz nielimitowany czas życia. Ale jak możesz cieszyć się tym kiedy nikt cię nie pamięta? A może jest jakaś luka w umowie zawartej tyle lat temu? Jeśli taka istnieje to trzeba wykorzystać ją na wszystkie sposoby. Czytając każdy rozdział towarzyszyło mi tak wiele emocji, czułam jakbym dosłownie weszła do tej historii i zadomowiła się u boku bohaterów. Niesamowita historia a jej zakończenie sprawiło że po odłożeniu jej na półkę jeszcze długo wracałam do niej myślami. Co jeszcze mogę powiedzieć, po prostu zacznij czytać a zobaczysz jak szybko pochłonie ta książka i ciebie.
5

sweater bookworm

13.05.2022

"Jeśli nikt nie słyszał, czy to się naprawdę stało? Jeżeli ktoś nie może pozostawić po sobie śladu, czy w ogóle istnieje?" "Niewidzialne
życie Addie Larue" to z pewnością jeden z najlepszych tytułów jakie miałam okazję czytać w ciągu ostatniego roku, o ile nie ostatnich kilku lat. Początkowo pałałam do niej sporą niechęcią, a to głównie za sprawą jej długości, oraz często wspominanej w innych recenzjach powolnej akcji i wolnego rozwoju wydarzeń. Dodatkowo nieco przytłaczała mnie ilość pozytywnych opinii, komentarzy, czy recenzji w których ciężko było doszukać się czegoś złego. Ale przecież książka nie może być idealna, prawda? Moim zdaniem nie, jednak ten konkretny tytuł, dla mnie jest bliski ideału. Młoda Adeline prezentuje historię pogodni za własnymi pragnieniami, oraz ich niewyobrażalnie wysoką cenę. Porusza mnóstwo ważnych i rzadko wspominanych w literaturze tematów w bardzo przystępny i wbrew pozorom prosty dla czytelnika sposób, tworząc przy tym wręcz magiczną otoczkę Nowojorskiego i Paryskiego życia. Ciężko ubrać w słowa uczucia jakie towarzyszyły mi podczas czytania, a było ich całe mnóstwo. Począwszy od nieopisanej radości , przez uczucie pustki i przytłaczającej samotności, po ściskający serce smutek, czy rozpromieniającą miłość. Jednak nie tylko emocjami żyje człowiek, książka porusza też tematy zmuszające do refleksji i pewnego rodzaju metafizyki, które towarzyszyły mi jeszcze długo po zakończeniu lektury, i które często powracają do moich myśli. Cytując "Mrugam i mija połowa mojego życia". Poruszanie tematu życia, jego ulotności i kruchości, w literaturze nigdy nie było proste, ale autorka - V E Schwab spisała się tu rewelacyjnie, zadając czytelnikowi wiele niemych pytań, oraz dając impulsy do własnych przemyśleń. Poznajemy też znaczenie decyzji, to że nawet te wydające się niewielkimi i nieznacznymi, potrafią zmienić nasze życie na wielu płaszczyznach, oraz wartość pamięci - czegoś co na co dzień może wydawać się nieistotne, pewnie dlatego że zawsze nam towarzyszy. Pamiętamy. Nasze dzieciństwo, rodzinę, przyjaciół, a oni pamiętają nas, poznajemy historię narodów i dzieł sztuki, nie myśląc nawet o życiu w których tej pamięci by nie było. Jest to kolejny dowód na to, że "Niewidzialne życie Addie Larue" porusza niespotykane dotąd tematy i robi to w magiczny sposób. Poznając Addie, która już w pierwszych rozdziałach sprzeciwia się własnemu losowi, i podąża własną, choć nie zawsze dobrą ścieżką uciekając sprzed ołtarza, czułam że polubię jej postać i nie myliłam się. Początkowo, poznając jej charakter, podziwiałam jej niezłomność, wolę walki, poświęceń, ale z biegiem jej nieśmiertelnego życia, które otrzymała w wyniku umowy, paktu z demonem jej osobowość bardzo zmieniła się pod wieloma względami, a w zachowaniu zaczęłam dostrzegać swego rodzaju pogodzenie się z losem. Mimo tego, nie straciła ona swojej najpiękniejszej cechy - umiejętności ekscytowania się i podziwiania wszystkiego co ją otacza, oraz uwielbienia z jakim patrzy na świat, który momentami przywodził mi na myśl entuzjazm Ani Shirley z "Ani z Zielonego Wzgórza". A kiedy do książki wkraczali kolejni bohaterowie, nie mogłam się nadziwić jak szybko można nawiązać z kimś relacje i jak bardzo te relacje są potrzebne każdemu z nas. Każda z postaci, niezależnie od swoich wad i zalet, wnosiła wiele do historii, nawet podczas krótkich spotkań, i każda z nich w jakiś sposób kształtowała bohaterkę, a co za tym idzie, wpływała na czytelnika. Nie mogę tu nie wspomnieć także o wątku miłosnym, a tak naprawdę to dwóch. Postać Henry'ego, jako pierwsza miłość, wywarła na mnie wielkie wrażenie, w szczególności naturalnością tej postaci, jej "zwykłą innością", która bardzo wyróżnia go spośród bohaterów, oraz niestandardowym i prostym podejściem do życia. Luc natomiast wydawał mi się o wiele bardziej skompilowanym bohaterem , który pojawiają się, skupiał na sobie światłą reflektorów, a następnie znikał pozostawiając za sobą niedosyt, a zarazem uczucie zaintrygowania i ciekawości. Mimo, że książkę zakończyłam już jakiś czas temu, nie potrafię powiedzieć co było w niej tak hipnotyzujące, że nie zważając na powolną akcję, której na co dzień bardzo nie lubię przepłynęłam przez te wszystkie strony tak gładko i lekko. Wiem jednak, że poznanie tych bohaterów, przejście przez kilka wieków historii, podziwianie dzieł sztuki, ponowne pokochanie piękna świata, czy nawet zaangażowanie się w relacje postaci, było jedynie namiastką tego, co znajdziemy wewnątrz i uważam, że każdy powinien przejść przez tą historię samemu, wyciągając własne wnioski, przeżywając własne emocje i co w tym wszystkim chyba najpiękniejsze, samemu dojść do pewnych odpowiedzi, które mimo, że mogą się różnić od opinii ogółu, potrafią zmienić nasze życie i mam nadzieję, że na lepsze.
5

Daria

13.05.2022

Nazywam się Adeline LaRue i mam 300 lat. Przeżyłam kilka wojen, zwiedziłam najważniejsze stolice świata, przybiłam piątkę z Marilyn Monroe
i śledziłam powstanie Appla. Na co dzień żyję samotnie. No, chyba że odwiedzi mnie Luc, z którym zawarłam pakt, dzięki któremu żyję wiecznie, ale nikt nie może mnie zapamiętać. Z reguły wolę, kiedy mówi się do mnie Addie, ale właściwie nie ma to żadnego znaczenia, ponieważ i tak o mnie zapomnisz. Schwab wykreowała dwie perspektywy czasowe z życia bohaterki. Addie LaRue przeprowadza czytelników przez rewolucję francuską i rewolucję Starbucksa. Sposób dopasowania języka, zaczynając od dialogów w XVIII-wiecznej Francji, a kończąc na opisie brudu nowojorskich dzielnic, idealnie oddaje czas, w którym dzieją się te wydarzenia. V.E. Schwab stworzyła poradnik. Poradnik wartości. Wartości, które przez treść „Niewidzialnego życia Addie LaRue” nienachalnie się przewijają — stabilizacja, rodzina, przyjaciele, miłość. Kolejny moralizatorski banał? Nie tym razem. To, co według autorki jest w życiu najważniejsze, przewija się w przemyśleniach, w rozmowach i agonalnych modlitwach głównej bohaterki do diabła. Czytelnicy sami muszą wyciągnąć ze słów Addie wszystko, co dla nich najważniejsze. Schwab nie narzuca, a podsuwa. A dookoła tych ckliwych wartości stanowczo piastuje wolność. Już jedno z pierwszych zdań w książce „dziewczyna uciekła, aby ocalić życie”, wynoszą niezależność na piedestał. Główna bohaterka w momencie zawierania paktu z diabłem zdawała sobie sprawę z możliwych konsekwencji, nie raz bowiem słyszała, żeby „nie modlić się do Bogów, którzy odpowiadają po zmroku”. Addie podjęła ryzyko z myślą, że odda wszystko za…życie. Pakt z diabłem brzmi co najmniej fantastycznie, jednak miłośnicy fantastyki mogą się mocno zawieść. Natomiast dla fanów niesztampowego wątku romantycznego, będzie to podróż pociągiem pełnym tęsknoty, grzesznego pożądania i walki z własnymi uczuciami, a na stacji końcowej będzie na nich czekało wielkie zaskoczenie. Całość uroku książki zamykają piękne wydania, o które postarało się wydawnictwo We need Ya. Ja postanowiłam sprezentować sobie egzemplarz z niebieskimi brzegami, a i wnętrze powieści zakrawało o ten niebiański odcień.
4

Bookedparadise

13.05.2022

"Niewidzialne życie Addie LaRue" ma wszędzie tak dobre oceny, że aż ostatecznie bałam się sięgnąć po tą książkę. Jednak już
po pierwszych rozdziałach naprawdę spodobała mi się ta opowieść. Jest bardzo dobra i warta poświęcenia jej kilku czasu. "Nigdy nie módl się do bogów, którzy odpowiadają po zmroku”. Historia Addie LaRue, która uciekając sprzed ołtarza wbrew przestróg zawarła pakt z kapryśnym bogiem czającym się w ciemności, to piękna opowieść. To historia o życiu, miłości, potrzebie przynależności i zapisania się w pamięci innych. W końcu nikt nie chce, by o nim zapomniano. Addie nie wiedziała o co prosi - chcąc uciec od przeznaczenia, które czekałoby ją w jej rodzinnej wiosce, czyli małżeństwa, rodzenia dzieci i powolnego usychania, do czego ograniczyłoby się jej życie, otrzymała wielki dar i przekleństwo. Stała się nieśmiertelna, ale za to skazana na samotność. Przemyka świat niczym duch, bo gdy tylko znika za rogiem jej obraz opuszcza umysły ludzi wokół. Kompletne zapomnienie. Determinacja Addie, jej zachwyt nad nowymi rzeczami i to jak radzi sobie z nowym życiem jest naprawdę intrygujące. Addie to taka bohaterka, której od razu się kibicuje. Jest delikatna, ale tez uparta i zawzięta. W dodatku bardzo polubiłam Henry'ego, którego Addie poznaje w Nowym Yorku. Był taki ludzki, taki prawdziwy. Nieidealny, ale z krwi i kości. A Cień, z którym zawarła umowę, naprawdę intrygował. Jego motywacje były takie niejednoznaczne, a interakcje z Addie zawsze wnosiły coś nowego. Książka to wiele emocji, raz nawet się wzruszyłam i prawie popłakałam. Angażująca, piękna, spokojna. Nie zostanie może moją książką roku, chociaż mnie porwała, to nie wciągnęła aż tak bym nie mogła jej odłożyć Ale na pewno o niej nie zapomnę.
5

Ania Pituła

12.05.2022

„Niewidzialne życie Addie LaRue” jest bardzo wartościową lekturą. Jest ona ponadczasowa. Przypomina ona nam o przemijalności życia. Uświadamia nam, że
zanim się obejrzymy, a jego już nie będzie. Pokazuje nam też życie codzienne oraz różne zachowania ludzi wobec Addie. Muszę się przyznać wam, że z początku kompletnie nie mogłam się do niej zebrać, ale jak już pokonałam pierwsze rozdziały to zaczęłam przez nią płynąć. Pare razy nawet popłakałam się. (Spoiler) Pół gwiazdki od kompletu zabrałam ze względu na relacje Addie i Henrego. Uważam, że nie jest ona do końca szczera. Ze względu na swoje pakty byli oni skazani na siebie. Nie mieli oni wyboru. Pomimo tego uważam że ta książka była świetna. Polecam ją wszystkim z całego serca. Nigdy nie zapomnę Cię Addie❤️ 4,5/5⭐️
5

Perlasbooks

12.05.2022

,– Jak to jest, żyć trzysta lat? – pyta chłopak. Dziewczyna w odpowiedzi się uśmiecha. – Tak samo, jak żyć rok.
Sekunda po sekundzie." Piszę recenzję. Słowa znikają, tak jakby nigdy nie istniały. Tak jakbym nie napisała niczego o tej książce, a napisałam wiele, ale... Po prostu nie wiem, jak wyrazić to jak ujęła mnie jej prostota, a znaczenie. Coś pięknego, czego nie oczekiwałam, bo wiem że wielu zawiodła, lecz nie mnie. Zostawiła po sobie coś niezwykłego, czego nie potrafię wyrazić słowami. Pierwszy raz mam taki problem z napisaniem recenzji, że nie wiem, jak przekazać wszystko co chcę i w dodatku bezspoilerowo. Melancholia. Tym jednym słowem mogłabym opisać tę książkę, ale czy wtedy zachęciłabym Was do jej przeczytania? No, nie wiem! Gdybym rok temu poznała historię Addie myślę, że zawiodłabym się po tylu zachwytach. Nie zrozumiałabym jej sensu. A poza tym zauważyłam, że na jej przeczytanie musi przyjść odpowiedni moment by wszystko zrozumieć. Teraz nadszedł i jestem po lekturze. Została napisana pięknym, barwnym językiem. Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością Victorii Schwab, które uważam za udane. Styl pisania autorki bardzo mnie urzekł. Wbrew innym opiniom opisy wcale nie były za długie. Z miłą chęcią je czytałam nawet po dwa razy. Czytając, odczuwałam mnóstwo emocji. Smutek, żal, przelotne chwile szczęścia. Melancholię i wszechogarniający spokój. Piękne emocje zapisane na 612 stronach. Gdyby mi ktoś kiedyś powiedział, że tak zakocham się w opisach, świetnie opisanych emocjach w powieści nigdy bym nie uwierzyła, ale jednak wszystko jest możliwe. Łączenie przeszłości z teraźniejszością wyszło znakomicie! W ten sposób mogłam lepiej poznać, a także zrozumieć Addie, która była bohaterką bardzo ciekawą. Silną. Odważną, a nawet niepowstrzymaną. Ostatnio miałam niesamowicie trudny czas, a lektura tej pozycji dodała mi siły i otuchy. Tak, pokazała mi, że życie nie jest łatwe ani nic. Ale warto dla tych dobrych momentów. Bo po burzy przychodzi słońce. Może nie zawsze, ale kiedyś przyjdzie. Tak jak dla naszej Addie. ,,Spędziła ten rok związana warunkami umowy, zmuszona, by cierpieć, lecz nie umierać, czuć głód, ale nie chudnąć, pragnąć, ale nie usychać. Każda chwila odcisnęła się w jej pamięci, lecz ona sama znika ze wspomnień innych, jeśli choć na chwilę zniknie z widoku. Wystarczy najmniejszy bodziec, zamknięte drzwi, chwila snu. Nie może pozostawić znaku w niczyim umyśle ani na żadnym przedmiocie" Addie niby niewidzialna, ale jednak widzialna. Co z tego, że o niej zapominali. Wspomnienia i tak zostają gdzieś zakorzenione w nas. Nawet jeśli zapominamy. Ślad pozostawiony na osobie pozostaje. Nawet maluteńki. A Addie zostawiała ich wiele. Nawet na obrazach, dziełach sztuki. Ona tak bardzo chciała, żeby świat ją pamiętał i pamięta, gdzieś w głębi duszy. Każdy, kogo spotkała, z kim rozmawiała. To była jedna z silnych bohaterek, o czym już wspominałam. Wiem, powtarzam się. Nie poddawała się. Igrała z ciemnością. Była silna i odważna. Przeżyła trzysta lat. Sama. Czasami bezsilna. Czasami bezradna. Za to ją podziwiam. Ja nie wiem, czy tyle bym wytrwała. Z pewnością niejeden raz chciała oddać cieniowi duszę, ale tego nie zrobiła, bo bardziej od śmierci pragnęła żyć. Henry. Widzialny, a może jednak niewidzialny? Rozumiałam go. Czasami nawet do bólu. Czasami czuję podobnie. Czasami też czuję tę bezsilność. Zrozumiałam dlaczego postąpił tak, a nie inaczej. Był taką ludzką postacią, że potrafiłam go zrozumieć. Chociaż jego wątek nie był najciekawszy, bo gdy się pojawił poczułam, że książka zaczyna tracić swój urok, ale zły nie był. Luc. Jego perspektywy bardzo mi brakowało. Chciałabym wiedzieć jak on to widział. Żałuję, że autorka nie dopisała jego punktu widzenia. Od początku mnie intrygował. Nie wiem czy wiecie, ale... Uwielbiam czarne charaktery i w tym przypadku było tak samo. Był istotą mroku, więc jego postępowanie mnie nie zaskoczyło. Robił to co musiał. Co uważał za słuszne. W tym zawiniła trochę Addie, która bezspoilerowo pisząc przesadzała w osądzaniu go o tę umowę. To nie jego wina, że nie zapytała go jak dostanie wolność, a on zrobił co chciał. W końcu był mrokiem, a ona światłem. Jest świetnie wykreowanym bohaterem, którego polubiłam. Czytać o nich mogłabym bez końca. Autorka przedstawiła każdego bohatera tak ludzko, tak prawdziwie i adekwatnie do jego postaci. Ogromnie mi się to podobało. Było w tej książce coś niezwykłego, co mnie do niej przyciągało, gdy nie czytałam. Dużo o niej myślałam i mam mnóstwo przemyśleń. Gdy nadszedł koniec byłam zaskoczona. Spodziewałam się, czegoś innego, a dostałam coś innego. Co początkowo bardzo mnie rozczarowało, ale po długich przemyśleniach, zrozumiałam, że lepszego zakończenia nie mogło być. ,,Niewidzialne życie Addie LaRue" to niezwykła historia zapadająca w pamięć z wieloma pięknymi prawdami. O dziewczynie, która chciała żyć. O cieniu, który myślał, że kochał. O chłopaku, który chciał umrzeć. O pragnieniach pochodzących od serca. O tym za czym gonimy. Codziennie. Nie zdając sobie z tego sprawy. O niskim poczuciu wartości. O kompleksach. O tym co nas boli. O życiu i śmierci. Tego co przeżyłam, czytając nie da się opisać słowami, trzeba ją po prostu przeczytać. Trzeba. Ale w odpowiednim czasie. Niewidzialne życie Addie LaRue było tym, co potrzebowałam przeczytać w życiu. Cieszę się, że taka powstała.
2

Baśniowa

10.05.2022

Sięgnęłam po tę książkę zachęcona opiniami Booktuberek, które obserwuję od dłuższego czasu i które są dla mnie autorytetem jeśli chodzi
o książki. „Niewidzialne życie Addie Larue” miało doskonały marketing, co też dodatkowo podkręcało to chęć przeczytania tej książki. Jakie jednak było moje zdziwienie, gdy przeczytałam pierwsze jej strony, pierwsze rozdziały. Dawno tak bardzo się nie rozczarowałam. W ogóle do mnie ona nie przemówiła. Sam koncept na historię jest bardzo dobry, wszak nie jest to codzienny widok, aby młoda dziewczyna zawierała pakt z diabłem w imię wolności i uciekała przed nudnym życiem, a nie stereotypowo, żeby ratować kogoś, kogo kocha. Ale do tego potrzebne są jeszcze umiejętności pisania i tworzenia ciekawych bohaterów. Addie jest moim zdaniem po prostu bohaterką nudną, która przez większość swojego życia nie robi nic. Jedynie narzeka jak to jej źle i jakie to wszystko w jej życiu jest monotonne. Kiedy dochodzimy do momentu, w którym Addie poznaje Henry’ego, byłam w stanie przewidzieć wszystko, co się wydarzy. Nie było dla mnie w tej książce już nic zaskakującego, brakowało mi adrenaliny. Przez połowę czasu, który siedziałam na lekturze, zastanawiałam się, czy warto czytać do końca. W drugiej połowie akcja nam się rozkręciła, ale tak jak wspomniałam - stała się ona bardzo przewidywalna. Za sam koncept fabuły i postać diabła (cienia) daję 2 gwiazdki, natomiast wybronienia tego konceptu wymaga dużych umiejętności pisania i tworzenia bohatera, z którym jakkolwiek czytelnik może się utożsamić. Dla mnie Addie do takich bohaterek nie należy.
5

Nel

19.04.2022

Opinie o tej książce są podzielone- niektórych zanudziła, a resztę urzekła. Zdecydowanie należę do tej drugiej grupy. Uważam, że ci,
którym się nie podobała, po prostu ni dostrzegają jej piękna, w którym się zakochałam.
5

Martyna Brzostek

05.04.2021

Zapewne słyszeliście już ogrom zachwytów o tym bestsellerze, zarówno za granicą, jak i na rodzimym podwórku. Ja w tej opinii
tylko się do nich dołączę, bo dzieło V.E. Schwab to naprawdę wyjątkowa opowieść. To historia, którą można rozpatrywać na wielu poziomach, wracać do niej, rozmyślać o tym, co chce przekazać. Chciałabym najlepiej jak potrafię zachęcić Was do jej przeczytania i przedstawić co mnie najbardziej zachwyciło, co szczerze chwyciło mnie za serce. Historia życia Addie skłania do wielu refleksji, zmusza nas do zastanowienia się nad kwestiami, o których nieczęsto myślimy. Najważniejsze pytanie jakie stawia brzmi: Jeżeli nikt Cię nie pamięta, to czy naprawdę żyjesz? Czy żyjesz, jeżeli nie jesteś w stanie pozostawić po sobie żadnego śladu? Co tak naprawdę oznacza pełne życie, pełna wolność i czy aby na pewno powinniśmy jej pragnąć? W końcu nie bez powodu mówi się: uważaj o czym marzysz, bo marzenia mogą się spełnić... Oczywiście, w rzeczywistym świecie takie pakty z diabłem nie byłyby możliwe, ale wielu z nas na pewno często dopada żal związany z tym, że nie zapiszemy się w historii, że wiedziemy normalne życie, o którym mało kto będzie pamiętał. I ta książka odpowiada na ten żal, pokazuje, że każde życie może być piękne, to my decydujemy jakimi drogami pójdziemy w danych nam warunkach. Ostatecznie oczywiście od samego czytelnika zależy, jakie odpowiedzi znajdzie w tej historii i to właśnie jest piękne - mnogość interpretacji, jakie otaczają tę opowieść. Drugi temat, który został pięknie poruszony to oczywiście miłość - to jak różne może mieć oblicza, jak odmiennie możemy ją postrzegać i dlaczego tak naprawdę kogoś kochamy... Bo widzi w nas prawdę? Bo jest w stanie nas dostrzec i wypowiadając nasze imię zawrzeć w nim całą naszą historię? W historii Addie odpowiedzi te pytania są bardziej dosłowne, ale gdy przeniesiemy je do naszego życia cały czas są prawdziwe, poruszają serca i ukazują nam piękny, choć często bolesny obraz miłości. Jestem absolutnie oczarowana tym, jakich bohaterów wykreowała autorka. Pomimo tego, że to Addie jest zdecydowanie główną bohaterką, to w momencie, gdy spotykamy Henry’ego staje się on równorzędną postacią, równie dobrze skonstruowaną, ze złożonym charakterem i niełatwą przeszłością. Od początku wiemy, że Addie jest wyjątkowa, wiemy czego pragnęła i jaką cenę za to zapłaciła. Jest fascynującą bohaterką, która dzień po dniu uczy się jak żyć z ciężarem jakim jest zapomnienie, jak odnajdować luki w jej klatce - pokazuje tym swoją siłę, wytrwałość, determinację, miłość do życia i świata. Jednocześnie jest wiele momentów, które ją łamią, momentów słabości, kiedy jest bardzo bliska oddania swej duszy, by już dłużej nie cierpieć, co czyni z niej postać wiarygodną, bliską, taką, której pragniemy kibicować. Za to Henry jest dla nas, podobnie jak dla Addie, tajemnicą. Dopiero kartka po kartce odkrywamy jego przeszłość, poznajemy jego trudności, wchodzimy w jego umysł, który często jest ponurym miejscem. Bardzo zżyłam się zarówno z Addie, jak i z Henrym, z każdym z nich utożsamiałam się na pewnym poziomie. Młoda Addie miała bardzo podobne pragnienia do moich, podobny sposób patrzenia na otaczający ją świat, a pewien intymny element jej osobowości tak bardzo przypominał mi samą siebie, że podczas lektury aż popłynęły mi łzy z oczu. Henry za to miał wiele podobnych cech charakteru co ja, targały nim podobne zmartwienia, obawy - np. bał się, że nigdy nie odnajdzie swojej drogi, nie był w stanie wybrać czegoś, w czym chciałby być dobry, nigdy nie poczuł powołania do konkretnych działań - tak bardzo rozumiałam jego uczucia, wiele fragmentów opisujących jego przeżycia na długo zostanie mi w pamięci. Oczywiście oprócz tego mamy jeszcze tajemniczego Luka, o którym nie chcę Wam zbyt dużo mówić. Ale jego kreacja wywarła na mnie podobnie mocne wrażenie, byłam w stanie wyczuć jego specyficzną obecność, zobaczyć go oczami Addie i podjąć próbę zrozumienia go. Relacje między postaciami były pełne emocji, napięcia, obserwowałam ich rozwój z ogromnym zaangażowaniem. Jestem pewna, że Was też to pochłonie i ponownie każdy będzie pewnie widział je inaczej, pochylał się ku różnym punktom widzenia. Jest jeszcze zakończenie, które uważam za świetne, kropka (a raczej wielokropek) została postawiona w bardzo dobrym momencie. Te zakończenie pokazuje, że przedstawienie nigdy się nie kończy, że gra cały czas trwa i nigdy nie możemy być pewni kto zwycięży - możemy jedynie uczyć się, jak się w niej coraz lepiej poruszać. Chciałabym jeszcze wiele powiedzieć, chociażby o unikatowym klimacie tego tytułu, ale ta recenzja już i tak jest bardzo długa, a chcę też, abyście wiele odkryli sami, bo wtedy najwięcej z tego wyciągnięcie. Poznajcie historię Addie, bo naprawdę warto. To książka, która z jednej strony jest bardzo smutna, bolesna, a z drugiej daje nadzieję na lepsze jutro i ukazuje jak można czerpać radość i dobro z życia, w każdej sytuacji!
5

Martyna Brzostek

05.04.2021

Zapewne słyszeliście już ogrom zachwytów o tym bestsellerze, zarówno za granicą, jak i na rodzimym podwórku. Ja w tej opinii
tylko się do nich dołączę, bo dzieło V.E. Schwab to naprawdę wyjątkowa opowieść. To historia, którą można rozpatrywać na wielu poziomach, wracać do niej, rozmyślać o tym, co chce przekazać. Chciałabym najlepiej jak potrafię zachęcić Was do jej przeczytania i przedstawić co mnie najbardziej zachwyciło, co szczerze chwyciło mnie za serce. Historia życia Addie skłania do wielu refleksji, zmusza nas do zastanowienia się nad kwestiami, o których nieczęsto myślimy. Najważniejsze pytanie jakie stawia brzmi: Jeżeli nikt Cię nie pamięta, to czy naprawdę żyjesz? Czy żyjesz, jeżeli nie jesteś w stanie pozostawić po sobie żadnego śladu? Co tak naprawdę oznacza pełne życie, pełna wolność i czy aby na pewno powinniśmy jej pragnąć? W końcu nie bez powodu mówi się: uważaj o czym marzysz, bo marzenia mogą się spełnić... Oczywiście, w rzeczywistym świecie takie pakty z diabłem nie byłyby możliwe, ale wielu z nas na pewno często dopada żal związany z tym, że nie zapiszemy się w historii, że wiedziemy normalne życie, o którym mało kto będzie pamiętał. I ta książka odpowiada na ten żal, pokazuje, że każde życie może być piękne, to my decydujemy jakimi drogami pójdziemy w danych nam warunkach. Ostatecznie oczywiście od samego czytelnika zależy, jakie odpowiedzi znajdzie w tej historii i to właśnie jest piękne - mnogość interpretacji, jakie otaczają tę opowieść. Drugi temat, który został pięknie poruszony to oczywiście miłość - to jak różne może mieć oblicza, jak odmiennie możemy ją postrzegać i dlaczego tak naprawdę kogoś kochamy... Bo widzi w nas prawdę? Bo jest w stanie nas dostrzec i wypowiadając nasze imię zawrzeć w nim całą naszą historię? W historii Addie odpowiedzi te pytania są bardziej dosłowne, ale gdy przeniesiemy je do naszego życia cały czas są prawdziwe, poruszają serca i ukazują nam piękny, choć często bolesny obraz miłości. Jestem absolutnie oczarowana tym, jakich bohaterów wykreowała autorka. Pomimo tego, że to Addie jest zdecydowanie główną bohaterką, to w momencie, gdy spotykamy Henry’ego staje się on równorzędną postacią, równie dobrze skonstruowaną, ze złożonym charakterem i niełatwą przeszłością. Od początku wiemy, że Addie jest wyjątkowa, wiemy czego pragnęła i jaką cenę za to zapłaciła. Jest fascynującą bohaterką, która dzień po dniu uczy się jak żyć z ciężarem jakim jest zapomnienie, jak odnajdować luki w jej klatce - pokazuje tym swoją siłę, wytrwałość, determinację, miłość do życia i świata. Jednocześnie jest wiele momentów, które ją łamią, momentów słabości, kiedy jest bardzo bliska oddania swej duszy, by już dłużej nie cierpieć, co czyni z niej postać wiarygodną, bliską, taką, której pragniemy kibicować. Za to Henry jest dla nas, podobnie jak dla Addie, tajemnicą. Dopiero kartka po kartce odkrywamy jego przeszłość, poznajemy jego trudności, wchodzimy w jego umysł, który często jest ponurym miejscem. Bardzo zżyłam się zarówno z Addie, jak i z Henrym, z każdym z nich utożsamiałam się na pewnym poziomie. Młoda Addie miała bardzo podobne pragnienia do moich, podobny sposób patrzenia na otaczający ją świat, a pewien intymny element jej osobowości tak bardzo przypominał mi samą siebie, że podczas lektury aż popłynęły mi łzy z oczu. Henry za to miał wiele podobnych cech charakteru co ja, targały nim podobne zmartwienia, obawy - np. bał się, że nigdy nie odnajdzie swojej drogi, nie był w stanie wybrać czegoś, w czym chciałby być dobry, nigdy nie poczuł powołania do konkretnych działań - tak bardzo rozumiałam jego uczucia, wiele fragmentów opisujących jego przeżycia na długo zostanie mi w pamięci. Oczywiście oprócz tego mamy jeszcze tajemniczego Luka, o którym nie chcę Wam zbyt dużo mówić. Ale jego kreacja wywarła na mnie podobnie mocne wrażenie, byłam w stanie wyczuć jego specyficzną obecność, zobaczyć go oczami Addie i podjąć próbę zrozumienia go. Relacje między postaciami były pełne emocji, napięcia, obserwowałam ich rozwój z ogromnym zaangażowaniem. Jestem pewna, że Was też to pochłonie i ponownie każdy będzie pewnie widział je inaczej, pochylał się ku różnym punktom widzenia. Jest jeszcze zakończenie, które uważam za świetne, kropka (a raczej wielokropek) została postawiona w bardzo dobrym momencie. Te zakończenie pokazuje, że przedstawienie nigdy się nie kończy, że gra cały czas trwa i nigdy nie możemy być pewni kto zwycięży - możemy jedynie uczyć się, jak się w niej coraz lepiej poruszać. Chciałabym jeszcze wiele powiedzieć, chociażby o unikatowym klimacie tego tytułu, ale ta recenzja już i tak jest bardzo długa, a chcę też, abyście wiele odkryli sami, bo wtedy najwięcej z tego wyciągnięcie. Poznajcie historię Addie, bo naprawdę warto. To książka, która z jednej strony jest bardzo smutna, bolesna, a z drugiej daje nadzieję na lepsze jutro i ukazuje jak można czerpać radość i dobro z życia, w każdej sytuacji!
5

Martyna Brzostek

05.04.2021

Zapewne słyszeliście już ogrom zachwytów o tym bestsellerze, zarówno za granicą, jak i na rodzimym podwórku. Ja w tej opinii
tylko się do nich dołączę, bo dzieło V.E. Schwab to naprawdę wyjątkowa opowieść. To historia, którą można rozpatrywać na wielu poziomach, wracać do niej, rozmyślać o tym, co chce przekazać. Chciałabym najlepiej jak potrafię zachęcić Was do jej przeczytania i przedstawić co mnie najbardziej zachwyciło, co szczerze chwyciło mnie za serce. Historia życia Addie skłania do wielu refleksji, zmusza nas do zastanowienia się nad kwestiami, o których nieczęsto myślimy. Najważniejsze pytanie jakie stawia brzmi: Jeżeli nikt Cię nie pamięta, to czy naprawdę żyjesz? Czy żyjesz, jeżeli nie jesteś w stanie pozostawić po sobie żadnego śladu? Co tak naprawdę oznacza pełne życie, pełna wolność i czy aby na pewno powinniśmy jej pragnąć? W końcu nie bez powodu mówi się: uważaj o czym marzysz, bo marzenia mogą się spełnić... Oczywiście, w rzeczywistym świecie takie pakty z diabłem nie byłyby możliwe, ale wielu z nas na pewno często dopada żal związany z tym, że nie zapiszemy się w historii, że wiedziemy normalne życie, o którym mało kto będzie pamiętał. I ta książka odpowiada na ten żal, pokazuje, że każde życie może być piękne, to my decydujemy jakimi drogami pójdziemy w danych nam warunkach. Ostatecznie oczywiście od samego czytelnika zależy, jakie odpowiedzi znajdzie w tej historii i to właśnie jest piękne - mnogość interpretacji, jakie otaczają tę opowieść. Drugi temat, który został pięknie poruszony to oczywiście miłość - to jak różne może mieć oblicza, jak odmiennie możemy ją postrzegać i dlaczego tak naprawdę kogoś kochamy... Bo widzi w nas prawdę? Bo jest w stanie nas dostrzec i wypowiadając nasze imię zawrzeć w nim całą naszą historię? W historii Addie odpowiedzi te pytania są bardziej dosłowne, ale gdy przeniesiemy je do naszego życia cały czas są prawdziwe, poruszają serca i ukazują nam piękny, choć często bolesny obraz miłości. Jestem absolutnie oczarowana tym, jakich bohaterów wykreowała autorka. Pomimo tego, że to Addie jest zdecydowanie główną bohaterką, to w momencie, gdy spotykamy Henry’ego staje się on równorzędną postacią, równie dobrze skonstruowaną, ze złożonym charakterem i niełatwą przeszłością. Od początku wiemy, że Addie jest wyjątkowa, wiemy czego pragnęła i jaką cenę za to zapłaciła. Jest fascynującą bohaterką, która dzień po dniu uczy się jak żyć z ciężarem jakim jest zapomnienie, jak odnajdować luki w jej klatce - pokazuje tym swoją siłę, wytrwałość, determinację, miłość do życia i świata. Jednocześnie jest wiele momentów, które ją łamią, momentów słabości, kiedy jest bardzo bliska oddania swej duszy, by już dłużej nie cierpieć, co czyni z niej postać wiarygodną, bliską, taką, której pragniemy kibicować. Za to Henry jest dla nas, podobnie jak dla Addie, tajemnicą. Dopiero kartka po kartce odkrywamy jego przeszłość, poznajemy jego trudności, wchodzimy w jego umysł, który często jest ponurym miejscem. Bardzo zżyłam się zarówno z Addie, jak i z Henrym, z każdym z nich utożsamiałam się na pewnym poziomie. Młoda Addie miała bardzo podobne pragnienia do moich, podobny sposób patrzenia na otaczający ją świat, a pewien intymny element jej osobowości tak bardzo przypominał mi samą siebie, że podczas lektury aż popłynęły mi łzy z oczu. Henry za to miał wiele podobnych cech charakteru co ja, targały nim podobne zmartwienia, obawy - np. bał się, że nigdy nie odnajdzie swojej drogi, nie był w stanie wybrać czegoś, w czym chciałby być dobry, nigdy nie poczuł powołania do konkretnych działań - tak bardzo rozumiałam jego uczucia, wiele fragmentów opisujących jego przeżycia na długo zostanie mi w pamięci. Oczywiście oprócz tego mamy jeszcze tajemniczego Luka, o którym nie chcę Wam zbyt dużo mówić. Ale jego kreacja wywarła na mnie podobnie mocne wrażenie, byłam w stanie wyczuć jego specyficzną obecność, zobaczyć go oczami Addie i podjąć próbę zrozumienia go. Relacje między postaciami były pełne emocji, napięcia, obserwowałam ich rozwój z ogromnym zaangażowaniem. Jestem pewna, że Was też to pochłonie i ponownie każdy będzie pewnie widział je inaczej, pochylał się ku różnym punktom widzenia. Jest jeszcze zakończenie, które uważam za świetne, kropka (a raczej wielokropek) została postawiona w bardzo dobrym momencie. Te zakończenie pokazuje, że przedstawienie nigdy się nie kończy, że gra cały czas trwa i nigdy nie możemy być pewni kto zwycięży - możemy jedynie uczyć się, jak się w niej coraz lepiej poruszać. Chciałabym jeszcze wiele powiedzieć, chociażby o unikatowym klimacie tego tytułu, ale ta recenzja już i tak jest bardzo długa, a chcę też, abyście wiele odkryli sami, bo wtedy najwięcej z tego wyciągnięcie. Poznajcie historię Addie, bo naprawdę warto. To książka, która z jednej strony jest bardzo smutna, bolesna, a z drugiej daje nadzieję na lepsze jutro i ukazuje jak można czerpać radość i dobro z życia, w każdej sytuacji!
5

Martyna Brzostek

05.04.2021

Zapewne słyszeliście już ogrom zachwytów o tym bestsellerze, zarówno za granicą, jak i na rodzimym podwórku. Ja w tej opinii
tylko się do nich dołączę, bo dzieło V.E. Schwab to naprawdę wyjątkowa opowieść. To historia, którą można rozpatrywać na wielu poziomach, wracać do niej, rozmyślać o tym, co chce przekazać. Chciałabym najlepiej jak potrafię zachęcić Was do jej przeczytania i przedstawić co mnie najbardziej zachwyciło, co szczerze chwyciło mnie za serce. Historia życia Addie skłania do wielu refleksji, zmusza nas do zastanowienia się nad kwestiami, o których nieczęsto myślimy. Najważniejsze pytanie jakie stawia brzmi: Jeżeli nikt Cię nie pamięta, to czy naprawdę żyjesz? Czy żyjesz, jeżeli nie jesteś w stanie pozostawić po sobie żadnego śladu? Co tak naprawdę oznacza pełne życie, pełna wolność i czy aby na pewno powinniśmy jej pragnąć? W końcu nie bez powodu mówi się: uważaj o czym marzysz, bo marzenia mogą się spełnić... Oczywiście, w rzeczywistym świecie takie pakty z diabłem nie byłyby możliwe, ale wielu z nas na pewno często dopada żal związany z tym, że nie zapiszemy się w historii, że wiedziemy normalne życie, o którym mało kto będzie pamiętał. I ta książka odpowiada na ten żal, pokazuje, że każde życie może być piękne, to my decydujemy jakimi drogami pójdziemy w danych nam warunkach. Ostatecznie oczywiście od samego czytelnika zależy, jakie odpowiedzi znajdzie w tej historii i to właśnie jest piękne - mnogość interpretacji, jakie otaczają tę opowieść. Drugi temat, który został pięknie poruszony to oczywiście miłość - to jak różne może mieć oblicza, jak odmiennie możemy ją postrzegać i dlaczego tak naprawdę kogoś kochamy... Bo widzi w nas prawdę? Bo jest w stanie nas dostrzec i wypowiadając nasze imię zawrzeć w nim całą naszą historię? W historii Addie odpowiedzi te pytania są bardziej dosłowne, ale gdy przeniesiemy je do naszego życia cały czas są prawdziwe, poruszają serca i ukazują nam piękny, choć często bolesny obraz miłości. Jestem absolutnie oczarowana tym, jakich bohaterów wykreowała autorka. Pomimo tego, że to Addie jest zdecydowanie główną bohaterką, to w momencie, gdy spotykamy Henry’ego staje się on równorzędną postacią, równie dobrze skonstruowaną, ze złożonym charakterem i niełatwą przeszłością. Od początku wiemy, że Addie jest wyjątkowa, wiemy czego pragnęła i jaką cenę za to zapłaciła. Jest fascynującą bohaterką, która dzień po dniu uczy się jak żyć z ciężarem jakim jest zapomnienie, jak odnajdować luki w jej klatce - pokazuje tym swoją siłę, wytrwałość, determinację, miłość do życia i świata. Jednocześnie jest wiele momentów, które ją łamią, momentów słabości, kiedy jest bardzo bliska oddania swej duszy, by już dłużej nie cierpieć, co czyni z niej postać wiarygodną, bliską, taką, której pragniemy kibicować. Za to Henry jest dla nas, podobnie jak dla Addie, tajemnicą. Dopiero kartka po kartce odkrywamy jego przeszłość, poznajemy jego trudności, wchodzimy w jego umysł, który często jest ponurym miejscem. Bardzo zżyłam się zarówno z Addie, jak i z Henrym, z każdym z nich utożsamiałam się na pewnym poziomie. Młoda Addie miała bardzo podobne pragnienia do moich, podobny sposób patrzenia na otaczający ją świat, a pewien intymny element jej osobowości tak bardzo przypominał mi samą siebie, że podczas lektury aż popłynęły mi łzy z oczu. Henry za to miał wiele podobnych cech charakteru co ja, targały nim podobne zmartwienia, obawy - np. bał się, że nigdy nie odnajdzie swojej drogi, nie był w stanie wybrać czegoś, w czym chciałby być dobry, nigdy nie poczuł powołania do konkretnych działań - tak bardzo rozumiałam jego uczucia, wiele fragmentów opisujących jego przeżycia na długo zostanie mi w pamięci. Oczywiście oprócz tego mamy jeszcze tajemniczego Luka, o którym nie chcę Wam zbyt dużo mówić. Ale jego kreacja wywarła na mnie podobnie mocne wrażenie, byłam w stanie wyczuć jego specyficzną obecność, zobaczyć go oczami Addie i podjąć próbę zrozumienia go. Relacje między postaciami były pełne emocji, napięcia, obserwowałam ich rozwój z ogromnym zaangażowaniem. Jestem pewna, że Was też to pochłonie i ponownie każdy będzie pewnie widział je inaczej, pochylał się ku różnym punktom widzenia. Jest jeszcze zakończenie, które uważam za świetne, kropka (a raczej wielokropek) została postawiona w bardzo dobrym momencie. Te zakończenie pokazuje, że przedstawienie nigdy się nie kończy, że gra cały czas trwa i nigdy nie możemy być pewni kto zwycięży - możemy jedynie uczyć się, jak się w niej coraz lepiej poruszać. Chciałabym jeszcze wiele powiedzieć, chociażby o unikatowym klimacie tego tytułu, ale ta recenzja już i tak jest bardzo długa, a chcę też, abyście wiele odkryli sami, bo wtedy najwięcej z tego wyciągnięcie. Poznajcie historię Addie, bo naprawdę warto. To książka, która z jednej strony jest bardzo smutna, bolesna, a z drugiej daje nadzieję na lepsze jutro i ukazuje jak można czerpać radość i dobro z życia, w każdej sytuacji!
5

Martyna Brzostek

05.04.2021

Zapewne słyszeliście już ogrom zachwytów o tym bestsellerze, zarówno za granicą, jak i na rodzimym podwórku. Ja w tej opinii
tylko się do nich dołączę, bo dzieło V.E. Schwab to naprawdę wyjątkowa opowieść. To historia, którą można rozpatrywać na wielu poziomach, wracać do niej, rozmyślać o tym, co chce przekazać. Chciałabym najlepiej jak potrafię zachęcić Was do jej przeczytania i przedstawić co mnie najbardziej zachwyciło, co szczerze chwyciło mnie za serce. Historia życia Addie skłania do wielu refleksji, zmusza nas do zastanowienia się nad kwestiami, o których nieczęsto myślimy. Najważniejsze pytanie jakie stawia brzmi: Jeżeli nikt Cię nie pamięta, to czy naprawdę żyjesz? Czy żyjesz, jeżeli nie jesteś w stanie pozostawić po sobie żadnego śladu? Co tak naprawdę oznacza pełne życie, pełna wolność i czy aby na pewno powinniśmy jej pragnąć? W końcu nie bez powodu mówi się: uważaj o czym marzysz, bo marzenia mogą się spełnić... Oczywiście, w rzeczywistym świecie takie pakty z diabłem nie byłyby możliwe, ale wielu z nas na pewno często dopada żal związany z tym, że nie zapiszemy się w historii, że wiedziemy normalne życie, o którym mało kto będzie pamiętał. I ta książka odpowiada na ten żal, pokazuje, że każde życie może być piękne, to my decydujemy jakimi drogami pójdziemy w danych nam warunkach. Ostatecznie oczywiście od samego czytelnika zależy, jakie odpowiedzi znajdzie w tej historii i to właśnie jest piękne - mnogość interpretacji, jakie otaczają tę opowieść. Drugi temat, który został pięknie poruszony to oczywiście miłość - to jak różne może mieć oblicza, jak odmiennie możemy ją postrzegać i dlaczego tak naprawdę kogoś kochamy... Bo widzi w nas prawdę? Bo jest w stanie nas dostrzec i wypowiadając nasze imię zawrzeć w nim całą naszą historię? W historii Addie odpowiedzi te pytania są bardziej dosłowne, ale gdy przeniesiemy je do naszego życia cały czas są prawdziwe, poruszają serca i ukazują nam piękny, choć często bolesny obraz miłości. Jestem absolutnie oczarowana tym, jakich bohaterów wykreowała autorka. Pomimo tego, że to Addie jest zdecydowanie główną bohaterką, to w momencie, gdy spotykamy Henry’ego staje się on równorzędną postacią, równie dobrze skonstruowaną, ze złożonym charakterem i niełatwą przeszłością. Od początku wiemy, że Addie jest wyjątkowa, wiemy czego pragnęła i jaką cenę za to zapłaciła. Jest fascynującą bohaterką, która dzień po dniu uczy się jak żyć z ciężarem jakim jest zapomnienie, jak odnajdować luki w jej klatce - pokazuje tym swoją siłę, wytrwałość, determinację, miłość do życia i świata. Jednocześnie jest wiele momentów, które ją łamią, momentów słabości, kiedy jest bardzo bliska oddania swej duszy, by już dłużej nie cierpieć, co czyni z niej postać wiarygodną, bliską, taką, której pragniemy kibicować. Za to Henry jest dla nas, podobnie jak dla Addie, tajemnicą. Dopiero kartka po kartce odkrywamy jego przeszłość, poznajemy jego trudności, wchodzimy w jego umysł, który często jest ponurym miejscem. Bardzo zżyłam się zarówno z Addie, jak i z Henrym, z każdym z nich utożsamiałam się na pewnym poziomie. Młoda Addie miała bardzo podobne pragnienia do moich, podobny sposób patrzenia na otaczający ją świat, a pewien intymny element jej osobowości tak bardzo przypominał mi samą siebie, że podczas lektury aż popłynęły mi łzy z oczu. Henry za to miał wiele podobnych cech charakteru co ja, targały nim podobne zmartwienia, obawy - np. bał się, że nigdy nie odnajdzie swojej drogi, nie był w stanie wybrać czegoś, w czym chciałby być dobry, nigdy nie poczuł powołania do konkretnych działań - tak bardzo rozumiałam jego uczucia, wiele fragmentów opisujących jego przeżycia na długo zostanie mi w pamięci. Oczywiście oprócz tego mamy jeszcze tajemniczego Luka, o którym nie chcę Wam zbyt dużo mówić. Ale jego kreacja wywarła na mnie podobnie mocne wrażenie, byłam w stanie wyczuć jego specyficzną obecność, zobaczyć go oczami Addie i podjąć próbę zrozumienia go. Relacje między postaciami były pełne emocji, napięcia, obserwowałam ich rozwój z ogromnym zaangażowaniem. Jestem pewna, że Was też to pochłonie i ponownie każdy będzie pewnie widział je inaczej, pochylał się ku różnym punktom widzenia. Jest jeszcze zakończenie, które uważam za świetne, kropka (a raczej wielokropek) została postawiona w bardzo dobrym momencie. Te zakończenie pokazuje, że przedstawienie nigdy się nie kończy, że gra cały czas trwa i nigdy nie możemy być pewni kto zwycięży - możemy jedynie uczyć się, jak się w niej coraz lepiej poruszać. Chciałabym jeszcze wiele powiedzieć, chociażby o unikatowym klimacie tego tytułu, ale ta recenzja już i tak jest bardzo długa, a chcę też, abyście wiele odkryli sami, bo wtedy najwięcej z tego wyciągnięcie. Poznajcie historię Addie, bo naprawdę warto. To książka, która z jednej strony jest bardzo smutna, bolesna, a z drugiej daje nadzieję na lepsze jutro i ukazuje jak można czerpać radość i dobro z życia, w każdej sytuacji!
5

Martyna Brzostek

05.04.2021

Zapewne słyszeliście już ogrom zachwytów o tym bestsellerze, zarówno za granicą, jak i na rodzimym podwórku. Ja w tej opinii
tylko się do nich dołączę, bo dzieło V.E. Schwab to naprawdę wyjątkowa opowieść. To historia, którą można rozpatrywać na wielu poziomach, wracać do niej, rozmyślać o tym, co chce przekazać. Chciałabym najlepiej jak potrafię zachęcić Was do jej przeczytania i przedstawić co mnie najbardziej zachwyciło, co szczerze chwyciło mnie za serce. Historia życia Addie skłania do wielu refleksji, zmusza nas do zastanowienia się nad kwestiami, o których nieczęsto myślimy. Najważniejsze pytanie jakie stawia brzmi: Jeżeli nikt Cię nie pamięta, to czy naprawdę żyjesz? Czy żyjesz, jeżeli nie jesteś w stanie pozostawić po sobie żadnego śladu? Co tak naprawdę oznacza pełne życie, pełna wolność i czy aby na pewno powinniśmy jej pragnąć? W końcu nie bez powodu mówi się: uważaj o czym marzysz, bo marzenia mogą się spełnić... Oczywiście, w rzeczywistym świecie takie pakty z diabłem nie byłyby możliwe, ale wielu z nas na pewno często dopada żal związany z tym, że nie zapiszemy się w historii, że wiedziemy normalne życie, o którym mało kto będzie pamiętał. I ta książka odpowiada na ten żal, pokazuje, że każde życie może być piękne, to my decydujemy jakimi drogami pójdziemy w danych nam warunkach. Ostatecznie oczywiście od samego czytelnika zależy, jakie odpowiedzi znajdzie w tej historii i to właśnie jest piękne - mnogość interpretacji, jakie otaczają tę opowieść. Drugi temat, który został pięknie poruszony to oczywiście miłość - to jak różne może mieć oblicza, jak odmiennie możemy ją postrzegać i dlaczego tak naprawdę kogoś kochamy... Bo widzi w nas prawdę? Bo jest w stanie nas dostrzec i wypowiadając nasze imię zawrzeć w nim całą naszą historię? W historii Addie odpowiedzi te pytania są bardziej dosłowne, ale gdy przeniesiemy je do naszego życia cały czas są prawdziwe, poruszają serca i ukazują nam piękny, choć często bolesny obraz miłości. Jestem absolutnie oczarowana tym, jakich bohaterów wykreowała autorka. Pomimo tego, że to Addie jest zdecydowanie główną bohaterką, to w momencie, gdy spotykamy Henry’ego staje się on równorzędną postacią, równie dobrze skonstruowaną, ze złożonym charakterem i niełatwą przeszłością. Od początku wiemy, że Addie jest wyjątkowa, wiemy czego pragnęła i jaką cenę za to zapłaciła. Jest fascynującą bohaterką, która dzień po dniu uczy się jak żyć z ciężarem jakim jest zapomnienie, jak odnajdować luki w jej klatce - pokazuje tym swoją siłę, wytrwałość, determinację, miłość do życia i świata. Jednocześnie jest wiele momentów, które ją łamią, momentów słabości, kiedy jest bardzo bliska oddania swej duszy, by już dłużej nie cierpieć, co czyni z niej postać wiarygodną, bliską, taką, której pragniemy kibicować. Za to Henry jest dla nas, podobnie jak dla Addie, tajemnicą. Dopiero kartka po kartce odkrywamy jego przeszłość, poznajemy jego trudności, wchodzimy w jego umysł, który często jest ponurym miejscem. Bardzo zżyłam się zarówno z Addie, jak i z Henrym, z każdym z nich utożsamiałam się na pewnym poziomie. Młoda Addie miała bardzo podobne pragnienia do moich, podobny sposób patrzenia na otaczający ją świat, a pewien intymny element jej osobowości tak bardzo przypominał mi samą siebie, że podczas lektury aż popłynęły mi łzy z oczu. Henry za to miał wiele podobnych cech charakteru co ja, targały nim podobne zmartwienia, obawy - np. bał się, że nigdy nie odnajdzie swojej drogi, nie był w stanie wybrać czegoś, w czym chciałby być dobry, nigdy nie poczuł powołania do konkretnych działań - tak bardzo rozumiałam jego uczucia, wiele fragmentów opisujących jego przeżycia na długo zostanie mi w pamięci. Oczywiście oprócz tego mamy jeszcze tajemniczego Luka, o którym nie chcę Wam zbyt dużo mówić. Ale jego kreacja wywarła na mnie podobnie mocne wrażenie, byłam w stanie wyczuć jego specyficzną obecność, zobaczyć go oczami Addie i podjąć próbę zrozumienia go. Relacje między postaciami były pełne emocji, napięcia, obserwowałam ich rozwój z ogromnym zaangażowaniem. Jestem pewna, że Was też to pochłonie i ponownie każdy będzie pewnie widział je inaczej, pochylał się ku różnym punktom widzenia. Jest jeszcze zakończenie, które uważam za świetne, kropka (a raczej wielokropek) została postawiona w bardzo dobrym momencie. Te zakończenie pokazuje, że przedstawienie nigdy się nie kończy, że gra cały czas trwa i nigdy nie możemy być pewni kto zwycięży - możemy jedynie uczyć się, jak się w niej coraz lepiej poruszać. Chciałabym jeszcze wiele powiedzieć, chociażby o unikatowym klimacie tego tytułu, ale ta recenzja już i tak jest bardzo długa, a chcę też, abyście wiele odkryli sami, bo wtedy najwięcej z tego wyciągnięcie. Poznajcie historię Addie, bo naprawdę warto. To książka, która z jednej strony jest bardzo smutna, bolesna, a z drugiej daje nadzieję na lepsze jutro i ukazuje jak można czerpać radość i dobro z życia, w każdej sytuacji!
5

Martyna Brzostek

05.04.2021

Zapewne słyszeliście już ogrom zachwytów o tym bestsellerze, zarówno za granicą, jak i na rodzimym podwórku. Ja w tej opinii
tylko się do nich dołączę, bo dzieło V.E. Schwab to naprawdę wyjątkowa opowieść. To historia, którą można rozpatrywać na wielu poziomach, wracać do niej, rozmyślać o tym, co chce przekazać. Chciałabym najlepiej jak potrafię zachęcić Was do jej przeczytania i przedstawić co mnie najbardziej zachwyciło, co szczerze chwyciło mnie za serce. Historia życia Addie skłania do wielu refleksji, zmusza nas do zastanowienia się nad kwestiami, o których nieczęsto myślimy. Najważniejsze pytanie jakie stawia brzmi: Jeżeli nikt Cię nie pamięta, to czy naprawdę żyjesz? Czy żyjesz, jeżeli nie jesteś w stanie pozostawić po sobie żadnego śladu? Co tak naprawdę oznacza pełne życie, pełna wolność i czy aby na pewno powinniśmy jej pragnąć? W końcu nie bez powodu mówi się: uważaj o czym marzysz, bo marzenia mogą się spełnić... Oczywiście, w rzeczywistym świecie takie pakty z diabłem nie byłyby możliwe, ale wielu z nas na pewno często dopada żal związany z tym, że nie zapiszemy się w historii, że wiedziemy normalne życie, o którym mało kto będzie pamiętał. I ta książka odpowiada na ten żal, pokazuje, że każde życie może być piękne, to my decydujemy jakimi drogami pójdziemy w danych nam warunkach. Ostatecznie oczywiście od samego czytelnika zależy, jakie odpowiedzi znajdzie w tej historii i to właśnie jest piękne - mnogość interpretacji, jakie otaczają tę opowieść. Drugi temat, który został pięknie poruszony to oczywiście miłość - to jak różne może mieć oblicza, jak odmiennie możemy ją postrzegać i dlaczego tak naprawdę kogoś kochamy... Bo widzi w nas prawdę? Bo jest w stanie nas dostrzec i wypowiadając nasze imię zawrzeć w nim całą naszą historię? W historii Addie odpowiedzi te pytania są bardziej dosłowne, ale gdy przeniesiemy je do naszego życia cały czas są prawdziwe, poruszają serca i ukazują nam piękny, choć często bolesny obraz miłości. Jestem absolutnie oczarowana tym, jakich bohaterów wykreowała autorka. Pomimo tego, że to Addie jest zdecydowanie główną bohaterką, to w momencie, gdy spotykamy Henry’ego staje się on równorzędną postacią, równie dobrze skonstruowaną, ze złożonym charakterem i niełatwą przeszłością. Od początku wiemy, że Addie jest wyjątkowa, wiemy czego pragnęła i jaką cenę za to zapłaciła. Jest fascynującą bohaterką, która dzień po dniu uczy się jak żyć z ciężarem jakim jest zapomnienie, jak odnajdować luki w jej klatce - pokazuje tym swoją siłę, wytrwałość, determinację, miłość do życia i świata. Jednocześnie jest wiele momentów, które ją łamią, momentów słabości, kiedy jest bardzo bliska oddania swej duszy, by już dłużej nie cierpieć, co czyni z niej postać wiarygodną, bliską, taką, której pragniemy kibicować. Za to Henry jest dla nas, podobnie jak dla Addie, tajemnicą. Dopiero kartka po kartce odkrywamy jego przeszłość, poznajemy jego trudności, wchodzimy w jego umysł, który często jest ponurym miejscem. Bardzo zżyłam się zarówno z Addie, jak i z Henrym, z każdym z nich utożsamiałam się na pewnym poziomie. Młoda Addie miała bardzo podobne pragnienia do moich, podobny sposób patrzenia na otaczający ją świat, a pewien intymny element jej osobowości tak bardzo przypominał mi samą siebie, że podczas lektury aż popłynęły mi łzy z oczu. Henry za to miał wiele podobnych cech charakteru co ja, targały nim podobne zmartwienia, obawy - np. bał się, że nigdy nie odnajdzie swojej drogi, nie był w stanie wybrać czegoś, w czym chciałby być dobry, nigdy nie poczuł powołania do konkretnych działań - tak bardzo rozumiałam jego uczucia, wiele fragmentów opisujących jego przeżycia na długo zostanie mi w pamięci. Oczywiście oprócz tego mamy jeszcze tajemniczego Luka, o którym nie chcę Wam zbyt dużo mówić. Ale jego kreacja wywarła na mnie podobnie mocne wrażenie, byłam w stanie wyczuć jego specyficzną obecność, zobaczyć go oczami Addie i podjąć próbę zrozumienia go. Relacje między postaciami były pełne emocji, napięcia, obserwowałam ich rozwój z ogromnym zaangażowaniem. Jestem pewna, że Was też to pochłonie i ponownie każdy będzie pewnie widział je inaczej, pochylał się ku różnym punktom widzenia. Jest jeszcze zakończenie, które uważam za świetne, kropka (a raczej wielokropek) została postawiona w bardzo dobrym momencie. Te zakończenie pokazuje, że przedstawienie nigdy się nie kończy, że gra cały czas trwa i nigdy nie możemy być pewni kto zwycięży - możemy jedynie uczyć się, jak się w niej coraz lepiej poruszać. Chciałabym jeszcze wiele powiedzieć, chociażby o unikatowym klimacie tego tytułu, ale ta recenzja już i tak jest bardzo długa, a chcę też, abyście wiele odkryli sami, bo wtedy najwięcej z tego wyciągnięcie. Poznajcie historię Addie, bo naprawdę warto. To książka, która z jednej strony jest bardzo smutna, bolesna, a z drugiej daje nadzieję na lepsze jutro i ukazuje jak można czerpać radość i dobro z życia, w każdej sytuacji!
5

Martyna Brzostek

05.04.2021

Zapewne słyszeliście już ogrom zachwytów o tym bestsellerze, zarówno za granicą, jak i na rodzimym podwórku. Ja w tej opinii
tylko się do nich dołączę, bo dzieło V.E. Schwab to naprawdę wyjątkowa opowieść. To historia, którą można rozpatrywać na wielu poziomach, wracać do niej, rozmyślać o tym, co chce przekazać. Chciałabym najlepiej jak potrafię zachęcić Was do jej przeczytania i przedstawić co mnie najbardziej zachwyciło, co szczerze chwyciło mnie za serce. Historia życia Addie skłania do wielu refleksji, zmusza nas do zastanowienia się nad kwestiami, o których nieczęsto myślimy. Najważniejsze pytanie jakie stawia brzmi: Jeżeli nikt Cię nie pamięta, to czy naprawdę żyjesz? Czy żyjesz, jeżeli nie jesteś w stanie pozostawić po sobie żadnego śladu? Co tak naprawdę oznacza pełne życie, pełna wolność i czy aby na pewno powinniśmy jej pragnąć? W końcu nie bez powodu mówi się: uważaj o czym marzysz, bo marzenia mogą się spełnić... Oczywiście, w rzeczywistym świecie takie pakty z diabłem nie byłyby możliwe, ale wielu z nas na pewno często dopada żal związany z tym, że nie zapiszemy się w historii, że wiedziemy normalne życie, o którym mało kto będzie pamiętał. I ta książka odpowiada na ten żal, pokazuje, że każde życie może być piękne, to my decydujemy jakimi drogami pójdziemy w danych nam warunkach. Ostatecznie oczywiście od samego czytelnika zależy, jakie odpowiedzi znajdzie w tej historii i to właśnie jest piękne - mnogość interpretacji, jakie otaczają tę opowieść. Drugi temat, który został pięknie poruszony to oczywiście miłość - to jak różne może mieć oblicza, jak odmiennie możemy ją postrzegać i dlaczego tak naprawdę kogoś kochamy... Bo widzi w nas prawdę? Bo jest w stanie nas dostrzec i wypowiadając nasze imię zawrzeć w nim całą naszą historię? W historii Addie odpowiedzi te pytania są bardziej dosłowne, ale gdy przeniesiemy je do naszego życia cały czas są prawdziwe, poruszają serca i ukazują nam piękny, choć często bolesny obraz miłości. Jestem absolutnie oczarowana tym, jakich bohaterów wykreowała autorka. Pomimo tego, że to Addie jest zdecydowanie główną bohaterką, to w momencie, gdy spotykamy Henry’ego staje się on równorzędną postacią, równie dobrze skonstruowaną, ze złożonym charakterem i niełatwą przeszłością. Od początku wiemy, że Addie jest wyjątkowa, wiemy czego pragnęła i jaką cenę za to zapłaciła. Jest fascynującą bohaterką, która dzień po dniu uczy się jak żyć z ciężarem jakim jest zapomnienie, jak odnajdować luki w jej klatce - pokazuje tym swoją siłę, wytrwałość, determinację, miłość do życia i świata. Jednocześnie jest wiele momentów, które ją łamią, momentów słabości, kiedy jest bardzo bliska oddania swej duszy, by już dłużej nie cierpieć, co czyni z niej postać wiarygodną, bliską, taką, której pragniemy kibicować. Za to Henry jest dla nas, podobnie jak dla Addie, tajemnicą. Dopiero kartka po kartce odkrywamy jego przeszłość, poznajemy jego trudności, wchodzimy w jego umysł, który często jest ponurym miejscem. Bardzo zżyłam się zarówno z Addie, jak i z Henrym, z każdym z nich utożsamiałam się na pewnym poziomie. Młoda Addie miała bardzo podobne pragnienia do moich, podobny sposób patrzenia na otaczający ją świat, a pewien intymny element jej osobowości tak bardzo przypominał mi samą siebie, że podczas lektury aż popłynęły mi łzy z oczu. Henry za to miał wiele podobnych cech charakteru co ja, targały nim podobne zmartwienia, obawy - np. bał się, że nigdy nie odnajdzie swojej drogi, nie był w stanie wybrać czegoś, w czym chciałby być dobry, nigdy nie poczuł powołania do konkretnych działań - tak bardzo rozumiałam jego uczucia, wiele fragmentów opisujących jego przeżycia na długo zostanie mi w pamięci. Oczywiście oprócz tego mamy jeszcze tajemniczego Luka, o którym nie chcę Wam zbyt dużo mówić. Ale jego kreacja wywarła na mnie podobnie mocne wrażenie, byłam w stanie wyczuć jego specyficzną obecność, zobaczyć go oczami Addie i podjąć próbę zrozumienia go. Relacje między postaciami były pełne emocji, napięcia, obserwowałam ich rozwój z ogromnym zaangażowaniem. Jestem pewna, że Was też to pochłonie i ponownie każdy będzie pewnie widział je inaczej, pochylał się ku różnym punktom widzenia. Jest jeszcze zakończenie, które uważam za świetne, kropka (a raczej wielokropek) została postawiona w bardzo dobrym momencie. Te zakończenie pokazuje, że przedstawienie nigdy się nie kończy, że gra cały czas trwa i nigdy nie możemy być pewni kto zwycięży - możemy jedynie uczyć się, jak się w niej coraz lepiej poruszać. Chciałabym jeszcze wiele powiedzieć, chociażby o unikatowym klimacie tego tytułu, ale ta recenzja już i tak jest bardzo długa, a chcę też, abyście wiele odkryli sami, bo wtedy najwięcej z tego wyciągnięcie. Poznajcie historię Addie, bo naprawdę warto. To książka, która z jednej strony jest bardzo smutna, bolesna, a z drugiej daje nadzieję na lepsze jutro i ukazuje jak można czerpać radość i dobro z życia, w każdej sytuacji!
5

Martyna Brzostek

05.04.2021

Zapewne słyszeliście już ogrom zachwytów o tym bestsellerze, zarówno za granicą, jak i na rodzimym podwórku. Ja w tej opinii
tylko się do nich dołączę, bo dzieło V.E. Schwab to naprawdę wyjątkowa opowieść. To historia, którą można rozpatrywać na wielu poziomach, wracać do niej, rozmyślać o tym, co chce przekazać. Chciałabym najlepiej jak potrafię zachęcić Was do jej przeczytania i przedstawić co mnie najbardziej zachwyciło, co szczerze chwyciło mnie za serce. Historia życia Addie skłania do wielu refleksji, zmusza nas do zastanowienia się nad kwestiami, o których nieczęsto myślimy. Najważniejsze pytanie jakie stawia brzmi: Jeżeli nikt Cię nie pamięta, to czy naprawdę żyjesz? Czy żyjesz, jeżeli nie jesteś w stanie pozostawić po sobie żadnego śladu? Co tak naprawdę oznacza pełne życie, pełna wolność i czy aby na pewno powinniśmy jej pragnąć? W końcu nie bez powodu mówi się: uważaj o czym marzysz, bo marzenia mogą się spełnić... Oczywiście, w rzeczywistym świecie takie pakty z diabłem nie byłyby możliwe, ale wielu z nas na pewno często dopada żal związany z tym, że nie zapiszemy się w historii, że wiedziemy normalne życie, o którym mało kto będzie pamiętał. I ta książka odpowiada na ten żal, pokazuje, że każde życie może być piękne, to my decydujemy jakimi drogami pójdziemy w danych nam warunkach. Ostatecznie oczywiście od samego czytelnika zależy, jakie odpowiedzi znajdzie w tej historii i to właśnie jest piękne - mnogość interpretacji, jakie otaczają tę opowieść. Drugi temat, który został pięknie poruszony to oczywiście miłość - to jak różne może mieć oblicza, jak odmiennie możemy ją postrzegać i dlaczego tak naprawdę kogoś kochamy... Bo widzi w nas prawdę? Bo jest w stanie nas dostrzec i wypowiadając nasze imię zawrzeć w nim całą naszą historię? W historii Addie odpowiedzi te pytania są bardziej dosłowne, ale gdy przeniesiemy je do naszego życia cały czas są prawdziwe, poruszają serca i ukazują nam piękny, choć często bolesny obraz miłości. Jestem absolutnie oczarowana tym, jakich bohaterów wykreowała autorka. Pomimo tego, że to Addie jest zdecydowanie główną bohaterką, to w momencie, gdy spotykamy Henry’ego staje się on równorzędną postacią, równie dobrze skonstruowaną, ze złożonym charakterem i niełatwą przeszłością. Od początku wiemy, że Addie jest wyjątkowa, wiemy czego pragnęła i jaką cenę za to zapłaciła. Jest fascynującą bohaterką, która dzień po dniu uczy się jak żyć z ciężarem jakim jest zapomnienie, jak odnajdować luki w jej klatce - pokazuje tym swoją siłę, wytrwałość, determinację, miłość do życia i świata. Jednocześnie jest wiele momentów, które ją łamią, momentów słabości, kiedy jest bardzo bliska oddania swej duszy, by już dłużej nie cierpieć, co czyni z niej postać wiarygodną, bliską, taką, której pragniemy kibicować. Za to Henry jest dla nas, podobnie jak dla Addie, tajemnicą. Dopiero kartka po kartce odkrywamy jego przeszłość, poznajemy jego trudności, wchodzimy w jego umysł, który często jest ponurym miejscem. Bardzo zżyłam się zarówno z Addie, jak i z Henrym, z każdym z nich utożsamiałam się na pewnym poziomie. Młoda Addie miała bardzo podobne pragnienia do moich, podobny sposób patrzenia na otaczający ją świat, a pewien intymny element jej osobowości tak bardzo przypominał mi samą siebie, że podczas lektury aż popłynęły mi łzy z oczu. Henry za to miał wiele podobnych cech charakteru co ja, targały nim podobne zmartwienia, obawy - np. bał się, że nigdy nie odnajdzie swojej drogi, nie był w stanie wybrać czegoś, w czym chciałby być dobry, nigdy nie poczuł powołania do konkretnych działań - tak bardzo rozumiałam jego uczucia, wiele fragmentów opisujących jego przeżycia na długo zostanie mi w pamięci. Oczywiście oprócz tego mamy jeszcze tajemniczego Luka, o którym nie chcę Wam zbyt dużo mówić. Ale jego kreacja wywarła na mnie podobnie mocne wrażenie, byłam w stanie wyczuć jego specyficzną obecność, zobaczyć go oczami Addie i podjąć próbę zrozumienia go. Relacje między postaciami były pełne emocji, napięcia, obserwowałam ich rozwój z ogromnym zaangażowaniem. Jestem pewna, że Was też to pochłonie i ponownie każdy będzie pewnie widział je inaczej, pochylał się ku różnym punktom widzenia. Jest jeszcze zakończenie, które uważam za świetne, kropka (a raczej wielokropek) została postawiona w bardzo dobrym momencie. Te zakończenie pokazuje, że przedstawienie nigdy się nie kończy, że gra cały czas trwa i nigdy nie możemy być pewni kto zwycięży - możemy jedynie uczyć się, jak się w niej coraz lepiej poruszać. Chciałabym jeszcze wiele powiedzieć, chociażby o unikatowym klimacie tego tytułu, ale ta recenzja już i tak jest bardzo długa, a chcę też, abyście wiele odkryli sami, bo wtedy najwięcej z tego wyciągnięcie. Poznajcie historię Addie, bo naprawdę warto. To książka, która z jednej strony jest bardzo smutna, bolesna, a z drugiej daje nadzieję na lepsze jutro i ukazuje jak można czerpać radość i dobro z życia, w każdej sytuacji!
5

Martyna Brzostek

05.04.2021

Zapewne słyszeliście już ogrom zachwytów o tym bestsellerze, zarówno za granicą, jak i na rodzimym podwórku. Ja w tej opinii
tylko się do nich dołączę, bo dzieło V.E. Schwab to naprawdę wyjątkowa opowieść. To historia, którą można rozpatrywać na wielu poziomach, wracać do niej, rozmyślać o tym, co chce przekazać. Chciałabym najlepiej jak potrafię zachęcić Was do jej przeczytania i przedstawić co mnie najbardziej zachwyciło, co szczerze chwyciło mnie za serce. Historia życia Addie skłania do wielu refleksji, zmusza nas do zastanowienia się nad kwestiami, o których nieczęsto myślimy. Najważniejsze pytanie jakie stawia brzmi: Jeżeli nikt Cię nie pamięta, to czy naprawdę żyjesz? Czy żyjesz, jeżeli nie jesteś w stanie pozostawić po sobie żadnego śladu? Co tak naprawdę oznacza pełne życie, pełna wolność i czy aby na pewno powinniśmy jej pragnąć? W końcu nie bez powodu mówi się: uważaj o czym marzysz, bo marzenia mogą się spełnić... Oczywiście, w rzeczywistym świecie takie pakty z diabłem nie byłyby możliwe, ale wielu z nas na pewno często dopada żal związany z tym, że nie zapiszemy się w historii, że wiedziemy normalne życie, o którym mało kto będzie pamiętał. I ta książka odpowiada na ten żal, pokazuje, że każde życie może być piękne, to my decydujemy jakimi drogami pójdziemy w danych nam warunkach. Ostatecznie oczywiście od samego czytelnika zależy, jakie odpowiedzi znajdzie w tej historii i to właśnie jest piękne - mnogość interpretacji, jakie otaczają tę opowieść. Drugi temat, który został pięknie poruszony to oczywiście miłość - to jak różne może mieć oblicza, jak odmiennie możemy ją postrzegać i dlaczego tak naprawdę kogoś kochamy... Bo widzi w nas prawdę? Bo jest w stanie nas dostrzec i wypowiadając nasze imię zawrzeć w nim całą naszą historię? W historii Addie odpowiedzi te pytania są bardziej dosłowne, ale gdy przeniesiemy je do naszego życia cały czas są prawdziwe, poruszają serca i ukazują nam piękny, choć często bolesny obraz miłości. Jestem absolutnie oczarowana tym, jakich bohaterów wykreowała autorka. Pomimo tego, że to Addie jest zdecydowanie główną bohaterką, to w momencie, gdy spotykamy Henry’ego staje się on równorzędną postacią, równie dobrze skonstruowaną, ze złożonym charakterem i niełatwą przeszłością. Od początku wiemy, że Addie jest wyjątkowa, wiemy czego pragnęła i jaką cenę za to zapłaciła. Jest fascynującą bohaterką, która dzień po dniu uczy się jak żyć z ciężarem jakim jest zapomnienie, jak odnajdować luki w jej klatce - pokazuje tym swoją siłę, wytrwałość, determinację, miłość do życia i świata. Jednocześnie jest wiele momentów, które ją łamią, momentów słabości, kiedy jest bardzo bliska oddania swej duszy, by już dłużej nie cierpieć, co czyni z niej postać wiarygodną, bliską, taką, której pragniemy kibicować. Za to Henry jest dla nas, podobnie jak dla Addie, tajemnicą. Dopiero kartka po kartce odkrywamy jego przeszłość, poznajemy jego trudności, wchodzimy w jego umysł, który często jest ponurym miejscem. Bardzo zżyłam się zarówno z Addie, jak i z Henrym, z każdym z nich utożsamiałam się na pewnym poziomie. Młoda Addie miała bardzo podobne pragnienia do moich, podobny sposób patrzenia na otaczający ją świat, a pewien intymny element jej osobowości tak bardzo przypominał mi samą siebie, że podczas lektury aż popłynęły mi łzy z oczu. Henry za to miał wiele podobnych cech charakteru co ja, targały nim podobne zmartwienia, obawy - np. bał się, że nigdy nie odnajdzie swojej drogi, nie był w stanie wybrać czegoś, w czym chciałby być dobry, nigdy nie poczuł powołania do konkretnych działań - tak bardzo rozumiałam jego uczucia, wiele fragmentów opisujących jego przeżycia na długo zostanie mi w pamięci. Oczywiście oprócz tego mamy jeszcze tajemniczego Luka, o którym nie chcę Wam zbyt dużo mówić. Ale jego kreacja wywarła na mnie podobnie mocne wrażenie, byłam w stanie wyczuć jego specyficzną obecność, zobaczyć go oczami Addie i podjąć próbę zrozumienia go. Relacje między postaciami były pełne emocji, napięcia, obserwowałam ich rozwój z ogromnym zaangażowaniem. Jestem pewna, że Was też to pochłonie i ponownie każdy będzie pewnie widział je inaczej, pochylał się ku różnym punktom widzenia. Jest jeszcze zakończenie, które uważam za świetne, kropka (a raczej wielokropek) została postawiona w bardzo dobrym momencie. Te zakończenie pokazuje, że przedstawienie nigdy się nie kończy, że gra cały czas trwa i nigdy nie możemy być pewni kto zwycięży - możemy jedynie uczyć się, jak się w niej coraz lepiej poruszać. Chciałabym jeszcze wiele powiedzieć, chociażby o unikatowym klimacie tego tytułu, ale ta recenzja już i tak jest bardzo długa, a chcę też, abyście wiele odkryli sami, bo wtedy najwięcej z tego wyciągnięcie. Poznajcie historię Addie, bo naprawdę warto. To książka, która z jednej strony jest bardzo smutna, bolesna, a z drugiej daje nadzieję na lepsze jutro i ukazuje jak można czerpać radość i dobro z życia, w każdej sytuacji!
5

Martyna Brzostek

05.04.2021

Zapewne słyszeliście już ogrom zachwytów o tym bestsellerze, zarówno za granicą, jak i na rodzimym podwórku. Ja w tej opinii
tylko się do nich dołączę, bo dzieło V.E. Schwab to naprawdę wyjątkowa opowieść. To historia, którą można rozpatrywać na wielu poziomach, wracać do niej, rozmyślać o tym, co chce przekazać. Chciałabym najlepiej jak potrafię zachęcić Was do jej przeczytania i przedstawić co mnie najbardziej zachwyciło, co szczerze chwyciło mnie za serce. Historia życia Addie skłania do wielu refleksji, zmusza nas do zastanowienia się nad kwestiami, o których nieczęsto myślimy. Najważniejsze pytanie jakie stawia brzmi: Jeżeli nikt Cię nie pamięta, to czy naprawdę żyjesz? Czy żyjesz, jeżeli nie jesteś w stanie pozostawić po sobie żadnego śladu? Co tak naprawdę oznacza pełne życie, pełna wolność i czy aby na pewno powinniśmy jej pragnąć? W końcu nie bez powodu mówi się: uważaj o czym marzysz, bo marzenia mogą się spełnić... Oczywiście, w rzeczywistym świecie takie pakty z diabłem nie byłyby możliwe, ale wielu z nas na pewno często dopada żal związany z tym, że nie zapiszemy się w historii, że wiedziemy normalne życie, o którym mało kto będzie pamiętał. I ta książka odpowiada na ten żal, pokazuje, że każde życie może być piękne, to my decydujemy jakimi drogami pójdziemy w danych nam warunkach. Ostatecznie oczywiście od samego czytelnika zależy, jakie odpowiedzi znajdzie w tej historii i to właśnie jest piękne - mnogość interpretacji, jakie otaczają tę opowieść. Drugi temat, który został pięknie poruszony to oczywiście miłość - to jak różne może mieć oblicza, jak odmiennie możemy ją postrzegać i dlaczego tak naprawdę kogoś kochamy... Bo widzi w nas prawdę? Bo jest w stanie nas dostrzec i wypowiadając nasze imię zawrzeć w nim całą naszą historię? W historii Addie odpowiedzi te pytania są bardziej dosłowne, ale gdy przeniesiemy je do naszego życia cały czas są prawdziwe, poruszają serca i ukazują nam piękny, choć często bolesny obraz miłości. Jestem absolutnie oczarowana tym, jakich bohaterów wykreowała autorka. Pomimo tego, że to Addie jest zdecydowanie główną bohaterką, to w momencie, gdy spotykamy Henry’ego staje się on równorzędną postacią, równie dobrze skonstruowaną, ze złożonym charakterem i niełatwą przeszłością. Od początku wiemy, że Addie jest wyjątkowa, wiemy czego pragnęła i jaką cenę za to zapłaciła. Jest fascynującą bohaterką, która dzień po dniu uczy się jak żyć z ciężarem jakim jest zapomnienie, jak odnajdować luki w jej klatce - pokazuje tym swoją siłę, wytrwałość, determinację, miłość do życia i świata. Jednocześnie jest wiele momentów, które ją łamią, momentów słabości, kiedy jest bardzo bliska oddania swej duszy, by już dłużej nie cierpieć, co czyni z niej postać wiarygodną, bliską, taką, której pragniemy kibicować. Za to Henry jest dla nas, podobnie jak dla Addie, tajemnicą. Dopiero kartka po kartce odkrywamy jego przeszłość, poznajemy jego trudności, wchodzimy w jego umysł, który często jest ponurym miejscem. Bardzo zżyłam się zarówno z Addie, jak i z Henrym, z każdym z nich utożsamiałam się na pewnym poziomie. Młoda Addie miała bardzo podobne pragnienia do moich, podobny sposób patrzenia na otaczający ją świat, a pewien intymny element jej osobowości tak bardzo przypominał mi samą siebie, że podczas lektury aż popłynęły mi łzy z oczu. Henry za to miał wiele podobnych cech charakteru co ja, targały nim podobne zmartwienia, obawy - np. bał się, że nigdy nie odnajdzie swojej drogi, nie był w stanie wybrać czegoś, w czym chciałby być dobry, nigdy nie poczuł powołania do konkretnych działań - tak bardzo rozumiałam jego uczucia, wiele fragmentów opisujących jego przeżycia na długo zostanie mi w pamięci. Oczywiście oprócz tego mamy jeszcze tajemniczego Luka, o którym nie chcę Wam zbyt dużo mówić. Ale jego kreacja wywarła na mnie podobnie mocne wrażenie, byłam w stanie wyczuć jego specyficzną obecność, zobaczyć go oczami Addie i podjąć próbę zrozumienia go. Relacje między postaciami były pełne emocji, napięcia, obserwowałam ich rozwój z ogromnym zaangażowaniem. Jestem pewna, że Was też to pochłonie i ponownie każdy będzie pewnie widział je inaczej, pochylał się ku różnym punktom widzenia. Jest jeszcze zakończenie, które uważam za świetne, kropka (a raczej wielokropek) została postawiona w bardzo dobrym momencie. Te zakończenie pokazuje, że przedstawienie nigdy się nie kończy, że gra cały czas trwa i nigdy nie możemy być pewni kto zwycięży - możemy jedynie uczyć się, jak się w niej coraz lepiej poruszać. Chciałabym jeszcze wiele powiedzieć, chociażby o unikatowym klimacie tego tytułu, ale ta recenzja już i tak jest bardzo długa, a chcę też, abyście wiele odkryli sami, bo wtedy najwięcej z tego wyciągnięcie. Poznajcie historię Addie, bo naprawdę warto. To książka, która z jednej strony jest bardzo smutna, bolesna, a z drugiej daje nadzieję na lepsze jutro i ukazuje jak można czerpać radość i dobro z życia, w każdej sytuacji!
5

Elinor D.

26.02.2021

Ta książka to niesamowita, efemeryczna, melodyjna podróż przez czas, miejsca, emocje, marzenia i pragnienia. Jest przepełniona tęsknotą i miłością, szczęściem
i trudnościami. Jak duża jest ceną naszych marzeń i pragnień, czy my ja w ogóle znamy?
5

Aleksandra Bienio

17.02.2021

Wolność. Nie ma co ukrywać, że większość z nas jest więźniami codzienności. Pochłonięci własnymi sprawami, przyziemnymi obowiązkami, nawet nie dostrzegamy
tego, jak często skupiamy się jedynie na obowiązkach. Przesiąknięci pracą, zaangażowani po całości, nieraz porzucamy przyjemności, byle sprostać życiowym wyzwaniom. Wizja pochłaniania kolejnej ciekawej książki czy nadrabiania zaległości serialowych odchodzi w zapomnienie, kiedy wspinamy się po szczeblach kariery lub staramy sprostać wymaganiom, jakie narzuca nam szkoła czy rodzina. A kiedy jeszcze dochodzą kolejne przeciwności losu, wtedy już – obarczeni tak sporym ciężarem – nieraz błagamy o to, aby doba miała więcej godzin, byle znaleźć choćby kwadrans na odpoczynek. Na zregenerowanie sił, by ponownie stanąć do walki. A gdyby tak było nam dane uwolnić się od tego wszystkiego. Wyzwolić od nadmiaru obowiązków czy zobowiązań. Jak wiele byśmy byli w stanie oddać, aby zyskać skrzydła i wzlecieć w niebo, mogąc wreszcie wziąć głęboki wdech? KIEDYŚ ŻYŁA SOBIE DZIEWCZYNA, KTÓRA NIE CHCIAŁA WYJŚĆ ZA MĄŻ. ABY TEMU ZAPOBIEC, ZAWARŁA PAKT Z SAMYM DIABŁEM, JESZCZE NIE WIEDZĄC, NA CO SIĘ PISZE… Adeline LaRue była marzycielką. Łaknąca zupełnie innego życia niż jej rówieśnice, często bujała z głową w chmurach, odsuwając od siebie wizję zamążpójścia i urodzenia dzieci, doprowadzając do rozpaczy najbliższych. Pragnąca życia dla samej siebie, bez zobowiązań, nie mogła przewidzieć, że jej dni wolności biegną ku końcowi. Wizja „zniewolenia” spowodowała, że sprzedała duszę diabłu, i to za wysoką cenę. Zdjęto z niej jedne kajdany, lecz założono kolejne – nikt nie miał prawa jej zapamiętać. Wymazana z życia każdego, kto był jej bliski, pozostawiona samej sobie. Żyjąca jak duch pomiędzy ludźmi, do których lgnęła, łaknąc bliskości, lecz każda kolejna zapoznana osoba lada moment uznawała ją za uroczą nieznajomą. Czy taka egzystencja miała jakikolwiek sens? Po książki pani Schwab zaczynam już sięgać w ciemno. Twórczyni pozornie błahych, choć niezwykle skomplikowanych historii jest niczym syrena, kusząca swym pisarskim śpiewem. Pieśnią, która chwyta za serce i trzyma je, odczuwając każde mocniejsze uderzenie. A trzeba przyznać, że przy „Niewidzialnym życiu Addie LaRue” nie zwalniało ono tempa. Może nie zaznamy tutaj wszelkiego typu wybuchowych wyścigów (choć nie obyło się bez szaleństw), gdzie zapach wyimaginowanego dymu wkradałby się do nosa, jednak nawet najzwyklejsze czynności, jakie miały tutaj miejsce, trzymały w napięciu. Podążając śladem Addie, przemierzałam współczesne ulice Nowego Jorku, ale nie tylko. Autorka raz po raz przenosiła nas do przeszłości, do miejsc, gdzie nasza bohaterka stawiała pierwsze kroki w nowej dla siebie rzeczywistości. Ukazywała jej walkę o bycie zapamiętaną, co w związku z klątwą było wręcz niemożliwe, przez co z trudem zachowywała trzeźwość umysłu. Przemykanie między sobą zobojętnienia i wieków praktyki z nowicjatem i nieumiejętnym kierowaniem własnego życia nadawało rytm powieści, a towarzyszący przy tym ludzie ofiarowywało jej nowych kształtów. Niezależnie od stażu znajomości, wnosili coś nowego do egzystencji Adeline, pokazując jej, w jakim kierunku mogłaby podążać, by wytrzymać. Aby coraz lepiej znosić wszelkie upadki. Obserwowałam to jak szalona stalkerka, łaknąca wiedzieć więcej i więcej. Jasne, części zdarzeń zdołałam się domyślić, nim te weszły do gry, lecz bywałam też zaskakiwana obrotami spraw. „Pewniaki” zdzierały maski, aby ukazać właściwe twarze. Ale ani trochę nie czułam się tym zniesmaczona. Co więcej, cieszyło mnie to. W normalnym świecie nie znoszę niespodzianek, lecz te serwowane w literaturze, na dodatek smakowite i dobrze skomponowane na pisarskim talerzu, przyjmuję z uśmiechem. Dzięki temu jest ta nutka zdrowego zawodu, gdzie jednak pozostaje radość, że jednak można było obrać zupełnie inny kierunek, nadając czemuś inny wydźwięk. Sceneria, a raczej scenerie, bo jednak dobrze znana współczesność miesza się z przeszłymi krajobrazami Francji czy Włoch, ubiegłymi budowlami, gdzie większość z nich zmieniła swój wygląd lub po prostu przestała istnieć, również odgrywały tutaj kluczową rolę. Nawet najlepsza ścieżka fabularna, pozbawiona dopracowanego tła, się nie wybroni, ale przy tej książce nie ma czym się martwić. Pani Schwab dobrze odwzorowała ówczesne epoki i wieki, naznaczając je ich charakterystycznymi znakami. Pozwala im powrócić na salony, dając bohaterce możliwość też zapoznania się z ich pięknem, a zarazem okrucieństwem. Możemy przeżywać rozwój technologii, doglądać zmian w modzie, ale też widzimy, jak zmiany poglądowe oddziaływały na dzieje ludzkości. Wpływało to na jej losy, pozwalało uwierzyć, iż wieczne życie jest piękne lub też, że jest ono największą zmorą, z jaką musi się mierzyć, gdzie w połączeniu z zapomnieniem tworzyło toksyczną mieszankę... CZEŚĆ, ANNE/ADRIENNE/HELEN… MIŁO CIĘ POZNAĆ… PRZEPRASZAM, KIM PANI JEST? ANNE/ADRIENNE/HELEN? CUDOWNIE CIĘ POZNAĆ!… KIM PANI... Addie LaRue to dziewczyna, która – choć przeżyła trzy wieki – nadal ma w sobie sporo młodzieńczych akcentów. Pomijając już wygląd, gdzie ten stanął w miejscu w dniu zawarcia paktu, jednakże nadal odzywa się w niej natura zbuntowanej nastolatki. Pragnąca żyć po swojemu, skuszona wizją świata, gdzie nie jest czyjąś własnością, staje się marionetką w rękach chcącego jej uległości diabła. A ona, choć poddawana wielu ciężkim próbom, udowadniała, że zawsze warto walczyć o to, co jest dla nas ważne. Przeżywająca wiele przygód, podróżująca między ważnymi osobistościami, zaznająca smaku bogactw i biedy, hartowała się, nabywając nowe doświadczenia, ale też zdobywając cenną wiedzę. Wiedzę oraz praktyki, które można wykorzystać w mniej lub bardziej sprytny sposób... Neil Gaiman w swojej rekomendacji napisał, iż: „Jako bohaterka skazana na bycie niezauważoną, Addie LaRue jest postacią, którą niezwykle trudno zapomnieć…”. Ciężko się z tym nie zgodzić. Jej postawa oraz charakter przykuwają uwagę, sprawiają, że chce się ją znacznie lepiej poznać. Pierwsze kroki dziewczyny przypominały spacer po linie zawieszonej paręnaście metrów nad ziemią, lecz ta powoli się zniżała, umożliwiając śmielsze poczynania. Zaradna, nieco samotna w tłumie, wzbudzała wiele uczuć, w tym najmocniej współczucie. Choć sama nie lubię być zauważana, to nie wyobrażam sobie, żeby moi przyjaciele, tak z dnia na dzień, uznali mnie za nieznajomą. Żeby zostać wymazaną z drzewa genealogicznego rodziny i zostać samą jak palec. Zapewne próbowałabym tych samych sztuczek, co Addie, lecz nie wiem, czy byłabym tak wytrwała, jak ona. Ogromnie jej zazdroszczę tego samozaparcia! Natomiast co mogę powiedzieć o Henrym, który jako pierwszy od niepamiętnych czasów zdołał ją zapamiętać? Cóż… nie było w nim nic szczególnego. Przeciętny dwudziestoparolatek, nieumiejący odnaleźć własnej ścieżki, niemogący dojść do porozumienia z własną rodziną. Po prostu zwykły szaraczek, jakich wiele w literaturze, stanowiących idealne tło dla barwniejszych postaci. Tyle że nawet jego kreacja, choć wydawałoby się to czasami niemożliwe, jest w stanie skupić naszą uwagę, by móc odkryć, czy faktycznie nie ma nic do zaprezentowania. Inaczej już było z naszym podstępnym cieniem. Luc, chytrus jakich mało, od początku kreowany na czarny charakter, doskonale wypełniał swoją rolę. Trzymający w garści wiele istnień, podążający za Addie, kuszący ją uwolnieniem od męki zwanej wiecznym życiem, pojawiał się i znikał, lecz każde jego wejście miało w sobie coś iście kinowego. Nie pozwalał sobie na tandetę. Co to, to nie. Niczym wybitny aktor, idealnie odtwarzał wymarzone role, odczuwając przy tym sporą satysfakcję. Zmienny jak pogoda, wprowadzał chaos, ale też swego rodzaju porządek. Jak tylko się pojawiał, wiedziałam, że na pewno nie będzie nudno, a gdy tylko zwinie żagle, pozostawi po sobie intrygujące, wręcz spalające wspomnienia… Przy nim było zgoła inaczej niż przy Henrym. Choć obaj panowie reprezentowali jakąś stronę (Henry pomagał utrzymać Addie przy ziemi, ukazując, że nadal tkwi w niej człowieczeństwo, raz za razem jej to udowadniając, kiedy ten próbował zwieść na manowce naszą bohaterkę), to ta od Luca, ta mroczniejsza, bardziej do mnie przemawiała. Przy niej czuło się iście „Schwabowski” klimat. Ten, do którego zdołała nas przyzwyczaić! Podsumowując. Nikt z nas nie pragnie zostać zapomnianym. Choć jest wiele osób, które próbują zostać niezauważone, to w głębi serca pragną pozostać coś po sobie, by jednak ich imię oraz stworzone przez nich dzieła nadal przywoływały ich ducha. Zapomnienie to morderstwo bez wykrycia winnego, dlatego też w pełni pojmowałam, czemu Addie LaRue tak walczy ze swoją klątwą. I choć u innych bywała wytarta ze wspomnień, ja nie zdołam tak szybko o niej zapomnieć. Charakterystyczna buntowniczka, skłonna znieść wiele złego, aby dopiąć swego. Stanowcza, twarda, choć niepewna i krucha zarazem. „Niewidzialne życie Addie LaRue” jest obecnie mocno popularną książką w social mediach i wcale się temu nie dziwię. Ta historia zasługuje na tak szeroki rozgłos, nie tylko ze względu na to, że jej twórczynią jest sama V. E. Schwab. Choć motyw zapominania czyjejś twarzy i poznawania kogoś na nowo nie jest czymś nowym, to tej autorce udało się przedstawić go w nowym świetle, nadając jej zapierających dech akcentów, dzięki którym aż chce się czytać, czytać i czytać. Sama nie mogłam wyzwolić się od tej książki i coś czuję, że jeszcze przez kilka ładnych tygodni będzie za mną chodzić. Kto wie, a nuż postanowię ponownie zanurzyć się w ten świat, by przeżyć to raz jeszcze?
5

Aleksandra Bienio

17.02.2021

Wolność. Nie ma co ukrywać, że większość z nas jest więźniami codzienności. Pochłonięci własnymi sprawami, przyziemnymi obowiązkami, nawet nie dostrzegamy
tego, jak często skupiamy się jedynie na obowiązkach. Przesiąknięci pracą, zaangażowani po całości, nieraz porzucamy przyjemności, byle sprostać życiowym wyzwaniom. Wizja pochłaniania kolejnej ciekawej książki czy nadrabiania zaległości serialowych odchodzi w zapomnienie, kiedy wspinamy się po szczeblach kariery lub staramy sprostać wymaganiom, jakie narzuca nam szkoła czy rodzina. A kiedy jeszcze dochodzą kolejne przeciwności losu, wtedy już – obarczeni tak sporym ciężarem – nieraz błagamy o to, aby doba miała więcej godzin, byle znaleźć choćby kwadrans na odpoczynek. Na zregenerowanie sił, by ponownie stanąć do walki. A gdyby tak było nam dane uwolnić się od tego wszystkiego. Wyzwolić od nadmiaru obowiązków czy zobowiązań. Jak wiele byśmy byli w stanie oddać, aby zyskać skrzydła i wzlecieć w niebo, mogąc wreszcie wziąć głęboki wdech? KIEDYŚ ŻYŁA SOBIE DZIEWCZYNA, KTÓRA NIE CHCIAŁA WYJŚĆ ZA MĄŻ. ABY TEMU ZAPOBIEC, ZAWARŁA PAKT Z SAMYM DIABŁEM, JESZCZE NIE WIEDZĄC, NA CO SIĘ PISZE… Adeline LaRue była marzycielką. Łaknąca zupełnie innego życia niż jej rówieśnice, często bujała z głową w chmurach, odsuwając od siebie wizję zamążpójścia i urodzenia dzieci, doprowadzając do rozpaczy najbliższych. Pragnąca życia dla samej siebie, bez zobowiązań, nie mogła przewidzieć, że jej dni wolności biegną ku końcowi. Wizja „zniewolenia” spowodowała, że sprzedała duszę diabłu, i to za wysoką cenę. Zdjęto z niej jedne kajdany, lecz założono kolejne – nikt nie miał prawa jej zapamiętać. Wymazana z życia każdego, kto był jej bliski, pozostawiona samej sobie. Żyjąca jak duch pomiędzy ludźmi, do których lgnęła, łaknąc bliskości, lecz każda kolejna zapoznana osoba lada moment uznawała ją za uroczą nieznajomą. Czy taka egzystencja miała jakikolwiek sens? Po książki pani Schwab zaczynam już sięgać w ciemno. Twórczyni pozornie błahych, choć niezwykle skomplikowanych historii jest niczym syrena, kusząca swym pisarskim śpiewem. Pieśnią, która chwyta za serce i trzyma je, odczuwając każde mocniejsze uderzenie. A trzeba przyznać, że przy „Niewidzialnym życiu Addie LaRue” nie zwalniało ono tempa. Może nie zaznamy tutaj wszelkiego typu wybuchowych wyścigów (choć nie obyło się bez szaleństw), gdzie zapach wyimaginowanego dymu wkradałby się do nosa, jednak nawet najzwyklejsze czynności, jakie miały tutaj miejsce, trzymały w napięciu. Podążając śladem Addie, przemierzałam współczesne ulice Nowego Jorku, ale nie tylko. Autorka raz po raz przenosiła nas do przeszłości, do miejsc, gdzie nasza bohaterka stawiała pierwsze kroki w nowej dla siebie rzeczywistości. Ukazywała jej walkę o bycie zapamiętaną, co w związku z klątwą było wręcz niemożliwe, przez co z trudem zachowywała trzeźwość umysłu. Przemykanie między sobą zobojętnienia i wieków praktyki z nowicjatem i nieumiejętnym kierowaniem własnego życia nadawało rytm powieści, a towarzyszący przy tym ludzie ofiarowywało jej nowych kształtów. Niezależnie od stażu znajomości, wnosili coś nowego do egzystencji Adeline, pokazując jej, w jakim kierunku mogłaby podążać, by wytrzymać. Aby coraz lepiej znosić wszelkie upadki. Obserwowałam to jak szalona stalkerka, łaknąca wiedzieć więcej i więcej. Jasne, części zdarzeń zdołałam się domyślić, nim te weszły do gry, lecz bywałam też zaskakiwana obrotami spraw. „Pewniaki” zdzierały maski, aby ukazać właściwe twarze. Ale ani trochę nie czułam się tym zniesmaczona. Co więcej, cieszyło mnie to. W normalnym świecie nie znoszę niespodzianek, lecz te serwowane w literaturze, na dodatek smakowite i dobrze skomponowane na pisarskim talerzu, przyjmuję z uśmiechem. Dzięki temu jest ta nutka zdrowego zawodu, gdzie jednak pozostaje radość, że jednak można było obrać zupełnie inny kierunek, nadając czemuś inny wydźwięk. Sceneria, a raczej scenerie, bo jednak dobrze znana współczesność miesza się z przeszłymi krajobrazami Francji czy Włoch, ubiegłymi budowlami, gdzie większość z nich zmieniła swój wygląd lub po prostu przestała istnieć, również odgrywały tutaj kluczową rolę. Nawet najlepsza ścieżka fabularna, pozbawiona dopracowanego tła, się nie wybroni, ale przy tej książce nie ma czym się martwić. Pani Schwab dobrze odwzorowała ówczesne epoki i wieki, naznaczając je ich charakterystycznymi znakami. Pozwala im powrócić na salony, dając bohaterce możliwość też zapoznania się z ich pięknem, a zarazem okrucieństwem. Możemy przeżywać rozwój technologii, doglądać zmian w modzie, ale też widzimy, jak zmiany poglądowe oddziaływały na dzieje ludzkości. Wpływało to na jej losy, pozwalało uwierzyć, iż wieczne życie jest piękne lub też, że jest ono największą zmorą, z jaką musi się mierzyć, gdzie w połączeniu z zapomnieniem tworzyło toksyczną mieszankę... CZEŚĆ, ANNE/ADRIENNE/HELEN… MIŁO CIĘ POZNAĆ… PRZEPRASZAM, KIM PANI JEST? ANNE/ADRIENNE/HELEN? CUDOWNIE CIĘ POZNAĆ!… KIM PANI... Addie LaRue to dziewczyna, która – choć przeżyła trzy wieki – nadal ma w sobie sporo młodzieńczych akcentów. Pomijając już wygląd, gdzie ten stanął w miejscu w dniu zawarcia paktu, jednakże nadal odzywa się w niej natura zbuntowanej nastolatki. Pragnąca żyć po swojemu, skuszona wizją świata, gdzie nie jest czyjąś własnością, staje się marionetką w rękach chcącego jej uległości diabła. A ona, choć poddawana wielu ciężkim próbom, udowadniała, że zawsze warto walczyć o to, co jest dla nas ważne. Przeżywająca wiele przygód, podróżująca między ważnymi osobistościami, zaznająca smaku bogactw i biedy, hartowała się, nabywając nowe doświadczenia, ale też zdobywając cenną wiedzę. Wiedzę oraz praktyki, które można wykorzystać w mniej lub bardziej sprytny sposób... Neil Gaiman w swojej rekomendacji napisał, iż: „Jako bohaterka skazana na bycie niezauważoną, Addie LaRue jest postacią, którą niezwykle trudno zapomnieć…”. Ciężko się z tym nie zgodzić. Jej postawa oraz charakter przykuwają uwagę, sprawiają, że chce się ją znacznie lepiej poznać. Pierwsze kroki dziewczyny przypominały spacer po linie zawieszonej paręnaście metrów nad ziemią, lecz ta powoli się zniżała, umożliwiając śmielsze poczynania. Zaradna, nieco samotna w tłumie, wzbudzała wiele uczuć, w tym najmocniej współczucie. Choć sama nie lubię być zauważana, to nie wyobrażam sobie, żeby moi przyjaciele, tak z dnia na dzień, uznali mnie za nieznajomą. Żeby zostać wymazaną z drzewa genealogicznego rodziny i zostać samą jak palec. Zapewne próbowałabym tych samych sztuczek, co Addie, lecz nie wiem, czy byłabym tak wytrwała, jak ona. Ogromnie jej zazdroszczę tego samozaparcia! Natomiast co mogę powiedzieć o Henrym, który jako pierwszy od niepamiętnych czasów zdołał ją zapamiętać? Cóż… nie było w nim nic szczególnego. Przeciętny dwudziestoparolatek, nieumiejący odnaleźć własnej ścieżki, niemogący dojść do porozumienia z własną rodziną. Po prostu zwykły szaraczek, jakich wiele w literaturze, stanowiących idealne tło dla barwniejszych postaci. Tyle że nawet jego kreacja, choć wydawałoby się to czasami niemożliwe, jest w stanie skupić naszą uwagę, by móc odkryć, czy faktycznie nie ma nic do zaprezentowania. Inaczej już było z naszym podstępnym cieniem. Luc, chytrus jakich mało, od początku kreowany na czarny charakter, doskonale wypełniał swoją rolę. Trzymający w garści wiele istnień, podążający za Addie, kuszący ją uwolnieniem od męki zwanej wiecznym życiem, pojawiał się i znikał, lecz każde jego wejście miało w sobie coś iście kinowego. Nie pozwalał sobie na tandetę. Co to, to nie. Niczym wybitny aktor, idealnie odtwarzał wymarzone role, odczuwając przy tym sporą satysfakcję. Zmienny jak pogoda, wprowadzał chaos, ale też swego rodzaju porządek. Jak tylko się pojawiał, wiedziałam, że na pewno nie będzie nudno, a gdy tylko zwinie żagle, pozostawi po sobie intrygujące, wręcz spalające wspomnienia… Przy nim było zgoła inaczej niż przy Henrym. Choć obaj panowie reprezentowali jakąś stronę (Henry pomagał utrzymać Addie przy ziemi, ukazując, że nadal tkwi w niej człowieczeństwo, raz za razem jej to udowadniając, kiedy ten próbował zwieść na manowce naszą bohaterkę), to ta od Luca, ta mroczniejsza, bardziej do mnie przemawiała. Przy niej czuło się iście „Schwabowski” klimat. Ten, do którego zdołała nas przyzwyczaić! Podsumowując. Nikt z nas nie pragnie zostać zapomnianym. Choć jest wiele osób, które próbują zostać niezauważone, to w głębi serca pragną pozostać coś po sobie, by jednak ich imię oraz stworzone przez nich dzieła nadal przywoływały ich ducha. Zapomnienie to morderstwo bez wykrycia winnego, dlatego też w pełni pojmowałam, czemu Addie LaRue tak walczy ze swoją klątwą. I choć u innych bywała wytarta ze wspomnień, ja nie zdołam tak szybko o niej zapomnieć. Charakterystyczna buntowniczka, skłonna znieść wiele złego, aby dopiąć swego. Stanowcza, twarda, choć niepewna i krucha zarazem. „Niewidzialne życie Addie LaRue” jest obecnie mocno popularną książką w social mediach i wcale się temu nie dziwię. Ta historia zasługuje na tak szeroki rozgłos, nie tylko ze względu na to, że jej twórczynią jest sama V. E. Schwab. Choć motyw zapominania czyjejś twarzy i poznawania kogoś na nowo nie jest czymś nowym, to tej autorce udało się przedstawić go w nowym świetle, nadając jej zapierających dech akcentów, dzięki którym aż chce się czytać, czytać i czytać. Sama nie mogłam wyzwolić się od tej książki i coś czuję, że jeszcze przez kilka ładnych tygodni będzie za mną chodzić. Kto wie, a nuż postanowię ponownie zanurzyć się w ten świat, by przeżyć to raz jeszcze?
5

Aleksandra Bienio

17.02.2021

Wolność. Nie ma co ukrywać, że większość z nas jest więźniami codzienności. Pochłonięci własnymi sprawami, przyziemnymi obowiązkami, nawet nie dostrzegamy
tego, jak często skupiamy się jedynie na obowiązkach. Przesiąknięci pracą, zaangażowani po całości, nieraz porzucamy przyjemności, byle sprostać życiowym wyzwaniom. Wizja pochłaniania kolejnej ciekawej książki czy nadrabiania zaległości serialowych odchodzi w zapomnienie, kiedy wspinamy się po szczeblach kariery lub staramy sprostać wymaganiom, jakie narzuca nam szkoła czy rodzina. A kiedy jeszcze dochodzą kolejne przeciwności losu, wtedy już – obarczeni tak sporym ciężarem – nieraz błagamy o to, aby doba miała więcej godzin, byle znaleźć choćby kwadrans na odpoczynek. Na zregenerowanie sił, by ponownie stanąć do walki. A gdyby tak było nam dane uwolnić się od tego wszystkiego. Wyzwolić od nadmiaru obowiązków czy zobowiązań. Jak wiele byśmy byli w stanie oddać, aby zyskać skrzydła i wzlecieć w niebo, mogąc wreszcie wziąć głęboki wdech? KIEDYŚ ŻYŁA SOBIE DZIEWCZYNA, KTÓRA NIE CHCIAŁA WYJŚĆ ZA MĄŻ. ABY TEMU ZAPOBIEC, ZAWARŁA PAKT Z SAMYM DIABŁEM, JESZCZE NIE WIEDZĄC, NA CO SIĘ PISZE… Adeline LaRue była marzycielką. Łaknąca zupełnie innego życia niż jej rówieśnice, często bujała z głową w chmurach, odsuwając od siebie wizję zamążpójścia i urodzenia dzieci, doprowadzając do rozpaczy najbliższych. Pragnąca życia dla samej siebie, bez zobowiązań, nie mogła przewidzieć, że jej dni wolności biegną ku końcowi. Wizja „zniewolenia” spowodowała, że sprzedała duszę diabłu, i to za wysoką cenę. Zdjęto z niej jedne kajdany, lecz założono kolejne – nikt nie miał prawa jej zapamiętać. Wymazana z życia każdego, kto był jej bliski, pozostawiona samej sobie. Żyjąca jak duch pomiędzy ludźmi, do których lgnęła, łaknąc bliskości, lecz każda kolejna zapoznana osoba lada moment uznawała ją za uroczą nieznajomą. Czy taka egzystencja miała jakikolwiek sens? Po książki pani Schwab zaczynam już sięgać w ciemno. Twórczyni pozornie błahych, choć niezwykle skomplikowanych historii jest niczym syrena, kusząca swym pisarskim śpiewem. Pieśnią, która chwyta za serce i trzyma je, odczuwając każde mocniejsze uderzenie. A trzeba przyznać, że przy „Niewidzialnym życiu Addie LaRue” nie zwalniało ono tempa. Może nie zaznamy tutaj wszelkiego typu wybuchowych wyścigów (choć nie obyło się bez szaleństw), gdzie zapach wyimaginowanego dymu wkradałby się do nosa, jednak nawet najzwyklejsze czynności, jakie miały tutaj miejsce, trzymały w napięciu. Podążając śladem Addie, przemierzałam współczesne ulice Nowego Jorku, ale nie tylko. Autorka raz po raz przenosiła nas do przeszłości, do miejsc, gdzie nasza bohaterka stawiała pierwsze kroki w nowej dla siebie rzeczywistości. Ukazywała jej walkę o bycie zapamiętaną, co w związku z klątwą było wręcz niemożliwe, przez co z trudem zachowywała trzeźwość umysłu. Przemykanie między sobą zobojętnienia i wieków praktyki z nowicjatem i nieumiejętnym kierowaniem własnego życia nadawało rytm powieści, a towarzyszący przy tym ludzie ofiarowywało jej nowych kształtów. Niezależnie od stażu znajomości, wnosili coś nowego do egzystencji Adeline, pokazując jej, w jakim kierunku mogłaby podążać, by wytrzymać. Aby coraz lepiej znosić wszelkie upadki. Obserwowałam to jak szalona stalkerka, łaknąca wiedzieć więcej i więcej. Jasne, części zdarzeń zdołałam się domyślić, nim te weszły do gry, lecz bywałam też zaskakiwana obrotami spraw. „Pewniaki” zdzierały maski, aby ukazać właściwe twarze. Ale ani trochę nie czułam się tym zniesmaczona. Co więcej, cieszyło mnie to. W normalnym świecie nie znoszę niespodzianek, lecz te serwowane w literaturze, na dodatek smakowite i dobrze skomponowane na pisarskim talerzu, przyjmuję z uśmiechem. Dzięki temu jest ta nutka zdrowego zawodu, gdzie jednak pozostaje radość, że jednak można było obrać zupełnie inny kierunek, nadając czemuś inny wydźwięk. Sceneria, a raczej scenerie, bo jednak dobrze znana współczesność miesza się z przeszłymi krajobrazami Francji czy Włoch, ubiegłymi budowlami, gdzie większość z nich zmieniła swój wygląd lub po prostu przestała istnieć, również odgrywały tutaj kluczową rolę. Nawet najlepsza ścieżka fabularna, pozbawiona dopracowanego tła, się nie wybroni, ale przy tej książce nie ma czym się martwić. Pani Schwab dobrze odwzorowała ówczesne epoki i wieki, naznaczając je ich charakterystycznymi znakami. Pozwala im powrócić na salony, dając bohaterce możliwość też zapoznania się z ich pięknem, a zarazem okrucieństwem. Możemy przeżywać rozwój technologii, doglądać zmian w modzie, ale też widzimy, jak zmiany poglądowe oddziaływały na dzieje ludzkości. Wpływało to na jej losy, pozwalało uwierzyć, iż wieczne życie jest piękne lub też, że jest ono największą zmorą, z jaką musi się mierzyć, gdzie w połączeniu z zapomnieniem tworzyło toksyczną mieszankę... CZEŚĆ, ANNE/ADRIENNE/HELEN… MIŁO CIĘ POZNAĆ… PRZEPRASZAM, KIM PANI JEST? ANNE/ADRIENNE/HELEN? CUDOWNIE CIĘ POZNAĆ!… KIM PANI... Addie LaRue to dziewczyna, która – choć przeżyła trzy wieki – nadal ma w sobie sporo młodzieńczych akcentów. Pomijając już wygląd, gdzie ten stanął w miejscu w dniu zawarcia paktu, jednakże nadal odzywa się w niej natura zbuntowanej nastolatki. Pragnąca żyć po swojemu, skuszona wizją świata, gdzie nie jest czyjąś własnością, staje się marionetką w rękach chcącego jej uległości diabła. A ona, choć poddawana wielu ciężkim próbom, udowadniała, że zawsze warto walczyć o to, co jest dla nas ważne. Przeżywająca wiele przygód, podróżująca między ważnymi osobistościami, zaznająca smaku bogactw i biedy, hartowała się, nabywając nowe doświadczenia, ale też zdobywając cenną wiedzę. Wiedzę oraz praktyki, które można wykorzystać w mniej lub bardziej sprytny sposób... Neil Gaiman w swojej rekomendacji napisał, iż: „Jako bohaterka skazana na bycie niezauważoną, Addie LaRue jest postacią, którą niezwykle trudno zapomnieć…”. Ciężko się z tym nie zgodzić. Jej postawa oraz charakter przykuwają uwagę, sprawiają, że chce się ją znacznie lepiej poznać. Pierwsze kroki dziewczyny przypominały spacer po linie zawieszonej paręnaście metrów nad ziemią, lecz ta powoli się zniżała, umożliwiając śmielsze poczynania. Zaradna, nieco samotna w tłumie, wzbudzała wiele uczuć, w tym najmocniej współczucie. Choć sama nie lubię być zauważana, to nie wyobrażam sobie, żeby moi przyjaciele, tak z dnia na dzień, uznali mnie za nieznajomą. Żeby zostać wymazaną z drzewa genealogicznego rodziny i zostać samą jak palec. Zapewne próbowałabym tych samych sztuczek, co Addie, lecz nie wiem, czy byłabym tak wytrwała, jak ona. Ogromnie jej zazdroszczę tego samozaparcia! Natomiast co mogę powiedzieć o Henrym, który jako pierwszy od niepamiętnych czasów zdołał ją zapamiętać? Cóż… nie było w nim nic szczególnego. Przeciętny dwudziestoparolatek, nieumiejący odnaleźć własnej ścieżki, niemogący dojść do porozumienia z własną rodziną. Po prostu zwykły szaraczek, jakich wiele w literaturze, stanowiących idealne tło dla barwniejszych postaci. Tyle że nawet jego kreacja, choć wydawałoby się to czasami niemożliwe, jest w stanie skupić naszą uwagę, by móc odkryć, czy faktycznie nie ma nic do zaprezentowania. Inaczej już było z naszym podstępnym cieniem. Luc, chytrus jakich mało, od początku kreowany na czarny charakter, doskonale wypełniał swoją rolę. Trzymający w garści wiele istnień, podążający za Addie, kuszący ją uwolnieniem od męki zwanej wiecznym życiem, pojawiał się i znikał, lecz każde jego wejście miało w sobie coś iście kinowego. Nie pozwalał sobie na tandetę. Co to, to nie. Niczym wybitny aktor, idealnie odtwarzał wymarzone role, odczuwając przy tym sporą satysfakcję. Zmienny jak pogoda, wprowadzał chaos, ale też swego rodzaju porządek. Jak tylko się pojawiał, wiedziałam, że na pewno nie będzie nudno, a gdy tylko zwinie żagle, pozostawi po sobie intrygujące, wręcz spalające wspomnienia… Przy nim było zgoła inaczej niż przy Henrym. Choć obaj panowie reprezentowali jakąś stronę (Henry pomagał utrzymać Addie przy ziemi, ukazując, że nadal tkwi w niej człowieczeństwo, raz za razem jej to udowadniając, kiedy ten próbował zwieść na manowce naszą bohaterkę), to ta od Luca, ta mroczniejsza, bardziej do mnie przemawiała. Przy niej czuło się iście „Schwabowski” klimat. Ten, do którego zdołała nas przyzwyczaić! Podsumowując. Nikt z nas nie pragnie zostać zapomnianym. Choć jest wiele osób, które próbują zostać niezauważone, to w głębi serca pragną pozostać coś po sobie, by jednak ich imię oraz stworzone przez nich dzieła nadal przywoływały ich ducha. Zapomnienie to morderstwo bez wykrycia winnego, dlatego też w pełni pojmowałam, czemu Addie LaRue tak walczy ze swoją klątwą. I choć u innych bywała wytarta ze wspomnień, ja nie zdołam tak szybko o niej zapomnieć. Charakterystyczna buntowniczka, skłonna znieść wiele złego, aby dopiąć swego. Stanowcza, twarda, choć niepewna i krucha zarazem. „Niewidzialne życie Addie LaRue” jest obecnie mocno popularną książką w social mediach i wcale się temu nie dziwię. Ta historia zasługuje na tak szeroki rozgłos, nie tylko ze względu na to, że jej twórczynią jest sama V. E. Schwab. Choć motyw zapominania czyjejś twarzy i poznawania kogoś na nowo nie jest czymś nowym, to tej autorce udało się przedstawić go w nowym świetle, nadając jej zapierających dech akcentów, dzięki którym aż chce się czytać, czytać i czytać. Sama nie mogłam wyzwolić się od tej książki i coś czuję, że jeszcze przez kilka ładnych tygodni będzie za mną chodzić. Kto wie, a nuż postanowię ponownie zanurzyć się w ten świat, by przeżyć to raz jeszcze?
5

Aleksandra Bienio

17.02.2021

Wolność. Nie ma co ukrywać, że większość z nas jest więźniami codzienności. Pochłonięci własnymi sprawami, przyziemnymi obowiązkami, nawet nie dostrzegamy
tego, jak często skupiamy się jedynie na obowiązkach. Przesiąknięci pracą, zaangażowani po całości, nieraz porzucamy przyjemności, byle sprostać życiowym wyzwaniom. Wizja pochłaniania kolejnej ciekawej książki czy nadrabiania zaległości serialowych odchodzi w zapomnienie, kiedy wspinamy się po szczeblach kariery lub staramy sprostać wymaganiom, jakie narzuca nam szkoła czy rodzina. A kiedy jeszcze dochodzą kolejne przeciwności losu, wtedy już – obarczeni tak sporym ciężarem – nieraz błagamy o to, aby doba miała więcej godzin, byle znaleźć choćby kwadrans na odpoczynek. Na zregenerowanie sił, by ponownie stanąć do walki. A gdyby tak było nam dane uwolnić się od tego wszystkiego. Wyzwolić od nadmiaru obowiązków czy zobowiązań. Jak wiele byśmy byli w stanie oddać, aby zyskać skrzydła i wzlecieć w niebo, mogąc wreszcie wziąć głęboki wdech? KIEDYŚ ŻYŁA SOBIE DZIEWCZYNA, KTÓRA NIE CHCIAŁA WYJŚĆ ZA MĄŻ. ABY TEMU ZAPOBIEC, ZAWARŁA PAKT Z SAMYM DIABŁEM, JESZCZE NIE WIEDZĄC, NA CO SIĘ PISZE… Adeline LaRue była marzycielką. Łaknąca zupełnie innego życia niż jej rówieśnice, często bujała z głową w chmurach, odsuwając od siebie wizję zamążpójścia i urodzenia dzieci, doprowadzając do rozpaczy najbliższych. Pragnąca życia dla samej siebie, bez zobowiązań, nie mogła przewidzieć, że jej dni wolności biegną ku końcowi. Wizja „zniewolenia” spowodowała, że sprzedała duszę diabłu, i to za wysoką cenę. Zdjęto z niej jedne kajdany, lecz założono kolejne – nikt nie miał prawa jej zapamiętać. Wymazana z życia każdego, kto był jej bliski, pozostawiona samej sobie. Żyjąca jak duch pomiędzy ludźmi, do których lgnęła, łaknąc bliskości, lecz każda kolejna zapoznana osoba lada moment uznawała ją za uroczą nieznajomą. Czy taka egzystencja miała jakikolwiek sens? Po książki pani Schwab zaczynam już sięgać w ciemno. Twórczyni pozornie błahych, choć niezwykle skomplikowanych historii jest niczym syrena, kusząca swym pisarskim śpiewem. Pieśnią, która chwyta za serce i trzyma je, odczuwając każde mocniejsze uderzenie. A trzeba przyznać, że przy „Niewidzialnym życiu Addie LaRue” nie zwalniało ono tempa. Może nie zaznamy tutaj wszelkiego typu wybuchowych wyścigów (choć nie obyło się bez szaleństw), gdzie zapach wyimaginowanego dymu wkradałby się do nosa, jednak nawet najzwyklejsze czynności, jakie miały tutaj miejsce, trzymały w napięciu. Podążając śladem Addie, przemierzałam współczesne ulice Nowego Jorku, ale nie tylko. Autorka raz po raz przenosiła nas do przeszłości, do miejsc, gdzie nasza bohaterka stawiała pierwsze kroki w nowej dla siebie rzeczywistości. Ukazywała jej walkę o bycie zapamiętaną, co w związku z klątwą było wręcz niemożliwe, przez co z trudem zachowywała trzeźwość umysłu. Przemykanie między sobą zobojętnienia i wieków praktyki z nowicjatem i nieumiejętnym kierowaniem własnego życia nadawało rytm powieści, a towarzyszący przy tym ludzie ofiarowywało jej nowych kształtów. Niezależnie od stażu znajomości, wnosili coś nowego do egzystencji Adeline, pokazując jej, w jakim kierunku mogłaby podążać, by wytrzymać. Aby coraz lepiej znosić wszelkie upadki. Obserwowałam to jak szalona stalkerka, łaknąca wiedzieć więcej i więcej. Jasne, części zdarzeń zdołałam się domyślić, nim te weszły do gry, lecz bywałam też zaskakiwana obrotami spraw. „Pewniaki” zdzierały maski, aby ukazać właściwe twarze. Ale ani trochę nie czułam się tym zniesmaczona. Co więcej, cieszyło mnie to. W normalnym świecie nie znoszę niespodzianek, lecz te serwowane w literaturze, na dodatek smakowite i dobrze skomponowane na pisarskim talerzu, przyjmuję z uśmiechem. Dzięki temu jest ta nutka zdrowego zawodu, gdzie jednak pozostaje radość, że jednak można było obrać zupełnie inny kierunek, nadając czemuś inny wydźwięk. Sceneria, a raczej scenerie, bo jednak dobrze znana współczesność miesza się z przeszłymi krajobrazami Francji czy Włoch, ubiegłymi budowlami, gdzie większość z nich zmieniła swój wygląd lub po prostu przestała istnieć, również odgrywały tutaj kluczową rolę. Nawet najlepsza ścieżka fabularna, pozbawiona dopracowanego tła, się nie wybroni, ale przy tej książce nie ma czym się martwić. Pani Schwab dobrze odwzorowała ówczesne epoki i wieki, naznaczając je ich charakterystycznymi znakami. Pozwala im powrócić na salony, dając bohaterce możliwość też zapoznania się z ich pięknem, a zarazem okrucieństwem. Możemy przeżywać rozwój technologii, doglądać zmian w modzie, ale też widzimy, jak zmiany poglądowe oddziaływały na dzieje ludzkości. Wpływało to na jej losy, pozwalało uwierzyć, iż wieczne życie jest piękne lub też, że jest ono największą zmorą, z jaką musi się mierzyć, gdzie w połączeniu z zapomnieniem tworzyło toksyczną mieszankę... CZEŚĆ, ANNE/ADRIENNE/HELEN… MIŁO CIĘ POZNAĆ… PRZEPRASZAM, KIM PANI JEST? ANNE/ADRIENNE/HELEN? CUDOWNIE CIĘ POZNAĆ!… KIM PANI... Addie LaRue to dziewczyna, która – choć przeżyła trzy wieki – nadal ma w sobie sporo młodzieńczych akcentów. Pomijając już wygląd, gdzie ten stanął w miejscu w dniu zawarcia paktu, jednakże nadal odzywa się w niej natura zbuntowanej nastolatki. Pragnąca żyć po swojemu, skuszona wizją świata, gdzie nie jest czyjąś własnością, staje się marionetką w rękach chcącego jej uległości diabła. A ona, choć poddawana wielu ciężkim próbom, udowadniała, że zawsze warto walczyć o to, co jest dla nas ważne. Przeżywająca wiele przygód, podróżująca między ważnymi osobistościami, zaznająca smaku bogactw i biedy, hartowała się, nabywając nowe doświadczenia, ale też zdobywając cenną wiedzę. Wiedzę oraz praktyki, które można wykorzystać w mniej lub bardziej sprytny sposób... Neil Gaiman w swojej rekomendacji napisał, iż: „Jako bohaterka skazana na bycie niezauważoną, Addie LaRue jest postacią, którą niezwykle trudno zapomnieć…”. Ciężko się z tym nie zgodzić. Jej postawa oraz charakter przykuwają uwagę, sprawiają, że chce się ją znacznie lepiej poznać. Pierwsze kroki dziewczyny przypominały spacer po linie zawieszonej paręnaście metrów nad ziemią, lecz ta powoli się zniżała, umożliwiając śmielsze poczynania. Zaradna, nieco samotna w tłumie, wzbudzała wiele uczuć, w tym najmocniej współczucie. Choć sama nie lubię być zauważana, to nie wyobrażam sobie, żeby moi przyjaciele, tak z dnia na dzień, uznali mnie za nieznajomą. Żeby zostać wymazaną z drzewa genealogicznego rodziny i zostać samą jak palec. Zapewne próbowałabym tych samych sztuczek, co Addie, lecz nie wiem, czy byłabym tak wytrwała, jak ona. Ogromnie jej zazdroszczę tego samozaparcia! Natomiast co mogę powiedzieć o Henrym, który jako pierwszy od niepamiętnych czasów zdołał ją zapamiętać? Cóż… nie było w nim nic szczególnego. Przeciętny dwudziestoparolatek, nieumiejący odnaleźć własnej ścieżki, niemogący dojść do porozumienia z własną rodziną. Po prostu zwykły szaraczek, jakich wiele w literaturze, stanowiących idealne tło dla barwniejszych postaci. Tyle że nawet jego kreacja, choć wydawałoby się to czasami niemożliwe, jest w stanie skupić naszą uwagę, by móc odkryć, czy faktycznie nie ma nic do zaprezentowania. Inaczej już było z naszym podstępnym cieniem. Luc, chytrus jakich mało, od początku kreowany na czarny charakter, doskonale wypełniał swoją rolę. Trzymający w garści wiele istnień, podążający za Addie, kuszący ją uwolnieniem od męki zwanej wiecznym życiem, pojawiał się i znikał, lecz każde jego wejście miało w sobie coś iście kinowego. Nie pozwalał sobie na tandetę. Co to, to nie. Niczym wybitny aktor, idealnie odtwarzał wymarzone role, odczuwając przy tym sporą satysfakcję. Zmienny jak pogoda, wprowadzał chaos, ale też swego rodzaju porządek. Jak tylko się pojawiał, wiedziałam, że na pewno nie będzie nudno, a gdy tylko zwinie żagle, pozostawi po sobie intrygujące, wręcz spalające wspomnienia… Przy nim było zgoła inaczej niż przy Henrym. Choć obaj panowie reprezentowali jakąś stronę (Henry pomagał utrzymać Addie przy ziemi, ukazując, że nadal tkwi w niej człowieczeństwo, raz za razem jej to udowadniając, kiedy ten próbował zwieść na manowce naszą bohaterkę), to ta od Luca, ta mroczniejsza, bardziej do mnie przemawiała. Przy niej czuło się iście „Schwabowski” klimat. Ten, do którego zdołała nas przyzwyczaić! Podsumowując. Nikt z nas nie pragnie zostać zapomnianym. Choć jest wiele osób, które próbują zostać niezauważone, to w głębi serca pragną pozostać coś po sobie, by jednak ich imię oraz stworzone przez nich dzieła nadal przywoływały ich ducha. Zapomnienie to morderstwo bez wykrycia winnego, dlatego też w pełni pojmowałam, czemu Addie LaRue tak walczy ze swoją klątwą. I choć u innych bywała wytarta ze wspomnień, ja nie zdołam tak szybko o niej zapomnieć. Charakterystyczna buntowniczka, skłonna znieść wiele złego, aby dopiąć swego. Stanowcza, twarda, choć niepewna i krucha zarazem. „Niewidzialne życie Addie LaRue” jest obecnie mocno popularną książką w social mediach i wcale się temu nie dziwię. Ta historia zasługuje na tak szeroki rozgłos, nie tylko ze względu na to, że jej twórczynią jest sama V. E. Schwab. Choć motyw zapominania czyjejś twarzy i poznawania kogoś na nowo nie jest czymś nowym, to tej autorce udało się przedstawić go w nowym świetle, nadając jej zapierających dech akcentów, dzięki którym aż chce się czytać, czytać i czytać. Sama nie mogłam wyzwolić się od tej książki i coś czuję, że jeszcze przez kilka ładnych tygodni będzie za mną chodzić. Kto wie, a nuż postanowię ponownie zanurzyć się w ten świat, by przeżyć to raz jeszcze?
5

Aleksandra Bienio

17.02.2021

Wolność. Nie ma co ukrywać, że większość z nas jest więźniami codzienności. Pochłonięci własnymi sprawami, przyziemnymi obowiązkami, nawet nie dostrzegamy
tego, jak często skupiamy się jedynie na obowiązkach. Przesiąknięci pracą, zaangażowani po całości, nieraz porzucamy przyjemności, byle sprostać życiowym wyzwaniom. Wizja pochłaniania kolejnej ciekawej książki czy nadrabiania zaległości serialowych odchodzi w zapomnienie, kiedy wspinamy się po szczeblach kariery lub staramy sprostać wymaganiom, jakie narzuca nam szkoła czy rodzina. A kiedy jeszcze dochodzą kolejne przeciwności losu, wtedy już – obarczeni tak sporym ciężarem – nieraz błagamy o to, aby doba miała więcej godzin, byle znaleźć choćby kwadrans na odpoczynek. Na zregenerowanie sił, by ponownie stanąć do walki. A gdyby tak było nam dane uwolnić się od tego wszystkiego. Wyzwolić od nadmiaru obowiązków czy zobowiązań. Jak wiele byśmy byli w stanie oddać, aby zyskać skrzydła i wzlecieć w niebo, mogąc wreszcie wziąć głęboki wdech? KIEDYŚ ŻYŁA SOBIE DZIEWCZYNA, KTÓRA NIE CHCIAŁA WYJŚĆ ZA MĄŻ. ABY TEMU ZAPOBIEC, ZAWARŁA PAKT Z SAMYM DIABŁEM, JESZCZE NIE WIEDZĄC, NA CO SIĘ PISZE… Adeline LaRue była marzycielką. Łaknąca zupełnie innego życia niż jej rówieśnice, często bujała z głową w chmurach, odsuwając od siebie wizję zamążpójścia i urodzenia dzieci, doprowadzając do rozpaczy najbliższych. Pragnąca życia dla samej siebie, bez zobowiązań, nie mogła przewidzieć, że jej dni wolności biegną ku końcowi. Wizja „zniewolenia” spowodowała, że sprzedała duszę diabłu, i to za wysoką cenę. Zdjęto z niej jedne kajdany, lecz założono kolejne – nikt nie miał prawa jej zapamiętać. Wymazana z życia każdego, kto był jej bliski, pozostawiona samej sobie. Żyjąca jak duch pomiędzy ludźmi, do których lgnęła, łaknąc bliskości, lecz każda kolejna zapoznana osoba lada moment uznawała ją za uroczą nieznajomą. Czy taka egzystencja miała jakikolwiek sens? Po książki pani Schwab zaczynam już sięgać w ciemno. Twórczyni pozornie błahych, choć niezwykle skomplikowanych historii jest niczym syrena, kusząca swym pisarskim śpiewem. Pieśnią, która chwyta za serce i trzyma je, odczuwając każde mocniejsze uderzenie. A trzeba przyznać, że przy „Niewidzialnym życiu Addie LaRue” nie zwalniało ono tempa. Może nie zaznamy tutaj wszelkiego typu wybuchowych wyścigów (choć nie obyło się bez szaleństw), gdzie zapach wyimaginowanego dymu wkradałby się do nosa, jednak nawet najzwyklejsze czynności, jakie miały tutaj miejsce, trzymały w napięciu. Podążając śladem Addie, przemierzałam współczesne ulice Nowego Jorku, ale nie tylko. Autorka raz po raz przenosiła nas do przeszłości, do miejsc, gdzie nasza bohaterka stawiała pierwsze kroki w nowej dla siebie rzeczywistości. Ukazywała jej walkę o bycie zapamiętaną, co w związku z klątwą było wręcz niemożliwe, przez co z trudem zachowywała trzeźwość umysłu. Przemykanie między sobą zobojętnienia i wieków praktyki z nowicjatem i nieumiejętnym kierowaniem własnego życia nadawało rytm powieści, a towarzyszący przy tym ludzie ofiarowywało jej nowych kształtów. Niezależnie od stażu znajomości, wnosili coś nowego do egzystencji Adeline, pokazując jej, w jakim kierunku mogłaby podążać, by wytrzymać. Aby coraz lepiej znosić wszelkie upadki. Obserwowałam to jak szalona stalkerka, łaknąca wiedzieć więcej i więcej. Jasne, części zdarzeń zdołałam się domyślić, nim te weszły do gry, lecz bywałam też zaskakiwana obrotami spraw. „Pewniaki” zdzierały maski, aby ukazać właściwe twarze. Ale ani trochę nie czułam się tym zniesmaczona. Co więcej, cieszyło mnie to. W normalnym świecie nie znoszę niespodzianek, lecz te serwowane w literaturze, na dodatek smakowite i dobrze skomponowane na pisarskim talerzu, przyjmuję z uśmiechem. Dzięki temu jest ta nutka zdrowego zawodu, gdzie jednak pozostaje radość, że jednak można było obrać zupełnie inny kierunek, nadając czemuś inny wydźwięk. Sceneria, a raczej scenerie, bo jednak dobrze znana współczesność miesza się z przeszłymi krajobrazami Francji czy Włoch, ubiegłymi budowlami, gdzie większość z nich zmieniła swój wygląd lub po prostu przestała istnieć, również odgrywały tutaj kluczową rolę. Nawet najlepsza ścieżka fabularna, pozbawiona dopracowanego tła, się nie wybroni, ale przy tej książce nie ma czym się martwić. Pani Schwab dobrze odwzorowała ówczesne epoki i wieki, naznaczając je ich charakterystycznymi znakami. Pozwala im powrócić na salony, dając bohaterce możliwość też zapoznania się z ich pięknem, a zarazem okrucieństwem. Możemy przeżywać rozwój technologii, doglądać zmian w modzie, ale też widzimy, jak zmiany poglądowe oddziaływały na dzieje ludzkości. Wpływało to na jej losy, pozwalało uwierzyć, iż wieczne życie jest piękne lub też, że jest ono największą zmorą, z jaką musi się mierzyć, gdzie w połączeniu z zapomnieniem tworzyło toksyczną mieszankę... CZEŚĆ, ANNE/ADRIENNE/HELEN… MIŁO CIĘ POZNAĆ… PRZEPRASZAM, KIM PANI JEST? ANNE/ADRIENNE/HELEN? CUDOWNIE CIĘ POZNAĆ!… KIM PANI... Addie LaRue to dziewczyna, która – choć przeżyła trzy wieki – nadal ma w sobie sporo młodzieńczych akcentów. Pomijając już wygląd, gdzie ten stanął w miejscu w dniu zawarcia paktu, jednakże nadal odzywa się w niej natura zbuntowanej nastolatki. Pragnąca żyć po swojemu, skuszona wizją świata, gdzie nie jest czyjąś własnością, staje się marionetką w rękach chcącego jej uległości diabła. A ona, choć poddawana wielu ciężkim próbom, udowadniała, że zawsze warto walczyć o to, co jest dla nas ważne. Przeżywająca wiele przygód, podróżująca między ważnymi osobistościami, zaznająca smaku bogactw i biedy, hartowała się, nabywając nowe doświadczenia, ale też zdobywając cenną wiedzę. Wiedzę oraz praktyki, które można wykorzystać w mniej lub bardziej sprytny sposób... Neil Gaiman w swojej rekomendacji napisał, iż: „Jako bohaterka skazana na bycie niezauważoną, Addie LaRue jest postacią, którą niezwykle trudno zapomnieć…”. Ciężko się z tym nie zgodzić. Jej postawa oraz charakter przykuwają uwagę, sprawiają, że chce się ją znacznie lepiej poznać. Pierwsze kroki dziewczyny przypominały spacer po linie zawieszonej paręnaście metrów nad ziemią, lecz ta powoli się zniżała, umożliwiając śmielsze poczynania. Zaradna, nieco samotna w tłumie, wzbudzała wiele uczuć, w tym najmocniej współczucie. Choć sama nie lubię być zauważana, to nie wyobrażam sobie, żeby moi przyjaciele, tak z dnia na dzień, uznali mnie za nieznajomą. Żeby zostać wymazaną z drzewa genealogicznego rodziny i zostać samą jak palec. Zapewne próbowałabym tych samych sztuczek, co Addie, lecz nie wiem, czy byłabym tak wytrwała, jak ona. Ogromnie jej zazdroszczę tego samozaparcia! Natomiast co mogę powiedzieć o Henrym, który jako pierwszy od niepamiętnych czasów zdołał ją zapamiętać? Cóż… nie było w nim nic szczególnego. Przeciętny dwudziestoparolatek, nieumiejący odnaleźć własnej ścieżki, niemogący dojść do porozumienia z własną rodziną. Po prostu zwykły szaraczek, jakich wiele w literaturze, stanowiących idealne tło dla barwniejszych postaci. Tyle że nawet jego kreacja, choć wydawałoby się to czasami niemożliwe, jest w stanie skupić naszą uwagę, by móc odkryć, czy faktycznie nie ma nic do zaprezentowania. Inaczej już było z naszym podstępnym cieniem. Luc, chytrus jakich mało, od początku kreowany na czarny charakter, doskonale wypełniał swoją rolę. Trzymający w garści wiele istnień, podążający za Addie, kuszący ją uwolnieniem od męki zwanej wiecznym życiem, pojawiał się i znikał, lecz każde jego wejście miało w sobie coś iście kinowego. Nie pozwalał sobie na tandetę. Co to, to nie. Niczym wybitny aktor, idealnie odtwarzał wymarzone role, odczuwając przy tym sporą satysfakcję. Zmienny jak pogoda, wprowadzał chaos, ale też swego rodzaju porządek. Jak tylko się pojawiał, wiedziałam, że na pewno nie będzie nudno, a gdy tylko zwinie żagle, pozostawi po sobie intrygujące, wręcz spalające wspomnienia… Przy nim było zgoła inaczej niż przy Henrym. Choć obaj panowie reprezentowali jakąś stronę (Henry pomagał utrzymać Addie przy ziemi, ukazując, że nadal tkwi w niej człowieczeństwo, raz za razem jej to udowadniając, kiedy ten próbował zwieść na manowce naszą bohaterkę), to ta od Luca, ta mroczniejsza, bardziej do mnie przemawiała. Przy niej czuło się iście „Schwabowski” klimat. Ten, do którego zdołała nas przyzwyczaić! Podsumowując. Nikt z nas nie pragnie zostać zapomnianym. Choć jest wiele osób, które próbują zostać niezauważone, to w głębi serca pragną pozostać coś po sobie, by jednak ich imię oraz stworzone przez nich dzieła nadal przywoływały ich ducha. Zapomnienie to morderstwo bez wykrycia winnego, dlatego też w pełni pojmowałam, czemu Addie LaRue tak walczy ze swoją klątwą. I choć u innych bywała wytarta ze wspomnień, ja nie zdołam tak szybko o niej zapomnieć. Charakterystyczna buntowniczka, skłonna znieść wiele złego, aby dopiąć swego. Stanowcza, twarda, choć niepewna i krucha zarazem. „Niewidzialne życie Addie LaRue” jest obecnie mocno popularną książką w social mediach i wcale się temu nie dziwię. Ta historia zasługuje na tak szeroki rozgłos, nie tylko ze względu na to, że jej twórczynią jest sama V. E. Schwab. Choć motyw zapominania czyjejś twarzy i poznawania kogoś na nowo nie jest czymś nowym, to tej autorce udało się przedstawić go w nowym świetle, nadając jej zapierających dech akcentów, dzięki którym aż chce się czytać, czytać i czytać. Sama nie mogłam wyzwolić się od tej książki i coś czuję, że jeszcze przez kilka ładnych tygodni będzie za mną chodzić. Kto wie, a nuż postanowię ponownie zanurzyć się w ten świat, by przeżyć to raz jeszcze?
5

Aleksandra Bienio

17.02.2021

Wolność. Nie ma co ukrywać, że większość z nas jest więźniami codzienności. Pochłonięci własnymi sprawami, przyziemnymi obowiązkami, nawet nie dostrzegamy
tego, jak często skupiamy się jedynie na obowiązkach. Przesiąknięci pracą, zaangażowani po całości, nieraz porzucamy przyjemności, byle sprostać życiowym wyzwaniom. Wizja pochłaniania kolejnej ciekawej książki czy nadrabiania zaległości serialowych odchodzi w zapomnienie, kiedy wspinamy się po szczeblach kariery lub staramy sprostać wymaganiom, jakie narzuca nam szkoła czy rodzina. A kiedy jeszcze dochodzą kolejne przeciwności losu, wtedy już – obarczeni tak sporym ciężarem – nieraz błagamy o to, aby doba miała więcej godzin, byle znaleźć choćby kwadrans na odpoczynek. Na zregenerowanie sił, by ponownie stanąć do walki. A gdyby tak było nam dane uwolnić się od tego wszystkiego. Wyzwolić od nadmiaru obowiązków czy zobowiązań. Jak wiele byśmy byli w stanie oddać, aby zyskać skrzydła i wzlecieć w niebo, mogąc wreszcie wziąć głęboki wdech? KIEDYŚ ŻYŁA SOBIE DZIEWCZYNA, KTÓRA NIE CHCIAŁA WYJŚĆ ZA MĄŻ. ABY TEMU ZAPOBIEC, ZAWARŁA PAKT Z SAMYM DIABŁEM, JESZCZE NIE WIEDZĄC, NA CO SIĘ PISZE… Adeline LaRue była marzycielką. Łaknąca zupełnie innego życia niż jej rówieśnice, często bujała z głową w chmurach, odsuwając od siebie wizję zamążpójścia i urodzenia dzieci, doprowadzając do rozpaczy najbliższych. Pragnąca życia dla samej siebie, bez zobowiązań, nie mogła przewidzieć, że jej dni wolności biegną ku końcowi. Wizja „zniewolenia” spowodowała, że sprzedała duszę diabłu, i to za wysoką cenę. Zdjęto z niej jedne kajdany, lecz założono kolejne – nikt nie miał prawa jej zapamiętać. Wymazana z życia każdego, kto był jej bliski, pozostawiona samej sobie. Żyjąca jak duch pomiędzy ludźmi, do których lgnęła, łaknąc bliskości, lecz każda kolejna zapoznana osoba lada moment uznawała ją za uroczą nieznajomą. Czy taka egzystencja miała jakikolwiek sens? Po książki pani Schwab zaczynam już sięgać w ciemno. Twórczyni pozornie błahych, choć niezwykle skomplikowanych historii jest niczym syrena, kusząca swym pisarskim śpiewem. Pieśnią, która chwyta za serce i trzyma je, odczuwając każde mocniejsze uderzenie. A trzeba przyznać, że przy „Niewidzialnym życiu Addie LaRue” nie zwalniało ono tempa. Może nie zaznamy tutaj wszelkiego typu wybuchowych wyścigów (choć nie obyło się bez szaleństw), gdzie zapach wyimaginowanego dymu wkradałby się do nosa, jednak nawet najzwyklejsze czynności, jakie miały tutaj miejsce, trzymały w napięciu. Podążając śladem Addie, przemierzałam współczesne ulice Nowego Jorku, ale nie tylko. Autorka raz po raz przenosiła nas do przeszłości, do miejsc, gdzie nasza bohaterka stawiała pierwsze kroki w nowej dla siebie rzeczywistości. Ukazywała jej walkę o bycie zapamiętaną, co w związku z klątwą było wręcz niemożliwe, przez co z trudem zachowywała trzeźwość umysłu. Przemykanie między sobą zobojętnienia i wieków praktyki z nowicjatem i nieumiejętnym kierowaniem własnego życia nadawało rytm powieści, a towarzyszący przy tym ludzie ofiarowywało jej nowych kształtów. Niezależnie od stażu znajomości, wnosili coś nowego do egzystencji Adeline, pokazując jej, w jakim kierunku mogłaby podążać, by wytrzymać. Aby coraz lepiej znosić wszelkie upadki. Obserwowałam to jak szalona stalkerka, łaknąca wiedzieć więcej i więcej. Jasne, części zdarzeń zdołałam się domyślić, nim te weszły do gry, lecz bywałam też zaskakiwana obrotami spraw. „Pewniaki” zdzierały maski, aby ukazać właściwe twarze. Ale ani trochę nie czułam się tym zniesmaczona. Co więcej, cieszyło mnie to. W normalnym świecie nie znoszę niespodzianek, lecz te serwowane w literaturze, na dodatek smakowite i dobrze skomponowane na pisarskim talerzu, przyjmuję z uśmiechem. Dzięki temu jest ta nutka zdrowego zawodu, gdzie jednak pozostaje radość, że jednak można było obrać zupełnie inny kierunek, nadając czemuś inny wydźwięk. Sceneria, a raczej scenerie, bo jednak dobrze znana współczesność miesza się z przeszłymi krajobrazami Francji czy Włoch, ubiegłymi budowlami, gdzie większość z nich zmieniła swój wygląd lub po prostu przestała istnieć, również odgrywały tutaj kluczową rolę. Nawet najlepsza ścieżka fabularna, pozbawiona dopracowanego tła, się nie wybroni, ale przy tej książce nie ma czym się martwić. Pani Schwab dobrze odwzorowała ówczesne epoki i wieki, naznaczając je ich charakterystycznymi znakami. Pozwala im powrócić na salony, dając bohaterce możliwość też zapoznania się z ich pięknem, a zarazem okrucieństwem. Możemy przeżywać rozwój technologii, doglądać zmian w modzie, ale też widzimy, jak zmiany poglądowe oddziaływały na dzieje ludzkości. Wpływało to na jej losy, pozwalało uwierzyć, iż wieczne życie jest piękne lub też, że jest ono największą zmorą, z jaką musi się mierzyć, gdzie w połączeniu z zapomnieniem tworzyło toksyczną mieszankę... CZEŚĆ, ANNE/ADRIENNE/HELEN… MIŁO CIĘ POZNAĆ… PRZEPRASZAM, KIM PANI JEST? ANNE/ADRIENNE/HELEN? CUDOWNIE CIĘ POZNAĆ!… KIM PANI... Addie LaRue to dziewczyna, która – choć przeżyła trzy wieki – nadal ma w sobie sporo młodzieńczych akcentów. Pomijając już wygląd, gdzie ten stanął w miejscu w dniu zawarcia paktu, jednakże nadal odzywa się w niej natura zbuntowanej nastolatki. Pragnąca żyć po swojemu, skuszona wizją świata, gdzie nie jest czyjąś własnością, staje się marionetką w rękach chcącego jej uległości diabła. A ona, choć poddawana wielu ciężkim próbom, udowadniała, że zawsze warto walczyć o to, co jest dla nas ważne. Przeżywająca wiele przygód, podróżująca między ważnymi osobistościami, zaznająca smaku bogactw i biedy, hartowała się, nabywając nowe doświadczenia, ale też zdobywając cenną wiedzę. Wiedzę oraz praktyki, które można wykorzystać w mniej lub bardziej sprytny sposób... Neil Gaiman w swojej rekomendacji napisał, iż: „Jako bohaterka skazana na bycie niezauważoną, Addie LaRue jest postacią, którą niezwykle trudno zapomnieć…”. Ciężko się z tym nie zgodzić. Jej postawa oraz charakter przykuwają uwagę, sprawiają, że chce się ją znacznie lepiej poznać. Pierwsze kroki dziewczyny przypominały spacer po linie zawieszonej paręnaście metrów nad ziemią, lecz ta powoli się zniżała, umożliwiając śmielsze poczynania. Zaradna, nieco samotna w tłumie, wzbudzała wiele uczuć, w tym najmocniej współczucie. Choć sama nie lubię być zauważana, to nie wyobrażam sobie, żeby moi przyjaciele, tak z dnia na dzień, uznali mnie za nieznajomą. Żeby zostać wymazaną z drzewa genealogicznego rodziny i zostać samą jak palec. Zapewne próbowałabym tych samych sztuczek, co Addie, lecz nie wiem, czy byłabym tak wytrwała, jak ona. Ogromnie jej zazdroszczę tego samozaparcia! Natomiast co mogę powiedzieć o Henrym, który jako pierwszy od niepamiętnych czasów zdołał ją zapamiętać? Cóż… nie było w nim nic szczególnego. Przeciętny dwudziestoparolatek, nieumiejący odnaleźć własnej ścieżki, niemogący dojść do porozumienia z własną rodziną. Po prostu zwykły szaraczek, jakich wiele w literaturze, stanowiących idealne tło dla barwniejszych postaci. Tyle że nawet jego kreacja, choć wydawałoby się to czasami niemożliwe, jest w stanie skupić naszą uwagę, by móc odkryć, czy faktycznie nie ma nic do zaprezentowania. Inaczej już było z naszym podstępnym cieniem. Luc, chytrus jakich mało, od początku kreowany na czarny charakter, doskonale wypełniał swoją rolę. Trzymający w garści wiele istnień, podążający za Addie, kuszący ją uwolnieniem od męki zwanej wiecznym życiem, pojawiał się i znikał, lecz każde jego wejście miało w sobie coś iście kinowego. Nie pozwalał sobie na tandetę. Co to, to nie. Niczym wybitny aktor, idealnie odtwarzał wymarzone role, odczuwając przy tym sporą satysfakcję. Zmienny jak pogoda, wprowadzał chaos, ale też swego rodzaju porządek. Jak tylko się pojawiał, wiedziałam, że na pewno nie będzie nudno, a gdy tylko zwinie żagle, pozostawi po sobie intrygujące, wręcz spalające wspomnienia… Przy nim było zgoła inaczej niż przy Henrym. Choć obaj panowie reprezentowali jakąś stronę (Henry pomagał utrzymać Addie przy ziemi, ukazując, że nadal tkwi w niej człowieczeństwo, raz za razem jej to udowadniając, kiedy ten próbował zwieść na manowce naszą bohaterkę), to ta od Luca, ta mroczniejsza, bardziej do mnie przemawiała. Przy niej czuło się iście „Schwabowski” klimat. Ten, do którego zdołała nas przyzwyczaić! Podsumowując. Nikt z nas nie pragnie zostać zapomnianym. Choć jest wiele osób, które próbują zostać niezauważone, to w głębi serca pragną pozostać coś po sobie, by jednak ich imię oraz stworzone przez nich dzieła nadal przywoływały ich ducha. Zapomnienie to morderstwo bez wykrycia winnego, dlatego też w pełni pojmowałam, czemu Addie LaRue tak walczy ze swoją klątwą. I choć u innych bywała wytarta ze wspomnień, ja nie zdołam tak szybko o niej zapomnieć. Charakterystyczna buntowniczka, skłonna znieść wiele złego, aby dopiąć swego. Stanowcza, twarda, choć niepewna i krucha zarazem. „Niewidzialne życie Addie LaRue” jest obecnie mocno popularną książką w social mediach i wcale się temu nie dziwię. Ta historia zasługuje na tak szeroki rozgłos, nie tylko ze względu na to, że jej twórczynią jest sama V. E. Schwab. Choć motyw zapominania czyjejś twarzy i poznawania kogoś na nowo nie jest czymś nowym, to tej autorce udało się przedstawić go w nowym świetle, nadając jej zapierających dech akcentów, dzięki którym aż chce się czytać, czytać i czytać. Sama nie mogłam wyzwolić się od tej książki i coś czuję, że jeszcze przez kilka ładnych tygodni będzie za mną chodzić. Kto wie, a nuż postanowię ponownie zanurzyć się w ten świat, by przeżyć to raz jeszcze?

Podsumowanie

1
x0
2
x1
3
x1
4
x1
5
x27
4,74

Booktrailery

Zobacz
Niewidzialne życie Addie LaRue

27,45 zł 49,90 zł

Zobacz
Droga Dusz. Żniwiarz. Tom 4

21,95 zł 39,90 zł

Zobacz
Leah gubi rytm

7,90 zł 36,90 zł

Bestsellery

27,45 zł 49,90 zł

27,45 zł 49,90 zł

27,45 zł 49,90 zł

25,80 zł 46,90 zł

37,95 zł 69,00 zł