Niewidzialne życie Addie LaRue

Autorka: Victoria Schwab

Przekład: Maciej Studencki

Dane podstawowe

  • Data premiery: 2021-02-24
  • Liczba stron: 608
  • Oprawa: twarda
  • ISBN: 9788366657311
Cena:
29,94 zł 49,90 zł
Produkt niedostępny

Opis książki Niewidzialne życie Addie LaRue

„Nigdy nie módl się do bogów, którzy odpowiadają po zmroku”.
Francja, rok 1714. Uciekająca sprzed ołtarza młoda dziewczyna imieniem Adeline popełnia niewyobrażalny błąd. Zawiera umowę z diabłem. Faustowski pakt nakłada na nią ograniczenie – możliwość wiecznego życia bez szansy na bycie zapamiętaną przez kogokolwiek – dlatego Addie decyduje się opuścić swoją wioskę, albowiem straciła wszystko.
Dziewczyna jest zdeterminowana znaleźć dla siebie właściwe miejsce, nawet jeśli została skazana na wieczną samotność. Ale czy na pewno? Każdego roku, w dniu jej urodzin, tajemniczy Luc przychodzi z wizytą i pyta, czy Addie jest już gotowa, by oddać mu swą duszę. Ich mroczna i ekscytująca gra będzie trwać przez wieki.
Minie trzysta lat, zanim Addie odwiedzi ukrytą w Nowym Jorku księgarnię i pozna kogoś, kto zapamięta jej imię – i nagle wszystko znów zmieni się na zawsze.
W stylu „Żony podróżnika w czasie” i „Życia po życiu”, „Niewidzialne życie Addie LaRue” jest wymykającą się wszystkim gatunkom opowieścią, która wciąż nie przestaje królować na listach bestsellerów „New York Timesa”!

O autorce

Dane szczegółowe

Data premiery: 2021-02-24
Liczba stron: 608
Oprawa: twarda
ISBN: 9788366657311

Opinie o książce Niewidzialne życie Addie LaRue, Victoria Schwab

4

Bookedparadise

13.05.2022

"Niewidzialne życie Addie LaRue" ma wszędzie tak dobre oceny, że aż ostatecznie bałam się sięgnąć po tą książkę. Jednak już
po pierwszych rozdziałach naprawdę spodobała mi się ta opowieść. Jest bardzo dobra i warta poświęcenia jej kilku czasu. "Nigdy nie módl się do bogów, którzy odpowiadają po zmroku”. Historia Addie LaRue, która uciekając sprzed ołtarza wbrew przestróg zawarła pakt z kapryśnym bogiem czającym się w ciemności, to piękna opowieść. To historia o życiu, miłości, potrzebie przynależności i zapisania się w pamięci innych. W końcu nikt nie chce, by o nim zapomniano. Addie nie wiedziała o co prosi - chcąc uciec od przeznaczenia, które czekałoby ją w jej rodzinnej wiosce, czyli małżeństwa, rodzenia dzieci i powolnego usychania, do czego ograniczyłoby się jej życie, otrzymała wielki dar i przekleństwo. Stała się nieśmiertelna, ale za to skazana na samotność. Przemyka świat niczym duch, bo gdy tylko znika za rogiem jej obraz opuszcza umysły ludzi wokół. Kompletne zapomnienie. Determinacja Addie, jej zachwyt nad nowymi rzeczami i to jak radzi sobie z nowym życiem jest naprawdę intrygujące. Addie to taka bohaterka, której od razu się kibicuje. Jest delikatna, ale tez uparta i zawzięta. W dodatku bardzo polubiłam Henry'ego, którego Addie poznaje w Nowym Yorku. Był taki ludzki, taki prawdziwy. Nieidealny, ale z krwi i kości. A Cień, z którym zawarła umowę, naprawdę intrygował. Jego motywacje były takie niejednoznaczne, a interakcje z Addie zawsze wnosiły coś nowego. Książka to wiele emocji, raz nawet się wzruszyłam i prawie popłakałam. Angażująca, piękna, spokojna. Nie zostanie może moją książką roku, chociaż mnie porwała, to nie wciągnęła aż tak bym nie mogła jej odłożyć Ale na pewno o niej nie zapomnę.
5

Ania Pituła

12.05.2022

„Niewidzialne życie Addie LaRue” jest bardzo wartościową lekturą. Jest ona ponadczasowa. Przypomina ona nam o przemijalności życia. Uświadamia nam, że
zanim się obejrzymy, a jego już nie będzie. Pokazuje nam też życie codzienne oraz różne zachowania ludzi wobec Addie. Muszę się przyznać wam, że z początku kompletnie nie mogłam się do niej zebrać, ale jak już pokonałam pierwsze rozdziały to zaczęłam przez nią płynąć. Pare razy nawet popłakałam się. (Spoiler) Pół gwiazdki od kompletu zabrałam ze względu na relacje Addie i Henrego. Uważam, że nie jest ona do końca szczera. Ze względu na swoje pakty byli oni skazani na siebie. Nie mieli oni wyboru. Pomimo tego uważam że ta książka była świetna. Polecam ją wszystkim z całego serca. Nigdy nie zapomnę Cię Addie❤️ 4,5/5⭐️
5

Perlasbooks

12.05.2022

,– Jak to jest, żyć trzysta lat? – pyta chłopak. Dziewczyna w odpowiedzi się uśmiecha. – Tak samo, jak żyć rok.
Sekunda po sekundzie." Piszę recenzję. Słowa znikają, tak jakby nigdy nie istniały. Tak jakbym nie napisała niczego o tej książce, a napisałam wiele, ale... Po prostu nie wiem, jak wyrazić to jak ujęła mnie jej prostota, a znaczenie. Coś pięknego, czego nie oczekiwałam, bo wiem że wielu zawiodła, lecz nie mnie. Zostawiła po sobie coś niezwykłego, czego nie potrafię wyrazić słowami. Pierwszy raz mam taki problem z napisaniem recenzji, że nie wiem, jak przekazać wszystko co chcę i w dodatku bezspoilerowo. Melancholia. Tym jednym słowem mogłabym opisać tę książkę, ale czy wtedy zachęciłabym Was do jej przeczytania? No, nie wiem! Gdybym rok temu poznała historię Addie myślę, że zawiodłabym się po tylu zachwytach. Nie zrozumiałabym jej sensu. A poza tym zauważyłam, że na jej przeczytanie musi przyjść odpowiedni moment by wszystko zrozumieć. Teraz nadszedł i jestem po lekturze. Została napisana pięknym, barwnym językiem. Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością Victorii Schwab, które uważam za udane. Styl pisania autorki bardzo mnie urzekł. Wbrew innym opiniom opisy wcale nie były za długie. Z miłą chęcią je czytałam nawet po dwa razy. Czytając, odczuwałam mnóstwo emocji. Smutek, żal, przelotne chwile szczęścia. Melancholię i wszechogarniający spokój. Piękne emocje zapisane na 612 stronach. Gdyby mi ktoś kiedyś powiedział, że tak zakocham się w opisach, świetnie opisanych emocjach w powieści nigdy bym nie uwierzyła, ale jednak wszystko jest możliwe. Łączenie przeszłości z teraźniejszością wyszło znakomicie! W ten sposób mogłam lepiej poznać, a także zrozumieć Addie, która była bohaterką bardzo ciekawą. Silną. Odważną, a nawet niepowstrzymaną. Ostatnio miałam niesamowicie trudny czas, a lektura tej pozycji dodała mi siły i otuchy. Tak, pokazała mi, że życie nie jest łatwe ani nic. Ale warto dla tych dobrych momentów. Bo po burzy przychodzi słońce. Może nie zawsze, ale kiedyś przyjdzie. Tak jak dla naszej Addie. ,,Spędziła ten rok związana warunkami umowy, zmuszona, by cierpieć, lecz nie umierać, czuć głód, ale nie chudnąć, pragnąć, ale nie usychać. Każda chwila odcisnęła się w jej pamięci, lecz ona sama znika ze wspomnień innych, jeśli choć na chwilę zniknie z widoku. Wystarczy najmniejszy bodziec, zamknięte drzwi, chwila snu. Nie może pozostawić znaku w niczyim umyśle ani na żadnym przedmiocie" Addie niby niewidzialna, ale jednak widzialna. Co z tego, że o niej zapominali. Wspomnienia i tak zostają gdzieś zakorzenione w nas. Nawet jeśli zapominamy. Ślad pozostawiony na osobie pozostaje. Nawet maluteńki. A Addie zostawiała ich wiele. Nawet na obrazach, dziełach sztuki. Ona tak bardzo chciała, żeby świat ją pamiętał i pamięta, gdzieś w głębi duszy. Każdy, kogo spotkała, z kim rozmawiała. To była jedna z silnych bohaterek, o czym już wspominałam. Wiem, powtarzam się. Nie poddawała się. Igrała z ciemnością. Była silna i odważna. Przeżyła trzysta lat. Sama. Czasami bezsilna. Czasami bezradna. Za to ją podziwiam. Ja nie wiem, czy tyle bym wytrwała. Z pewnością niejeden raz chciała oddać cieniowi duszę, ale tego nie zrobiła, bo bardziej od śmierci pragnęła żyć. Henry. Widzialny, a może jednak niewidzialny? Rozumiałam go. Czasami nawet do bólu. Czasami czuję podobnie. Czasami też czuję tę bezsilność. Zrozumiałam dlaczego postąpił tak, a nie inaczej. Był taką ludzką postacią, że potrafiłam go zrozumieć. Chociaż jego wątek nie był najciekawszy, bo gdy się pojawił poczułam, że książka zaczyna tracić swój urok, ale zły nie był. Luc. Jego perspektywy bardzo mi brakowało. Chciałabym wiedzieć jak on to widział. Żałuję, że autorka nie dopisała jego punktu widzenia. Od początku mnie intrygował. Nie wiem czy wiecie, ale... Uwielbiam czarne charaktery i w tym przypadku było tak samo. Był istotą mroku, więc jego postępowanie mnie nie zaskoczyło. Robił to co musiał. Co uważał za słuszne. W tym zawiniła trochę Addie, która bezspoilerowo pisząc przesadzała w osądzaniu go o tę umowę. To nie jego wina, że nie zapytała go jak dostanie wolność, a on zrobił co chciał. W końcu był mrokiem, a ona światłem. Jest świetnie wykreowanym bohaterem, którego polubiłam. Czytać o nich mogłabym bez końca. Autorka przedstawiła każdego bohatera tak ludzko, tak prawdziwie i adekwatnie do jego postaci. Ogromnie mi się to podobało. Było w tej książce coś niezwykłego, co mnie do niej przyciągało, gdy nie czytałam. Dużo o niej myślałam i mam mnóstwo przemyśleń. Gdy nadszedł koniec byłam zaskoczona. Spodziewałam się, czegoś innego, a dostałam coś innego. Co początkowo bardzo mnie rozczarowało, ale po długich przemyśleniach, zrozumiałam, że lepszego zakończenia nie mogło być. ,,Niewidzialne życie Addie LaRue" to niezwykła historia zapadająca w pamięć z wieloma pięknymi prawdami. O dziewczynie, która chciała żyć. O cieniu, który myślał, że kochał. O chłopaku, który chciał umrzeć. O pragnieniach pochodzących od serca. O tym za czym gonimy. Codziennie. Nie zdając sobie z tego sprawy. O niskim poczuciu wartości. O kompleksach. O tym co nas boli. O życiu i śmierci. Tego co przeżyłam, czytając nie da się opisać słowami, trzeba ją po prostu przeczytać. Trzeba. Ale w odpowiednim czasie. Niewidzialne życie Addie LaRue było tym, co potrzebowałam przeczytać w życiu. Cieszę się, że taka powstała.
2

Baśniowa

10.05.2022

Sięgnęłam po tę książkę zachęcona opiniami Booktuberek, które obserwuję od dłuższego czasu i które są dla mnie autorytetem jeśli chodzi
o książki. „Niewidzialne życie Addie Larue” miało doskonały marketing, co też dodatkowo podkręcało to chęć przeczytania tej książki. Jakie jednak było moje zdziwienie, gdy przeczytałam pierwsze jej strony, pierwsze rozdziały. Dawno tak bardzo się nie rozczarowałam. W ogóle do mnie ona nie przemówiła. Sam koncept na historię jest bardzo dobry, wszak nie jest to codzienny widok, aby młoda dziewczyna zawierała pakt z diabłem w imię wolności i uciekała przed nudnym życiem, a nie stereotypowo, żeby ratować kogoś, kogo kocha. Ale do tego potrzebne są jeszcze umiejętności pisania i tworzenia ciekawych bohaterów. Addie jest moim zdaniem po prostu bohaterką nudną, która przez większość swojego życia nie robi nic. Jedynie narzeka jak to jej źle i jakie to wszystko w jej życiu jest monotonne. Kiedy dochodzimy do momentu, w którym Addie poznaje Henry’ego, byłam w stanie przewidzieć wszystko, co się wydarzy. Nie było dla mnie w tej książce już nic zaskakującego, brakowało mi adrenaliny. Przez połowę czasu, który siedziałam na lekturze, zastanawiałam się, czy warto czytać do końca. W drugiej połowie akcja nam się rozkręciła, ale tak jak wspomniałam - stała się ona bardzo przewidywalna. Za sam koncept fabuły i postać diabła (cienia) daję 2 gwiazdki, natomiast wybronienia tego konceptu wymaga dużych umiejętności pisania i tworzenia bohatera, z którym jakkolwiek czytelnik może się utożsamić. Dla mnie Addie do takich bohaterek nie należy.
5

Nel

19.04.2022

Opinie o tej książce są podzielone- niektórych zanudziła, a resztę urzekła. Zdecydowanie należę do tej drugiej grupy. Uważam, że ci,
którym się nie podobała, po prostu ni dostrzegają jej piękna, w którym się zakochałam.
5

Martyna Brzostek

05.04.2021

Zapewne słyszeliście już ogrom zachwytów o tym bestsellerze, zarówno za granicą, jak i na rodzimym podwórku. Ja w tej opinii
tylko się do nich dołączę, bo dzieło V.E. Schwab to naprawdę wyjątkowa opowieść. To historia, którą można rozpatrywać na wielu poziomach, wracać do niej, rozmyślać o tym, co chce przekazać. Chciałabym najlepiej jak potrafię zachęcić Was do jej przeczytania i przedstawić co mnie najbardziej zachwyciło, co szczerze chwyciło mnie za serce. Historia życia Addie skłania do wielu refleksji, zmusza nas do zastanowienia się nad kwestiami, o których nieczęsto myślimy. Najważniejsze pytanie jakie stawia brzmi: Jeżeli nikt Cię nie pamięta, to czy naprawdę żyjesz? Czy żyjesz, jeżeli nie jesteś w stanie pozostawić po sobie żadnego śladu? Co tak naprawdę oznacza pełne życie, pełna wolność i czy aby na pewno powinniśmy jej pragnąć? W końcu nie bez powodu mówi się: uważaj o czym marzysz, bo marzenia mogą się spełnić... Oczywiście, w rzeczywistym świecie takie pakty z diabłem nie byłyby możliwe, ale wielu z nas na pewno często dopada żal związany z tym, że nie zapiszemy się w historii, że wiedziemy normalne życie, o którym mało kto będzie pamiętał. I ta książka odpowiada na ten żal, pokazuje, że każde życie może być piękne, to my decydujemy jakimi drogami pójdziemy w danych nam warunkach. Ostatecznie oczywiście od samego czytelnika zależy, jakie odpowiedzi znajdzie w tej historii i to właśnie jest piękne - mnogość interpretacji, jakie otaczają tę opowieść. Drugi temat, który został pięknie poruszony to oczywiście miłość - to jak różne może mieć oblicza, jak odmiennie możemy ją postrzegać i dlaczego tak naprawdę kogoś kochamy... Bo widzi w nas prawdę? Bo jest w stanie nas dostrzec i wypowiadając nasze imię zawrzeć w nim całą naszą historię? W historii Addie odpowiedzi te pytania są bardziej dosłowne, ale gdy przeniesiemy je do naszego życia cały czas są prawdziwe, poruszają serca i ukazują nam piękny, choć często bolesny obraz miłości. Jestem absolutnie oczarowana tym, jakich bohaterów wykreowała autorka. Pomimo tego, że to Addie jest zdecydowanie główną bohaterką, to w momencie, gdy spotykamy Henry’ego staje się on równorzędną postacią, równie dobrze skonstruowaną, ze złożonym charakterem i niełatwą przeszłością. Od początku wiemy, że Addie jest wyjątkowa, wiemy czego pragnęła i jaką cenę za to zapłaciła. Jest fascynującą bohaterką, która dzień po dniu uczy się jak żyć z ciężarem jakim jest zapomnienie, jak odnajdować luki w jej klatce - pokazuje tym swoją siłę, wytrwałość, determinację, miłość do życia i świata. Jednocześnie jest wiele momentów, które ją łamią, momentów słabości, kiedy jest bardzo bliska oddania swej duszy, by już dłużej nie cierpieć, co czyni z niej postać wiarygodną, bliską, taką, której pragniemy kibicować. Za to Henry jest dla nas, podobnie jak dla Addie, tajemnicą. Dopiero kartka po kartce odkrywamy jego przeszłość, poznajemy jego trudności, wchodzimy w jego umysł, który często jest ponurym miejscem. Bardzo zżyłam się zarówno z Addie, jak i z Henrym, z każdym z nich utożsamiałam się na pewnym poziomie. Młoda Addie miała bardzo podobne pragnienia do moich, podobny sposób patrzenia na otaczający ją świat, a pewien intymny element jej osobowości tak bardzo przypominał mi samą siebie, że podczas lektury aż popłynęły mi łzy z oczu. Henry za to miał wiele podobnych cech charakteru co ja, targały nim podobne zmartwienia, obawy - np. bał się, że nigdy nie odnajdzie swojej drogi, nie był w stanie wybrać czegoś, w czym chciałby być dobry, nigdy nie poczuł powołania do konkretnych działań - tak bardzo rozumiałam jego uczucia, wiele fragmentów opisujących jego przeżycia na długo zostanie mi w pamięci. Oczywiście oprócz tego mamy jeszcze tajemniczego Luka, o którym nie chcę Wam zbyt dużo mówić. Ale jego kreacja wywarła na mnie podobnie mocne wrażenie, byłam w stanie wyczuć jego specyficzną obecność, zobaczyć go oczami Addie i podjąć próbę zrozumienia go. Relacje między postaciami były pełne emocji, napięcia, obserwowałam ich rozwój z ogromnym zaangażowaniem. Jestem pewna, że Was też to pochłonie i ponownie każdy będzie pewnie widział je inaczej, pochylał się ku różnym punktom widzenia. Jest jeszcze zakończenie, które uważam za świetne, kropka (a raczej wielokropek) została postawiona w bardzo dobrym momencie. Te zakończenie pokazuje, że przedstawienie nigdy się nie kończy, że gra cały czas trwa i nigdy nie możemy być pewni kto zwycięży - możemy jedynie uczyć się, jak się w niej coraz lepiej poruszać. Chciałabym jeszcze wiele powiedzieć, chociażby o unikatowym klimacie tego tytułu, ale ta recenzja już i tak jest bardzo długa, a chcę też, abyście wiele odkryli sami, bo wtedy najwięcej z tego wyciągnięcie. Poznajcie historię Addie, bo naprawdę warto. To książka, która z jednej strony jest bardzo smutna, bolesna, a z drugiej daje nadzieję na lepsze jutro i ukazuje jak można czerpać radość i dobro z życia, w każdej sytuacji!
5

Martyna Brzostek

05.04.2021

Zapewne słyszeliście już ogrom zachwytów o tym bestsellerze, zarówno za granicą, jak i na rodzimym podwórku. Ja w tej opinii
tylko się do nich dołączę, bo dzieło V.E. Schwab to naprawdę wyjątkowa opowieść. To historia, którą można rozpatrywać na wielu poziomach, wracać do niej, rozmyślać o tym, co chce przekazać. Chciałabym najlepiej jak potrafię zachęcić Was do jej przeczytania i przedstawić co mnie najbardziej zachwyciło, co szczerze chwyciło mnie za serce. Historia życia Addie skłania do wielu refleksji, zmusza nas do zastanowienia się nad kwestiami, o których nieczęsto myślimy. Najważniejsze pytanie jakie stawia brzmi: Jeżeli nikt Cię nie pamięta, to czy naprawdę żyjesz? Czy żyjesz, jeżeli nie jesteś w stanie pozostawić po sobie żadnego śladu? Co tak naprawdę oznacza pełne życie, pełna wolność i czy aby na pewno powinniśmy jej pragnąć? W końcu nie bez powodu mówi się: uważaj o czym marzysz, bo marzenia mogą się spełnić... Oczywiście, w rzeczywistym świecie takie pakty z diabłem nie byłyby możliwe, ale wielu z nas na pewno często dopada żal związany z tym, że nie zapiszemy się w historii, że wiedziemy normalne życie, o którym mało kto będzie pamiętał. I ta książka odpowiada na ten żal, pokazuje, że każde życie może być piękne, to my decydujemy jakimi drogami pójdziemy w danych nam warunkach. Ostatecznie oczywiście od samego czytelnika zależy, jakie odpowiedzi znajdzie w tej historii i to właśnie jest piękne - mnogość interpretacji, jakie otaczają tę opowieść. Drugi temat, który został pięknie poruszony to oczywiście miłość - to jak różne może mieć oblicza, jak odmiennie możemy ją postrzegać i dlaczego tak naprawdę kogoś kochamy... Bo widzi w nas prawdę? Bo jest w stanie nas dostrzec i wypowiadając nasze imię zawrzeć w nim całą naszą historię? W historii Addie odpowiedzi te pytania są bardziej dosłowne, ale gdy przeniesiemy je do naszego życia cały czas są prawdziwe, poruszają serca i ukazują nam piękny, choć często bolesny obraz miłości. Jestem absolutnie oczarowana tym, jakich bohaterów wykreowała autorka. Pomimo tego, że to Addie jest zdecydowanie główną bohaterką, to w momencie, gdy spotykamy Henry’ego staje się on równorzędną postacią, równie dobrze skonstruowaną, ze złożonym charakterem i niełatwą przeszłością. Od początku wiemy, że Addie jest wyjątkowa, wiemy czego pragnęła i jaką cenę za to zapłaciła. Jest fascynującą bohaterką, która dzień po dniu uczy się jak żyć z ciężarem jakim jest zapomnienie, jak odnajdować luki w jej klatce - pokazuje tym swoją siłę, wytrwałość, determinację, miłość do życia i świata. Jednocześnie jest wiele momentów, które ją łamią, momentów słabości, kiedy jest bardzo bliska oddania swej duszy, by już dłużej nie cierpieć, co czyni z niej postać wiarygodną, bliską, taką, której pragniemy kibicować. Za to Henry jest dla nas, podobnie jak dla Addie, tajemnicą. Dopiero kartka po kartce odkrywamy jego przeszłość, poznajemy jego trudności, wchodzimy w jego umysł, który często jest ponurym miejscem. Bardzo zżyłam się zarówno z Addie, jak i z Henrym, z każdym z nich utożsamiałam się na pewnym poziomie. Młoda Addie miała bardzo podobne pragnienia do moich, podobny sposób patrzenia na otaczający ją świat, a pewien intymny element jej osobowości tak bardzo przypominał mi samą siebie, że podczas lektury aż popłynęły mi łzy z oczu. Henry za to miał wiele podobnych cech charakteru co ja, targały nim podobne zmartwienia, obawy - np. bał się, że nigdy nie odnajdzie swojej drogi, nie był w stanie wybrać czegoś, w czym chciałby być dobry, nigdy nie poczuł powołania do konkretnych działań - tak bardzo rozumiałam jego uczucia, wiele fragmentów opisujących jego przeżycia na długo zostanie mi w pamięci. Oczywiście oprócz tego mamy jeszcze tajemniczego Luka, o którym nie chcę Wam zbyt dużo mówić. Ale jego kreacja wywarła na mnie podobnie mocne wrażenie, byłam w stanie wyczuć jego specyficzną obecność, zobaczyć go oczami Addie i podjąć próbę zrozumienia go. Relacje między postaciami były pełne emocji, napięcia, obserwowałam ich rozwój z ogromnym zaangażowaniem. Jestem pewna, że Was też to pochłonie i ponownie każdy będzie pewnie widział je inaczej, pochylał się ku różnym punktom widzenia. Jest jeszcze zakończenie, które uważam za świetne, kropka (a raczej wielokropek) została postawiona w bardzo dobrym momencie. Te zakończenie pokazuje, że przedstawienie nigdy się nie kończy, że gra cały czas trwa i nigdy nie możemy być pewni kto zwycięży - możemy jedynie uczyć się, jak się w niej coraz lepiej poruszać. Chciałabym jeszcze wiele powiedzieć, chociażby o unikatowym klimacie tego tytułu, ale ta recenzja już i tak jest bardzo długa, a chcę też, abyście wiele odkryli sami, bo wtedy najwięcej z tego wyciągnięcie. Poznajcie historię Addie, bo naprawdę warto. To książka, która z jednej strony jest bardzo smutna, bolesna, a z drugiej daje nadzieję na lepsze jutro i ukazuje jak można czerpać radość i dobro z życia, w każdej sytuacji!
5

Martyna Brzostek

05.04.2021

Zapewne słyszeliście już ogrom zachwytów o tym bestsellerze, zarówno za granicą, jak i na rodzimym podwórku. Ja w tej opinii
tylko się do nich dołączę, bo dzieło V.E. Schwab to naprawdę wyjątkowa opowieść. To historia, którą można rozpatrywać na wielu poziomach, wracać do niej, rozmyślać o tym, co chce przekazać. Chciałabym najlepiej jak potrafię zachęcić Was do jej przeczytania i przedstawić co mnie najbardziej zachwyciło, co szczerze chwyciło mnie za serce. Historia życia Addie skłania do wielu refleksji, zmusza nas do zastanowienia się nad kwestiami, o których nieczęsto myślimy. Najważniejsze pytanie jakie stawia brzmi: Jeżeli nikt Cię nie pamięta, to czy naprawdę żyjesz? Czy żyjesz, jeżeli nie jesteś w stanie pozostawić po sobie żadnego śladu? Co tak naprawdę oznacza pełne życie, pełna wolność i czy aby na pewno powinniśmy jej pragnąć? W końcu nie bez powodu mówi się: uważaj o czym marzysz, bo marzenia mogą się spełnić... Oczywiście, w rzeczywistym świecie takie pakty z diabłem nie byłyby możliwe, ale wielu z nas na pewno często dopada żal związany z tym, że nie zapiszemy się w historii, że wiedziemy normalne życie, o którym mało kto będzie pamiętał. I ta książka odpowiada na ten żal, pokazuje, że każde życie może być piękne, to my decydujemy jakimi drogami pójdziemy w danych nam warunkach. Ostatecznie oczywiście od samego czytelnika zależy, jakie odpowiedzi znajdzie w tej historii i to właśnie jest piękne - mnogość interpretacji, jakie otaczają tę opowieść. Drugi temat, który został pięknie poruszony to oczywiście miłość - to jak różne może mieć oblicza, jak odmiennie możemy ją postrzegać i dlaczego tak naprawdę kogoś kochamy... Bo widzi w nas prawdę? Bo jest w stanie nas dostrzec i wypowiadając nasze imię zawrzeć w nim całą naszą historię? W historii Addie odpowiedzi te pytania są bardziej dosłowne, ale gdy przeniesiemy je do naszego życia cały czas są prawdziwe, poruszają serca i ukazują nam piękny, choć często bolesny obraz miłości. Jestem absolutnie oczarowana tym, jakich bohaterów wykreowała autorka. Pomimo tego, że to Addie jest zdecydowanie główną bohaterką, to w momencie, gdy spotykamy Henry’ego staje się on równorzędną postacią, równie dobrze skonstruowaną, ze złożonym charakterem i niełatwą przeszłością. Od początku wiemy, że Addie jest wyjątkowa, wiemy czego pragnęła i jaką cenę za to zapłaciła. Jest fascynującą bohaterką, która dzień po dniu uczy się jak żyć z ciężarem jakim jest zapomnienie, jak odnajdować luki w jej klatce - pokazuje tym swoją siłę, wytrwałość, determinację, miłość do życia i świata. Jednocześnie jest wiele momentów, które ją łamią, momentów słabości, kiedy jest bardzo bliska oddania swej duszy, by już dłużej nie cierpieć, co czyni z niej postać wiarygodną, bliską, taką, której pragniemy kibicować. Za to Henry jest dla nas, podobnie jak dla Addie, tajemnicą. Dopiero kartka po kartce odkrywamy jego przeszłość, poznajemy jego trudności, wchodzimy w jego umysł, który często jest ponurym miejscem. Bardzo zżyłam się zarówno z Addie, jak i z Henrym, z każdym z nich utożsamiałam się na pewnym poziomie. Młoda Addie miała bardzo podobne pragnienia do moich, podobny sposób patrzenia na otaczający ją świat, a pewien intymny element jej osobowości tak bardzo przypominał mi samą siebie, że podczas lektury aż popłynęły mi łzy z oczu. Henry za to miał wiele podobnych cech charakteru co ja, targały nim podobne zmartwienia, obawy - np. bał się, że nigdy nie odnajdzie swojej drogi, nie był w stanie wybrać czegoś, w czym chciałby być dobry, nigdy nie poczuł powołania do konkretnych działań - tak bardzo rozumiałam jego uczucia, wiele fragmentów opisujących jego przeżycia na długo zostanie mi w pamięci. Oczywiście oprócz tego mamy jeszcze tajemniczego Luka, o którym nie chcę Wam zbyt dużo mówić. Ale jego kreacja wywarła na mnie podobnie mocne wrażenie, byłam w stanie wyczuć jego specyficzną obecność, zobaczyć go oczami Addie i podjąć próbę zrozumienia go. Relacje między postaciami były pełne emocji, napięcia, obserwowałam ich rozwój z ogromnym zaangażowaniem. Jestem pewna, że Was też to pochłonie i ponownie każdy będzie pewnie widział je inaczej, pochylał się ku różnym punktom widzenia. Jest jeszcze zakończenie, które uważam za świetne, kropka (a raczej wielokropek) została postawiona w bardzo dobrym momencie. Te zakończenie pokazuje, że przedstawienie nigdy się nie kończy, że gra cały czas trwa i nigdy nie możemy być pewni kto zwycięży - możemy jedynie uczyć się, jak się w niej coraz lepiej poruszać. Chciałabym jeszcze wiele powiedzieć, chociażby o unikatowym klimacie tego tytułu, ale ta recenzja już i tak jest bardzo długa, a chcę też, abyście wiele odkryli sami, bo wtedy najwięcej z tego wyciągnięcie. Poznajcie historię Addie, bo naprawdę warto. To książka, która z jednej strony jest bardzo smutna, bolesna, a z drugiej daje nadzieję na lepsze jutro i ukazuje jak można czerpać radość i dobro z życia, w każdej sytuacji!
5

Martyna Brzostek

05.04.2021

Zapewne słyszeliście już ogrom zachwytów o tym bestsellerze, zarówno za granicą, jak i na rodzimym podwórku. Ja w tej opinii
tylko się do nich dołączę, bo dzieło V.E. Schwab to naprawdę wyjątkowa opowieść. To historia, którą można rozpatrywać na wielu poziomach, wracać do niej, rozmyślać o tym, co chce przekazać. Chciałabym najlepiej jak potrafię zachęcić Was do jej przeczytania i przedstawić co mnie najbardziej zachwyciło, co szczerze chwyciło mnie za serce. Historia życia Addie skłania do wielu refleksji, zmusza nas do zastanowienia się nad kwestiami, o których nieczęsto myślimy. Najważniejsze pytanie jakie stawia brzmi: Jeżeli nikt Cię nie pamięta, to czy naprawdę żyjesz? Czy żyjesz, jeżeli nie jesteś w stanie pozostawić po sobie żadnego śladu? Co tak naprawdę oznacza pełne życie, pełna wolność i czy aby na pewno powinniśmy jej pragnąć? W końcu nie bez powodu mówi się: uważaj o czym marzysz, bo marzenia mogą się spełnić... Oczywiście, w rzeczywistym świecie takie pakty z diabłem nie byłyby możliwe, ale wielu z nas na pewno często dopada żal związany z tym, że nie zapiszemy się w historii, że wiedziemy normalne życie, o którym mało kto będzie pamiętał. I ta książka odpowiada na ten żal, pokazuje, że każde życie może być piękne, to my decydujemy jakimi drogami pójdziemy w danych nam warunkach. Ostatecznie oczywiście od samego czytelnika zależy, jakie odpowiedzi znajdzie w tej historii i to właśnie jest piękne - mnogość interpretacji, jakie otaczają tę opowieść. Drugi temat, który został pięknie poruszony to oczywiście miłość - to jak różne może mieć oblicza, jak odmiennie możemy ją postrzegać i dlaczego tak naprawdę kogoś kochamy... Bo widzi w nas prawdę? Bo jest w stanie nas dostrzec i wypowiadając nasze imię zawrzeć w nim całą naszą historię? W historii Addie odpowiedzi te pytania są bardziej dosłowne, ale gdy przeniesiemy je do naszego życia cały czas są prawdziwe, poruszają serca i ukazują nam piękny, choć często bolesny obraz miłości. Jestem absolutnie oczarowana tym, jakich bohaterów wykreowała autorka. Pomimo tego, że to Addie jest zdecydowanie główną bohaterką, to w momencie, gdy spotykamy Henry’ego staje się on równorzędną postacią, równie dobrze skonstruowaną, ze złożonym charakterem i niełatwą przeszłością. Od początku wiemy, że Addie jest wyjątkowa, wiemy czego pragnęła i jaką cenę za to zapłaciła. Jest fascynującą bohaterką, która dzień po dniu uczy się jak żyć z ciężarem jakim jest zapomnienie, jak odnajdować luki w jej klatce - pokazuje tym swoją siłę, wytrwałość, determinację, miłość do życia i świata. Jednocześnie jest wiele momentów, które ją łamią, momentów słabości, kiedy jest bardzo bliska oddania swej duszy, by już dłużej nie cierpieć, co czyni z niej postać wiarygodną, bliską, taką, której pragniemy kibicować. Za to Henry jest dla nas, podobnie jak dla Addie, tajemnicą. Dopiero kartka po kartce odkrywamy jego przeszłość, poznajemy jego trudności, wchodzimy w jego umysł, który często jest ponurym miejscem. Bardzo zżyłam się zarówno z Addie, jak i z Henrym, z każdym z nich utożsamiałam się na pewnym poziomie. Młoda Addie miała bardzo podobne pragnienia do moich, podobny sposób patrzenia na otaczający ją świat, a pewien intymny element jej osobowości tak bardzo przypominał mi samą siebie, że podczas lektury aż popłynęły mi łzy z oczu. Henry za to miał wiele podobnych cech charakteru co ja, targały nim podobne zmartwienia, obawy - np. bał się, że nigdy nie odnajdzie swojej drogi, nie był w stanie wybrać czegoś, w czym chciałby być dobry, nigdy nie poczuł powołania do konkretnych działań - tak bardzo rozumiałam jego uczucia, wiele fragmentów opisujących jego przeżycia na długo zostanie mi w pamięci. Oczywiście oprócz tego mamy jeszcze tajemniczego Luka, o którym nie chcę Wam zbyt dużo mówić. Ale jego kreacja wywarła na mnie podobnie mocne wrażenie, byłam w stanie wyczuć jego specyficzną obecność, zobaczyć go oczami Addie i podjąć próbę zrozumienia go. Relacje między postaciami były pełne emocji, napięcia, obserwowałam ich rozwój z ogromnym zaangażowaniem. Jestem pewna, że Was też to pochłonie i ponownie każdy będzie pewnie widział je inaczej, pochylał się ku różnym punktom widzenia. Jest jeszcze zakończenie, które uważam za świetne, kropka (a raczej wielokropek) została postawiona w bardzo dobrym momencie. Te zakończenie pokazuje, że przedstawienie nigdy się nie kończy, że gra cały czas trwa i nigdy nie możemy być pewni kto zwycięży - możemy jedynie uczyć się, jak się w niej coraz lepiej poruszać. Chciałabym jeszcze wiele powiedzieć, chociażby o unikatowym klimacie tego tytułu, ale ta recenzja już i tak jest bardzo długa, a chcę też, abyście wiele odkryli sami, bo wtedy najwięcej z tego wyciągnięcie. Poznajcie historię Addie, bo naprawdę warto. To książka, która z jednej strony jest bardzo smutna, bolesna, a z drugiej daje nadzieję na lepsze jutro i ukazuje jak można czerpać radość i dobro z życia, w każdej sytuacji!
5

Martyna Brzostek

05.04.2021

Zapewne słyszeliście już ogrom zachwytów o tym bestsellerze, zarówno za granicą, jak i na rodzimym podwórku. Ja w tej opinii
tylko się do nich dołączę, bo dzieło V.E. Schwab to naprawdę wyjątkowa opowieść. To historia, którą można rozpatrywać na wielu poziomach, wracać do niej, rozmyślać o tym, co chce przekazać. Chciałabym najlepiej jak potrafię zachęcić Was do jej przeczytania i przedstawić co mnie najbardziej zachwyciło, co szczerze chwyciło mnie za serce. Historia życia Addie skłania do wielu refleksji, zmusza nas do zastanowienia się nad kwestiami, o których nieczęsto myślimy. Najważniejsze pytanie jakie stawia brzmi: Jeżeli nikt Cię nie pamięta, to czy naprawdę żyjesz? Czy żyjesz, jeżeli nie jesteś w stanie pozostawić po sobie żadnego śladu? Co tak naprawdę oznacza pełne życie, pełna wolność i czy aby na pewno powinniśmy jej pragnąć? W końcu nie bez powodu mówi się: uważaj o czym marzysz, bo marzenia mogą się spełnić... Oczywiście, w rzeczywistym świecie takie pakty z diabłem nie byłyby możliwe, ale wielu z nas na pewno często dopada żal związany z tym, że nie zapiszemy się w historii, że wiedziemy normalne życie, o którym mało kto będzie pamiętał. I ta książka odpowiada na ten żal, pokazuje, że każde życie może być piękne, to my decydujemy jakimi drogami pójdziemy w danych nam warunkach. Ostatecznie oczywiście od samego czytelnika zależy, jakie odpowiedzi znajdzie w tej historii i to właśnie jest piękne - mnogość interpretacji, jakie otaczają tę opowieść. Drugi temat, który został pięknie poruszony to oczywiście miłość - to jak różne może mieć oblicza, jak odmiennie możemy ją postrzegać i dlaczego tak naprawdę kogoś kochamy... Bo widzi w nas prawdę? Bo jest w stanie nas dostrzec i wypowiadając nasze imię zawrzeć w nim całą naszą historię? W historii Addie odpowiedzi te pytania są bardziej dosłowne, ale gdy przeniesiemy je do naszego życia cały czas są prawdziwe, poruszają serca i ukazują nam piękny, choć często bolesny obraz miłości. Jestem absolutnie oczarowana tym, jakich bohaterów wykreowała autorka. Pomimo tego, że to Addie jest zdecydowanie główną bohaterką, to w momencie, gdy spotykamy Henry’ego staje się on równorzędną postacią, równie dobrze skonstruowaną, ze złożonym charakterem i niełatwą przeszłością. Od początku wiemy, że Addie jest wyjątkowa, wiemy czego pragnęła i jaką cenę za to zapłaciła. Jest fascynującą bohaterką, która dzień po dniu uczy się jak żyć z ciężarem jakim jest zapomnienie, jak odnajdować luki w jej klatce - pokazuje tym swoją siłę, wytrwałość, determinację, miłość do życia i świata. Jednocześnie jest wiele momentów, które ją łamią, momentów słabości, kiedy jest bardzo bliska oddania swej duszy, by już dłużej nie cierpieć, co czyni z niej postać wiarygodną, bliską, taką, której pragniemy kibicować. Za to Henry jest dla nas, podobnie jak dla Addie, tajemnicą. Dopiero kartka po kartce odkrywamy jego przeszłość, poznajemy jego trudności, wchodzimy w jego umysł, który często jest ponurym miejscem. Bardzo zżyłam się zarówno z Addie, jak i z Henrym, z każdym z nich utożsamiałam się na pewnym poziomie. Młoda Addie miała bardzo podobne pragnienia do moich, podobny sposób patrzenia na otaczający ją świat, a pewien intymny element jej osobowości tak bardzo przypominał mi samą siebie, że podczas lektury aż popłynęły mi łzy z oczu. Henry za to miał wiele podobnych cech charakteru co ja, targały nim podobne zmartwienia, obawy - np. bał się, że nigdy nie odnajdzie swojej drogi, nie był w stanie wybrać czegoś, w czym chciałby być dobry, nigdy nie poczuł powołania do konkretnych działań - tak bardzo rozumiałam jego uczucia, wiele fragmentów opisujących jego przeżycia na długo zostanie mi w pamięci. Oczywiście oprócz tego mamy jeszcze tajemniczego Luka, o którym nie chcę Wam zbyt dużo mówić. Ale jego kreacja wywarła na mnie podobnie mocne wrażenie, byłam w stanie wyczuć jego specyficzną obecność, zobaczyć go oczami Addie i podjąć próbę zrozumienia go. Relacje między postaciami były pełne emocji, napięcia, obserwowałam ich rozwój z ogromnym zaangażowaniem. Jestem pewna, że Was też to pochłonie i ponownie każdy będzie pewnie widział je inaczej, pochylał się ku różnym punktom widzenia. Jest jeszcze zakończenie, które uważam za świetne, kropka (a raczej wielokropek) została postawiona w bardzo dobrym momencie. Te zakończenie pokazuje, że przedstawienie nigdy się nie kończy, że gra cały czas trwa i nigdy nie możemy być pewni kto zwycięży - możemy jedynie uczyć się, jak się w niej coraz lepiej poruszać. Chciałabym jeszcze wiele powiedzieć, chociażby o unikatowym klimacie tego tytułu, ale ta recenzja już i tak jest bardzo długa, a chcę też, abyście wiele odkryli sami, bo wtedy najwięcej z tego wyciągnięcie. Poznajcie historię Addie, bo naprawdę warto. To książka, która z jednej strony jest bardzo smutna, bolesna, a z drugiej daje nadzieję na lepsze jutro i ukazuje jak można czerpać radość i dobro z życia, w każdej sytuacji!
5

Martyna Brzostek

05.04.2021

Zapewne słyszeliście już ogrom zachwytów o tym bestsellerze, zarówno za granicą, jak i na rodzimym podwórku. Ja w tej opinii
tylko się do nich dołączę, bo dzieło V.E. Schwab to naprawdę wyjątkowa opowieść. To historia, którą można rozpatrywać na wielu poziomach, wracać do niej, rozmyślać o tym, co chce przekazać. Chciałabym najlepiej jak potrafię zachęcić Was do jej przeczytania i przedstawić co mnie najbardziej zachwyciło, co szczerze chwyciło mnie za serce. Historia życia Addie skłania do wielu refleksji, zmusza nas do zastanowienia się nad kwestiami, o których nieczęsto myślimy. Najważniejsze pytanie jakie stawia brzmi: Jeżeli nikt Cię nie pamięta, to czy naprawdę żyjesz? Czy żyjesz, jeżeli nie jesteś w stanie pozostawić po sobie żadnego śladu? Co tak naprawdę oznacza pełne życie, pełna wolność i czy aby na pewno powinniśmy jej pragnąć? W końcu nie bez powodu mówi się: uważaj o czym marzysz, bo marzenia mogą się spełnić... Oczywiście, w rzeczywistym świecie takie pakty z diabłem nie byłyby możliwe, ale wielu z nas na pewno często dopada żal związany z tym, że nie zapiszemy się w historii, że wiedziemy normalne życie, o którym mało kto będzie pamiętał. I ta książka odpowiada na ten żal, pokazuje, że każde życie może być piękne, to my decydujemy jakimi drogami pójdziemy w danych nam warunkach. Ostatecznie oczywiście od samego czytelnika zależy, jakie odpowiedzi znajdzie w tej historii i to właśnie jest piękne - mnogość interpretacji, jakie otaczają tę opowieść. Drugi temat, który został pięknie poruszony to oczywiście miłość - to jak różne może mieć oblicza, jak odmiennie możemy ją postrzegać i dlaczego tak naprawdę kogoś kochamy... Bo widzi w nas prawdę? Bo jest w stanie nas dostrzec i wypowiadając nasze imię zawrzeć w nim całą naszą historię? W historii Addie odpowiedzi te pytania są bardziej dosłowne, ale gdy przeniesiemy je do naszego życia cały czas są prawdziwe, poruszają serca i ukazują nam piękny, choć często bolesny obraz miłości. Jestem absolutnie oczarowana tym, jakich bohaterów wykreowała autorka. Pomimo tego, że to Addie jest zdecydowanie główną bohaterką, to w momencie, gdy spotykamy Henry’ego staje się on równorzędną postacią, równie dobrze skonstruowaną, ze złożonym charakterem i niełatwą przeszłością. Od początku wiemy, że Addie jest wyjątkowa, wiemy czego pragnęła i jaką cenę za to zapłaciła. Jest fascynującą bohaterką, która dzień po dniu uczy się jak żyć z ciężarem jakim jest zapomnienie, jak odnajdować luki w jej klatce - pokazuje tym swoją siłę, wytrwałość, determinację, miłość do życia i świata. Jednocześnie jest wiele momentów, które ją łamią, momentów słabości, kiedy jest bardzo bliska oddania swej duszy, by już dłużej nie cierpieć, co czyni z niej postać wiarygodną, bliską, taką, której pragniemy kibicować. Za to Henry jest dla nas, podobnie jak dla Addie, tajemnicą. Dopiero kartka po kartce odkrywamy jego przeszłość, poznajemy jego trudności, wchodzimy w jego umysł, który często jest ponurym miejscem. Bardzo zżyłam się zarówno z Addie, jak i z Henrym, z każdym z nich utożsamiałam się na pewnym poziomie. Młoda Addie miała bardzo podobne pragnienia do moich, podobny sposób patrzenia na otaczający ją świat, a pewien intymny element jej osobowości tak bardzo przypominał mi samą siebie, że podczas lektury aż popłynęły mi łzy z oczu. Henry za to miał wiele podobnych cech charakteru co ja, targały nim podobne zmartwienia, obawy - np. bał się, że nigdy nie odnajdzie swojej drogi, nie był w stanie wybrać czegoś, w czym chciałby być dobry, nigdy nie poczuł powołania do konkretnych działań - tak bardzo rozumiałam jego uczucia, wiele fragmentów opisujących jego przeżycia na długo zostanie mi w pamięci. Oczywiście oprócz tego mamy jeszcze tajemniczego Luka, o którym nie chcę Wam zbyt dużo mówić. Ale jego kreacja wywarła na mnie podobnie mocne wrażenie, byłam w stanie wyczuć jego specyficzną obecność, zobaczyć go oczami Addie i podjąć próbę zrozumienia go. Relacje między postaciami były pełne emocji, napięcia, obserwowałam ich rozwój z ogromnym zaangażowaniem. Jestem pewna, że Was też to pochłonie i ponownie każdy będzie pewnie widział je inaczej, pochylał się ku różnym punktom widzenia. Jest jeszcze zakończenie, które uważam za świetne, kropka (a raczej wielokropek) została postawiona w bardzo dobrym momencie. Te zakończenie pokazuje, że przedstawienie nigdy się nie kończy, że gra cały czas trwa i nigdy nie możemy być pewni kto zwycięży - możemy jedynie uczyć się, jak się w niej coraz lepiej poruszać. Chciałabym jeszcze wiele powiedzieć, chociażby o unikatowym klimacie tego tytułu, ale ta recenzja już i tak jest bardzo długa, a chcę też, abyście wiele odkryli sami, bo wtedy najwięcej z tego wyciągnięcie. Poznajcie historię Addie, bo naprawdę warto. To książka, która z jednej strony jest bardzo smutna, bolesna, a z drugiej daje nadzieję na lepsze jutro i ukazuje jak można czerpać radość i dobro z życia, w każdej sytuacji!
5

Martyna Brzostek

05.04.2021

Zapewne słyszeliście już ogrom zachwytów o tym bestsellerze, zarówno za granicą, jak i na rodzimym podwórku. Ja w tej opinii
tylko się do nich dołączę, bo dzieło V.E. Schwab to naprawdę wyjątkowa opowieść. To historia, którą można rozpatrywać na wielu poziomach, wracać do niej, rozmyślać o tym, co chce przekazać. Chciałabym najlepiej jak potrafię zachęcić Was do jej przeczytania i przedstawić co mnie najbardziej zachwyciło, co szczerze chwyciło mnie za serce. Historia życia Addie skłania do wielu refleksji, zmusza nas do zastanowienia się nad kwestiami, o których nieczęsto myślimy. Najważniejsze pytanie jakie stawia brzmi: Jeżeli nikt Cię nie pamięta, to czy naprawdę żyjesz? Czy żyjesz, jeżeli nie jesteś w stanie pozostawić po sobie żadnego śladu? Co tak naprawdę oznacza pełne życie, pełna wolność i czy aby na pewno powinniśmy jej pragnąć? W końcu nie bez powodu mówi się: uważaj o czym marzysz, bo marzenia mogą się spełnić... Oczywiście, w rzeczywistym świecie takie pakty z diabłem nie byłyby możliwe, ale wielu z nas na pewno często dopada żal związany z tym, że nie zapiszemy się w historii, że wiedziemy normalne życie, o którym mało kto będzie pamiętał. I ta książka odpowiada na ten żal, pokazuje, że każde życie może być piękne, to my decydujemy jakimi drogami pójdziemy w danych nam warunkach. Ostatecznie oczywiście od samego czytelnika zależy, jakie odpowiedzi znajdzie w tej historii i to właśnie jest piękne - mnogość interpretacji, jakie otaczają tę opowieść. Drugi temat, który został pięknie poruszony to oczywiście miłość - to jak różne może mieć oblicza, jak odmiennie możemy ją postrzegać i dlaczego tak naprawdę kogoś kochamy... Bo widzi w nas prawdę? Bo jest w stanie nas dostrzec i wypowiadając nasze imię zawrzeć w nim całą naszą historię? W historii Addie odpowiedzi te pytania są bardziej dosłowne, ale gdy przeniesiemy je do naszego życia cały czas są prawdziwe, poruszają serca i ukazują nam piękny, choć często bolesny obraz miłości. Jestem absolutnie oczarowana tym, jakich bohaterów wykreowała autorka. Pomimo tego, że to Addie jest zdecydowanie główną bohaterką, to w momencie, gdy spotykamy Henry’ego staje się on równorzędną postacią, równie dobrze skonstruowaną, ze złożonym charakterem i niełatwą przeszłością. Od początku wiemy, że Addie jest wyjątkowa, wiemy czego pragnęła i jaką cenę za to zapłaciła. Jest fascynującą bohaterką, która dzień po dniu uczy się jak żyć z ciężarem jakim jest zapomnienie, jak odnajdować luki w jej klatce - pokazuje tym swoją siłę, wytrwałość, determinację, miłość do życia i świata. Jednocześnie jest wiele momentów, które ją łamią, momentów słabości, kiedy jest bardzo bliska oddania swej duszy, by już dłużej nie cierpieć, co czyni z niej postać wiarygodną, bliską, taką, której pragniemy kibicować. Za to Henry jest dla nas, podobnie jak dla Addie, tajemnicą. Dopiero kartka po kartce odkrywamy jego przeszłość, poznajemy jego trudności, wchodzimy w jego umysł, który często jest ponurym miejscem. Bardzo zżyłam się zarówno z Addie, jak i z Henrym, z każdym z nich utożsamiałam się na pewnym poziomie. Młoda Addie miała bardzo podobne pragnienia do moich, podobny sposób patrzenia na otaczający ją świat, a pewien intymny element jej osobowości tak bardzo przypominał mi samą siebie, że podczas lektury aż popłynęły mi łzy z oczu. Henry za to miał wiele podobnych cech charakteru co ja, targały nim podobne zmartwienia, obawy - np. bał się, że nigdy nie odnajdzie swojej drogi, nie był w stanie wybrać czegoś, w czym chciałby być dobry, nigdy nie poczuł powołania do konkretnych działań - tak bardzo rozumiałam jego uczucia, wiele fragmentów opisujących jego przeżycia na długo zostanie mi w pamięci. Oczywiście oprócz tego mamy jeszcze tajemniczego Luka, o którym nie chcę Wam zbyt dużo mówić. Ale jego kreacja wywarła na mnie podobnie mocne wrażenie, byłam w stanie wyczuć jego specyficzną obecność, zobaczyć go oczami Addie i podjąć próbę zrozumienia go. Relacje między postaciami były pełne emocji, napięcia, obserwowałam ich rozwój z ogromnym zaangażowaniem. Jestem pewna, że Was też to pochłonie i ponownie każdy będzie pewnie widział je inaczej, pochylał się ku różnym punktom widzenia. Jest jeszcze zakończenie, które uważam za świetne, kropka (a raczej wielokropek) została postawiona w bardzo dobrym momencie. Te zakończenie pokazuje, że przedstawienie nigdy się nie kończy, że gra cały czas trwa i nigdy nie możemy być pewni kto zwycięży - możemy jedynie uczyć się, jak się w niej coraz lepiej poruszać. Chciałabym jeszcze wiele powiedzieć, chociażby o unikatowym klimacie tego tytułu, ale ta recenzja już i tak jest bardzo długa, a chcę też, abyście wiele odkryli sami, bo wtedy najwięcej z tego wyciągnięcie. Poznajcie historię Addie, bo naprawdę warto. To książka, która z jednej strony jest bardzo smutna, bolesna, a z drugiej daje nadzieję na lepsze jutro i ukazuje jak można czerpać radość i dobro z życia, w każdej sytuacji!
5

Martyna Brzostek

05.04.2021

Zapewne słyszeliście już ogrom zachwytów o tym bestsellerze, zarówno za granicą, jak i na rodzimym podwórku. Ja w tej opinii
tylko się do nich dołączę, bo dzieło V.E. Schwab to naprawdę wyjątkowa opowieść. To historia, którą można rozpatrywać na wielu poziomach, wracać do niej, rozmyślać o tym, co chce przekazać. Chciałabym najlepiej jak potrafię zachęcić Was do jej przeczytania i przedstawić co mnie najbardziej zachwyciło, co szczerze chwyciło mnie za serce. Historia życia Addie skłania do wielu refleksji, zmusza nas do zastanowienia się nad kwestiami, o których nieczęsto myślimy. Najważniejsze pytanie jakie stawia brzmi: Jeżeli nikt Cię nie pamięta, to czy naprawdę żyjesz? Czy żyjesz, jeżeli nie jesteś w stanie pozostawić po sobie żadnego śladu? Co tak naprawdę oznacza pełne życie, pełna wolność i czy aby na pewno powinniśmy jej pragnąć? W końcu nie bez powodu mówi się: uważaj o czym marzysz, bo marzenia mogą się spełnić... Oczywiście, w rzeczywistym świecie takie pakty z diabłem nie byłyby możliwe, ale wielu z nas na pewno często dopada żal związany z tym, że nie zapiszemy się w historii, że wiedziemy normalne życie, o którym mało kto będzie pamiętał. I ta książka odpowiada na ten żal, pokazuje, że każde życie może być piękne, to my decydujemy jakimi drogami pójdziemy w danych nam warunkach. Ostatecznie oczywiście od samego czytelnika zależy, jakie odpowiedzi znajdzie w tej historii i to właśnie jest piękne - mnogość interpretacji, jakie otaczają tę opowieść. Drugi temat, który został pięknie poruszony to oczywiście miłość - to jak różne może mieć oblicza, jak odmiennie możemy ją postrzegać i dlaczego tak naprawdę kogoś kochamy... Bo widzi w nas prawdę? Bo jest w stanie nas dostrzec i wypowiadając nasze imię zawrzeć w nim całą naszą historię? W historii Addie odpowiedzi te pytania są bardziej dosłowne, ale gdy przeniesiemy je do naszego życia cały czas są prawdziwe, poruszają serca i ukazują nam piękny, choć często bolesny obraz miłości. Jestem absolutnie oczarowana tym, jakich bohaterów wykreowała autorka. Pomimo tego, że to Addie jest zdecydowanie główną bohaterką, to w momencie, gdy spotykamy Henry’ego staje się on równorzędną postacią, równie dobrze skonstruowaną, ze złożonym charakterem i niełatwą przeszłością. Od początku wiemy, że Addie jest wyjątkowa, wiemy czego pragnęła i jaką cenę za to zapłaciła. Jest fascynującą bohaterką, która dzień po dniu uczy się jak żyć z ciężarem jakim jest zapomnienie, jak odnajdować luki w jej klatce - pokazuje tym swoją siłę, wytrwałość, determinację, miłość do życia i świata. Jednocześnie jest wiele momentów, które ją łamią, momentów słabości, kiedy jest bardzo bliska oddania swej duszy, by już dłużej nie cierpieć, co czyni z niej postać wiarygodną, bliską, taką, której pragniemy kibicować. Za to Henry jest dla nas, podobnie jak dla Addie, tajemnicą. Dopiero kartka po kartce odkrywamy jego przeszłość, poznajemy jego trudności, wchodzimy w jego umysł, który często jest ponurym miejscem. Bardzo zżyłam się zarówno z Addie, jak i z Henrym, z każdym z nich utożsamiałam się na pewnym poziomie. Młoda Addie miała bardzo podobne pragnienia do moich, podobny sposób patrzenia na otaczający ją świat, a pewien intymny element jej osobowości tak bardzo przypominał mi samą siebie, że podczas lektury aż popłynęły mi łzy z oczu. Henry za to miał wiele podobnych cech charakteru co ja, targały nim podobne zmartwienia, obawy - np. bał się, że nigdy nie odnajdzie swojej drogi, nie był w stanie wybrać czegoś, w czym chciałby być dobry, nigdy nie poczuł powołania do konkretnych działań - tak bardzo rozumiałam jego uczucia, wiele fragmentów opisujących jego przeżycia na długo zostanie mi w pamięci. Oczywiście oprócz tego mamy jeszcze tajemniczego Luka, o którym nie chcę Wam zbyt dużo mówić. Ale jego kreacja wywarła na mnie podobnie mocne wrażenie, byłam w stanie wyczuć jego specyficzną obecność, zobaczyć go oczami Addie i podjąć próbę zrozumienia go. Relacje między postaciami były pełne emocji, napięcia, obserwowałam ich rozwój z ogromnym zaangażowaniem. Jestem pewna, że Was też to pochłonie i ponownie każdy będzie pewnie widział je inaczej, pochylał się ku różnym punktom widzenia. Jest jeszcze zakończenie, które uważam za świetne, kropka (a raczej wielokropek) została postawiona w bardzo dobrym momencie. Te zakończenie pokazuje, że przedstawienie nigdy się nie kończy, że gra cały czas trwa i nigdy nie możemy być pewni kto zwycięży - możemy jedynie uczyć się, jak się w niej coraz lepiej poruszać. Chciałabym jeszcze wiele powiedzieć, chociażby o unikatowym klimacie tego tytułu, ale ta recenzja już i tak jest bardzo długa, a chcę też, abyście wiele odkryli sami, bo wtedy najwięcej z tego wyciągnięcie. Poznajcie historię Addie, bo naprawdę warto. To książka, która z jednej strony jest bardzo smutna, bolesna, a z drugiej daje nadzieję na lepsze jutro i ukazuje jak można czerpać radość i dobro z życia, w każdej sytuacji!
5

Martyna Brzostek

05.04.2021

Zapewne słyszeliście już ogrom zachwytów o tym bestsellerze, zarówno za granicą, jak i na rodzimym podwórku. Ja w tej opinii
tylko się do nich dołączę, bo dzieło V.E. Schwab to naprawdę wyjątkowa opowieść. To historia, którą można rozpatrywać na wielu poziomach, wracać do niej, rozmyślać o tym, co chce przekazać. Chciałabym najlepiej jak potrafię zachęcić Was do jej przeczytania i przedstawić co mnie najbardziej zachwyciło, co szczerze chwyciło mnie za serce. Historia życia Addie skłania do wielu refleksji, zmusza nas do zastanowienia się nad kwestiami, o których nieczęsto myślimy. Najważniejsze pytanie jakie stawia brzmi: Jeżeli nikt Cię nie pamięta, to czy naprawdę żyjesz? Czy żyjesz, jeżeli nie jesteś w stanie pozostawić po sobie żadnego śladu? Co tak naprawdę oznacza pełne życie, pełna wolność i czy aby na pewno powinniśmy jej pragnąć? W końcu nie bez powodu mówi się: uważaj o czym marzysz, bo marzenia mogą się spełnić... Oczywiście, w rzeczywistym świecie takie pakty z diabłem nie byłyby możliwe, ale wielu z nas na pewno często dopada żal związany z tym, że nie zapiszemy się w historii, że wiedziemy normalne życie, o którym mało kto będzie pamiętał. I ta książka odpowiada na ten żal, pokazuje, że każde życie może być piękne, to my decydujemy jakimi drogami pójdziemy w danych nam warunkach. Ostatecznie oczywiście od samego czytelnika zależy, jakie odpowiedzi znajdzie w tej historii i to właśnie jest piękne - mnogość interpretacji, jakie otaczają tę opowieść. Drugi temat, który został pięknie poruszony to oczywiście miłość - to jak różne może mieć oblicza, jak odmiennie możemy ją postrzegać i dlaczego tak naprawdę kogoś kochamy... Bo widzi w nas prawdę? Bo jest w stanie nas dostrzec i wypowiadając nasze imię zawrzeć w nim całą naszą historię? W historii Addie odpowiedzi te pytania są bardziej dosłowne, ale gdy przeniesiemy je do naszego życia cały czas są prawdziwe, poruszają serca i ukazują nam piękny, choć często bolesny obraz miłości. Jestem absolutnie oczarowana tym, jakich bohaterów wykreowała autorka. Pomimo tego, że to Addie jest zdecydowanie główną bohaterką, to w momencie, gdy spotykamy Henry’ego staje się on równorzędną postacią, równie dobrze skonstruowaną, ze złożonym charakterem i niełatwą przeszłością. Od początku wiemy, że Addie jest wyjątkowa, wiemy czego pragnęła i jaką cenę za to zapłaciła. Jest fascynującą bohaterką, która dzień po dniu uczy się jak żyć z ciężarem jakim jest zapomnienie, jak odnajdować luki w jej klatce - pokazuje tym swoją siłę, wytrwałość, determinację, miłość do życia i świata. Jednocześnie jest wiele momentów, które ją łamią, momentów słabości, kiedy jest bardzo bliska oddania swej duszy, by już dłużej nie cierpieć, co czyni z niej postać wiarygodną, bliską, taką, której pragniemy kibicować. Za to Henry jest dla nas, podobnie jak dla Addie, tajemnicą. Dopiero kartka po kartce odkrywamy jego przeszłość, poznajemy jego trudności, wchodzimy w jego umysł, który często jest ponurym miejscem. Bardzo zżyłam się zarówno z Addie, jak i z Henrym, z każdym z nich utożsamiałam się na pewnym poziomie. Młoda Addie miała bardzo podobne pragnienia do moich, podobny sposób patrzenia na otaczający ją świat, a pewien intymny element jej osobowości tak bardzo przypominał mi samą siebie, że podczas lektury aż popłynęły mi łzy z oczu. Henry za to miał wiele podobnych cech charakteru co ja, targały nim podobne zmartwienia, obawy - np. bał się, że nigdy nie odnajdzie swojej drogi, nie był w stanie wybrać czegoś, w czym chciałby być dobry, nigdy nie poczuł powołania do konkretnych działań - tak bardzo rozumiałam jego uczucia, wiele fragmentów opisujących jego przeżycia na długo zostanie mi w pamięci. Oczywiście oprócz tego mamy jeszcze tajemniczego Luka, o którym nie chcę Wam zbyt dużo mówić. Ale jego kreacja wywarła na mnie podobnie mocne wrażenie, byłam w stanie wyczuć jego specyficzną obecność, zobaczyć go oczami Addie i podjąć próbę zrozumienia go. Relacje między postaciami były pełne emocji, napięcia, obserwowałam ich rozwój z ogromnym zaangażowaniem. Jestem pewna, że Was też to pochłonie i ponownie każdy będzie pewnie widział je inaczej, pochylał się ku różnym punktom widzenia. Jest jeszcze zakończenie, które uważam za świetne, kropka (a raczej wielokropek) została postawiona w bardzo dobrym momencie. Te zakończenie pokazuje, że przedstawienie nigdy się nie kończy, że gra cały czas trwa i nigdy nie możemy być pewni kto zwycięży - możemy jedynie uczyć się, jak się w niej coraz lepiej poruszać. Chciałabym jeszcze wiele powiedzieć, chociażby o unikatowym klimacie tego tytułu, ale ta recenzja już i tak jest bardzo długa, a chcę też, abyście wiele odkryli sami, bo wtedy najwięcej z tego wyciągnięcie. Poznajcie historię Addie, bo naprawdę warto. To książka, która z jednej strony jest bardzo smutna, bolesna, a z drugiej daje nadzieję na lepsze jutro i ukazuje jak można czerpać radość i dobro z życia, w każdej sytuacji!
5

Martyna Brzostek

05.04.2021

Zapewne słyszeliście już ogrom zachwytów o tym bestsellerze, zarówno za granicą, jak i na rodzimym podwórku. Ja w tej opinii
tylko się do nich dołączę, bo dzieło V.E. Schwab to naprawdę wyjątkowa opowieść. To historia, którą można rozpatrywać na wielu poziomach, wracać do niej, rozmyślać o tym, co chce przekazać. Chciałabym najlepiej jak potrafię zachęcić Was do jej przeczytania i przedstawić co mnie najbardziej zachwyciło, co szczerze chwyciło mnie za serce. Historia życia Addie skłania do wielu refleksji, zmusza nas do zastanowienia się nad kwestiami, o których nieczęsto myślimy. Najważniejsze pytanie jakie stawia brzmi: Jeżeli nikt Cię nie pamięta, to czy naprawdę żyjesz? Czy żyjesz, jeżeli nie jesteś w stanie pozostawić po sobie żadnego śladu? Co tak naprawdę oznacza pełne życie, pełna wolność i czy aby na pewno powinniśmy jej pragnąć? W końcu nie bez powodu mówi się: uważaj o czym marzysz, bo marzenia mogą się spełnić... Oczywiście, w rzeczywistym świecie takie pakty z diabłem nie byłyby możliwe, ale wielu z nas na pewno często dopada żal związany z tym, że nie zapiszemy się w historii, że wiedziemy normalne życie, o którym mało kto będzie pamiętał. I ta książka odpowiada na ten żal, pokazuje, że każde życie może być piękne, to my decydujemy jakimi drogami pójdziemy w danych nam warunkach. Ostatecznie oczywiście od samego czytelnika zależy, jakie odpowiedzi znajdzie w tej historii i to właśnie jest piękne - mnogość interpretacji, jakie otaczają tę opowieść. Drugi temat, który został pięknie poruszony to oczywiście miłość - to jak różne może mieć oblicza, jak odmiennie możemy ją postrzegać i dlaczego tak naprawdę kogoś kochamy... Bo widzi w nas prawdę? Bo jest w stanie nas dostrzec i wypowiadając nasze imię zawrzeć w nim całą naszą historię? W historii Addie odpowiedzi te pytania są bardziej dosłowne, ale gdy przeniesiemy je do naszego życia cały czas są prawdziwe, poruszają serca i ukazują nam piękny, choć często bolesny obraz miłości. Jestem absolutnie oczarowana tym, jakich bohaterów wykreowała autorka. Pomimo tego, że to Addie jest zdecydowanie główną bohaterką, to w momencie, gdy spotykamy Henry’ego staje się on równorzędną postacią, równie dobrze skonstruowaną, ze złożonym charakterem i niełatwą przeszłością. Od początku wiemy, że Addie jest wyjątkowa, wiemy czego pragnęła i jaką cenę za to zapłaciła. Jest fascynującą bohaterką, która dzień po dniu uczy się jak żyć z ciężarem jakim jest zapomnienie, jak odnajdować luki w jej klatce - pokazuje tym swoją siłę, wytrwałość, determinację, miłość do życia i świata. Jednocześnie jest wiele momentów, które ją łamią, momentów słabości, kiedy jest bardzo bliska oddania swej duszy, by już dłużej nie cierpieć, co czyni z niej postać wiarygodną, bliską, taką, której pragniemy kibicować. Za to Henry jest dla nas, podobnie jak dla Addie, tajemnicą. Dopiero kartka po kartce odkrywamy jego przeszłość, poznajemy jego trudności, wchodzimy w jego umysł, który często jest ponurym miejscem. Bardzo zżyłam się zarówno z Addie, jak i z Henrym, z każdym z nich utożsamiałam się na pewnym poziomie. Młoda Addie miała bardzo podobne pragnienia do moich, podobny sposób patrzenia na otaczający ją świat, a pewien intymny element jej osobowości tak bardzo przypominał mi samą siebie, że podczas lektury aż popłynęły mi łzy z oczu. Henry za to miał wiele podobnych cech charakteru co ja, targały nim podobne zmartwienia, obawy - np. bał się, że nigdy nie odnajdzie swojej drogi, nie był w stanie wybrać czegoś, w czym chciałby być dobry, nigdy nie poczuł powołania do konkretnych działań - tak bardzo rozumiałam jego uczucia, wiele fragmentów opisujących jego przeżycia na długo zostanie mi w pamięci. Oczywiście oprócz tego mamy jeszcze tajemniczego Luka, o którym nie chcę Wam zbyt dużo mówić. Ale jego kreacja wywarła na mnie podobnie mocne wrażenie, byłam w stanie wyczuć jego specyficzną obecność, zobaczyć go oczami Addie i podjąć próbę zrozumienia go. Relacje między postaciami były pełne emocji, napięcia, obserwowałam ich rozwój z ogromnym zaangażowaniem. Jestem pewna, że Was też to pochłonie i ponownie każdy będzie pewnie widział je inaczej, pochylał się ku różnym punktom widzenia. Jest jeszcze zakończenie, które uważam za świetne, kropka (a raczej wielokropek) została postawiona w bardzo dobrym momencie. Te zakończenie pokazuje, że przedstawienie nigdy się nie kończy, że gra cały czas trwa i nigdy nie możemy być pewni kto zwycięży - możemy jedynie uczyć się, jak się w niej coraz lepiej poruszać. Chciałabym jeszcze wiele powiedzieć, chociażby o unikatowym klimacie tego tytułu, ale ta recenzja już i tak jest bardzo długa, a chcę też, abyście wiele odkryli sami, bo wtedy najwięcej z tego wyciągnięcie. Poznajcie historię Addie, bo naprawdę warto. To książka, która z jednej strony jest bardzo smutna, bolesna, a z drugiej daje nadzieję na lepsze jutro i ukazuje jak można czerpać radość i dobro z życia, w każdej sytuacji!
5

Martyna Brzostek

05.04.2021

Zapewne słyszeliście już ogrom zachwytów o tym bestsellerze, zarówno za granicą, jak i na rodzimym podwórku. Ja w tej opinii
tylko się do nich dołączę, bo dzieło V.E. Schwab to naprawdę wyjątkowa opowieść. To historia, którą można rozpatrywać na wielu poziomach, wracać do niej, rozmyślać o tym, co chce przekazać. Chciałabym najlepiej jak potrafię zachęcić Was do jej przeczytania i przedstawić co mnie najbardziej zachwyciło, co szczerze chwyciło mnie za serce. Historia życia Addie skłania do wielu refleksji, zmusza nas do zastanowienia się nad kwestiami, o których nieczęsto myślimy. Najważniejsze pytanie jakie stawia brzmi: Jeżeli nikt Cię nie pamięta, to czy naprawdę żyjesz? Czy żyjesz, jeżeli nie jesteś w stanie pozostawić po sobie żadnego śladu? Co tak naprawdę oznacza pełne życie, pełna wolność i czy aby na pewno powinniśmy jej pragnąć? W końcu nie bez powodu mówi się: uważaj o czym marzysz, bo marzenia mogą się spełnić... Oczywiście, w rzeczywistym świecie takie pakty z diabłem nie byłyby możliwe, ale wielu z nas na pewno często dopada żal związany z tym, że nie zapiszemy się w historii, że wiedziemy normalne życie, o którym mało kto będzie pamiętał. I ta książka odpowiada na ten żal, pokazuje, że każde życie może być piękne, to my decydujemy jakimi drogami pójdziemy w danych nam warunkach. Ostatecznie oczywiście od samego czytelnika zależy, jakie odpowiedzi znajdzie w tej historii i to właśnie jest piękne - mnogość interpretacji, jakie otaczają tę opowieść. Drugi temat, który został pięknie poruszony to oczywiście miłość - to jak różne może mieć oblicza, jak odmiennie możemy ją postrzegać i dlaczego tak naprawdę kogoś kochamy... Bo widzi w nas prawdę? Bo jest w stanie nas dostrzec i wypowiadając nasze imię zawrzeć w nim całą naszą historię? W historii Addie odpowiedzi te pytania są bardziej dosłowne, ale gdy przeniesiemy je do naszego życia cały czas są prawdziwe, poruszają serca i ukazują nam piękny, choć często bolesny obraz miłości. Jestem absolutnie oczarowana tym, jakich bohaterów wykreowała autorka. Pomimo tego, że to Addie jest zdecydowanie główną bohaterką, to w momencie, gdy spotykamy Henry’ego staje się on równorzędną postacią, równie dobrze skonstruowaną, ze złożonym charakterem i niełatwą przeszłością. Od początku wiemy, że Addie jest wyjątkowa, wiemy czego pragnęła i jaką cenę za to zapłaciła. Jest fascynującą bohaterką, która dzień po dniu uczy się jak żyć z ciężarem jakim jest zapomnienie, jak odnajdować luki w jej klatce - pokazuje tym swoją siłę, wytrwałość, determinację, miłość do życia i świata. Jednocześnie jest wiele momentów, które ją łamią, momentów słabości, kiedy jest bardzo bliska oddania swej duszy, by już dłużej nie cierpieć, co czyni z niej postać wiarygodną, bliską, taką, której pragniemy kibicować. Za to Henry jest dla nas, podobnie jak dla Addie, tajemnicą. Dopiero kartka po kartce odkrywamy jego przeszłość, poznajemy jego trudności, wchodzimy w jego umysł, który często jest ponurym miejscem. Bardzo zżyłam się zarówno z Addie, jak i z Henrym, z każdym z nich utożsamiałam się na pewnym poziomie. Młoda Addie miała bardzo podobne pragnienia do moich, podobny sposób patrzenia na otaczający ją świat, a pewien intymny element jej osobowości tak bardzo przypominał mi samą siebie, że podczas lektury aż popłynęły mi łzy z oczu. Henry za to miał wiele podobnych cech charakteru co ja, targały nim podobne zmartwienia, obawy - np. bał się, że nigdy nie odnajdzie swojej drogi, nie był w stanie wybrać czegoś, w czym chciałby być dobry, nigdy nie poczuł powołania do konkretnych działań - tak bardzo rozumiałam jego uczucia, wiele fragmentów opisujących jego przeżycia na długo zostanie mi w pamięci. Oczywiście oprócz tego mamy jeszcze tajemniczego Luka, o którym nie chcę Wam zbyt dużo mówić. Ale jego kreacja wywarła na mnie podobnie mocne wrażenie, byłam w stanie wyczuć jego specyficzną obecność, zobaczyć go oczami Addie i podjąć próbę zrozumienia go. Relacje między postaciami były pełne emocji, napięcia, obserwowałam ich rozwój z ogromnym zaangażowaniem. Jestem pewna, że Was też to pochłonie i ponownie każdy będzie pewnie widział je inaczej, pochylał się ku różnym punktom widzenia. Jest jeszcze zakończenie, które uważam za świetne, kropka (a raczej wielokropek) została postawiona w bardzo dobrym momencie. Te zakończenie pokazuje, że przedstawienie nigdy się nie kończy, że gra cały czas trwa i nigdy nie możemy być pewni kto zwycięży - możemy jedynie uczyć się, jak się w niej coraz lepiej poruszać. Chciałabym jeszcze wiele powiedzieć, chociażby o unikatowym klimacie tego tytułu, ale ta recenzja już i tak jest bardzo długa, a chcę też, abyście wiele odkryli sami, bo wtedy najwięcej z tego wyciągnięcie. Poznajcie historię Addie, bo naprawdę warto. To książka, która z jednej strony jest bardzo smutna, bolesna, a z drugiej daje nadzieję na lepsze jutro i ukazuje jak można czerpać radość i dobro z życia, w każdej sytuacji!
5

Elinor D.

26.02.2021

Ta książka to niesamowita, efemeryczna, melodyjna podróż przez czas, miejsca, emocje, marzenia i pragnienia. Jest przepełniona tęsknotą i miłością, szczęściem
i trudnościami. Jak duża jest ceną naszych marzeń i pragnień, czy my ja w ogóle znamy?
5

Aleksandra Bienio

17.02.2021

Wolność. Nie ma co ukrywać, że większość z nas jest więźniami codzienności. Pochłonięci własnymi sprawami, przyziemnymi obowiązkami, nawet nie dostrzegamy
tego, jak często skupiamy się jedynie na obowiązkach. Przesiąknięci pracą, zaangażowani po całości, nieraz porzucamy przyjemności, byle sprostać życiowym wyzwaniom. Wizja pochłaniania kolejnej ciekawej książki czy nadrabiania zaległości serialowych odchodzi w zapomnienie, kiedy wspinamy się po szczeblach kariery lub staramy sprostać wymaganiom, jakie narzuca nam szkoła czy rodzina. A kiedy jeszcze dochodzą kolejne przeciwności losu, wtedy już – obarczeni tak sporym ciężarem – nieraz błagamy o to, aby doba miała więcej godzin, byle znaleźć choćby kwadrans na odpoczynek. Na zregenerowanie sił, by ponownie stanąć do walki. A gdyby tak było nam dane uwolnić się od tego wszystkiego. Wyzwolić od nadmiaru obowiązków czy zobowiązań. Jak wiele byśmy byli w stanie oddać, aby zyskać skrzydła i wzlecieć w niebo, mogąc wreszcie wziąć głęboki wdech? KIEDYŚ ŻYŁA SOBIE DZIEWCZYNA, KTÓRA NIE CHCIAŁA WYJŚĆ ZA MĄŻ. ABY TEMU ZAPOBIEC, ZAWARŁA PAKT Z SAMYM DIABŁEM, JESZCZE NIE WIEDZĄC, NA CO SIĘ PISZE… Adeline LaRue była marzycielką. Łaknąca zupełnie innego życia niż jej rówieśnice, często bujała z głową w chmurach, odsuwając od siebie wizję zamążpójścia i urodzenia dzieci, doprowadzając do rozpaczy najbliższych. Pragnąca życia dla samej siebie, bez zobowiązań, nie mogła przewidzieć, że jej dni wolności biegną ku końcowi. Wizja „zniewolenia” spowodowała, że sprzedała duszę diabłu, i to za wysoką cenę. Zdjęto z niej jedne kajdany, lecz założono kolejne – nikt nie miał prawa jej zapamiętać. Wymazana z życia każdego, kto był jej bliski, pozostawiona samej sobie. Żyjąca jak duch pomiędzy ludźmi, do których lgnęła, łaknąc bliskości, lecz każda kolejna zapoznana osoba lada moment uznawała ją za uroczą nieznajomą. Czy taka egzystencja miała jakikolwiek sens? Po książki pani Schwab zaczynam już sięgać w ciemno. Twórczyni pozornie błahych, choć niezwykle skomplikowanych historii jest niczym syrena, kusząca swym pisarskim śpiewem. Pieśnią, która chwyta za serce i trzyma je, odczuwając każde mocniejsze uderzenie. A trzeba przyznać, że przy „Niewidzialnym życiu Addie LaRue” nie zwalniało ono tempa. Może nie zaznamy tutaj wszelkiego typu wybuchowych wyścigów (choć nie obyło się bez szaleństw), gdzie zapach wyimaginowanego dymu wkradałby się do nosa, jednak nawet najzwyklejsze czynności, jakie miały tutaj miejsce, trzymały w napięciu. Podążając śladem Addie, przemierzałam współczesne ulice Nowego Jorku, ale nie tylko. Autorka raz po raz przenosiła nas do przeszłości, do miejsc, gdzie nasza bohaterka stawiała pierwsze kroki w nowej dla siebie rzeczywistości. Ukazywała jej walkę o bycie zapamiętaną, co w związku z klątwą było wręcz niemożliwe, przez co z trudem zachowywała trzeźwość umysłu. Przemykanie między sobą zobojętnienia i wieków praktyki z nowicjatem i nieumiejętnym kierowaniem własnego życia nadawało rytm powieści, a towarzyszący przy tym ludzie ofiarowywało jej nowych kształtów. Niezależnie od stażu znajomości, wnosili coś nowego do egzystencji Adeline, pokazując jej, w jakim kierunku mogłaby podążać, by wytrzymać. Aby coraz lepiej znosić wszelkie upadki. Obserwowałam to jak szalona stalkerka, łaknąca wiedzieć więcej i więcej. Jasne, części zdarzeń zdołałam się domyślić, nim te weszły do gry, lecz bywałam też zaskakiwana obrotami spraw. „Pewniaki” zdzierały maski, aby ukazać właściwe twarze. Ale ani trochę nie czułam się tym zniesmaczona. Co więcej, cieszyło mnie to. W normalnym świecie nie znoszę niespodzianek, lecz te serwowane w literaturze, na dodatek smakowite i dobrze skomponowane na pisarskim talerzu, przyjmuję z uśmiechem. Dzięki temu jest ta nutka zdrowego zawodu, gdzie jednak pozostaje radość, że jednak można było obrać zupełnie inny kierunek, nadając czemuś inny wydźwięk. Sceneria, a raczej scenerie, bo jednak dobrze znana współczesność miesza się z przeszłymi krajobrazami Francji czy Włoch, ubiegłymi budowlami, gdzie większość z nich zmieniła swój wygląd lub po prostu przestała istnieć, również odgrywały tutaj kluczową rolę. Nawet najlepsza ścieżka fabularna, pozbawiona dopracowanego tła, się nie wybroni, ale przy tej książce nie ma czym się martwić. Pani Schwab dobrze odwzorowała ówczesne epoki i wieki, naznaczając je ich charakterystycznymi znakami. Pozwala im powrócić na salony, dając bohaterce możliwość też zapoznania się z ich pięknem, a zarazem okrucieństwem. Możemy przeżywać rozwój technologii, doglądać zmian w modzie, ale też widzimy, jak zmiany poglądowe oddziaływały na dzieje ludzkości. Wpływało to na jej losy, pozwalało uwierzyć, iż wieczne życie jest piękne lub też, że jest ono największą zmorą, z jaką musi się mierzyć, gdzie w połączeniu z zapomnieniem tworzyło toksyczną mieszankę... CZEŚĆ, ANNE/ADRIENNE/HELEN… MIŁO CIĘ POZNAĆ… PRZEPRASZAM, KIM PANI JEST? ANNE/ADRIENNE/HELEN? CUDOWNIE CIĘ POZNAĆ!… KIM PANI... Addie LaRue to dziewczyna, która – choć przeżyła trzy wieki – nadal ma w sobie sporo młodzieńczych akcentów. Pomijając już wygląd, gdzie ten stanął w miejscu w dniu zawarcia paktu, jednakże nadal odzywa się w niej natura zbuntowanej nastolatki. Pragnąca żyć po swojemu, skuszona wizją świata, gdzie nie jest czyjąś własnością, staje się marionetką w rękach chcącego jej uległości diabła. A ona, choć poddawana wielu ciężkim próbom, udowadniała, że zawsze warto walczyć o to, co jest dla nas ważne. Przeżywająca wiele przygód, podróżująca między ważnymi osobistościami, zaznająca smaku bogactw i biedy, hartowała się, nabywając nowe doświadczenia, ale też zdobywając cenną wiedzę. Wiedzę oraz praktyki, które można wykorzystać w mniej lub bardziej sprytny sposób... Neil Gaiman w swojej rekomendacji napisał, iż: „Jako bohaterka skazana na bycie niezauważoną, Addie LaRue jest postacią, którą niezwykle trudno zapomnieć…”. Ciężko się z tym nie zgodzić. Jej postawa oraz charakter przykuwają uwagę, sprawiają, że chce się ją znacznie lepiej poznać. Pierwsze kroki dziewczyny przypominały spacer po linie zawieszonej paręnaście metrów nad ziemią, lecz ta powoli się zniżała, umożliwiając śmielsze poczynania. Zaradna, nieco samotna w tłumie, wzbudzała wiele uczuć, w tym najmocniej współczucie. Choć sama nie lubię być zauważana, to nie wyobrażam sobie, żeby moi przyjaciele, tak z dnia na dzień, uznali mnie za nieznajomą. Żeby zostać wymazaną z drzewa genealogicznego rodziny i zostać samą jak palec. Zapewne próbowałabym tych samych sztuczek, co Addie, lecz nie wiem, czy byłabym tak wytrwała, jak ona. Ogromnie jej zazdroszczę tego samozaparcia! Natomiast co mogę powiedzieć o Henrym, który jako pierwszy od niepamiętnych czasów zdołał ją zapamiętać? Cóż… nie było w nim nic szczególnego. Przeciętny dwudziestoparolatek, nieumiejący odnaleźć własnej ścieżki, niemogący dojść do porozumienia z własną rodziną. Po prostu zwykły szaraczek, jakich wiele w literaturze, stanowiących idealne tło dla barwniejszych postaci. Tyle że nawet jego kreacja, choć wydawałoby się to czasami niemożliwe, jest w stanie skupić naszą uwagę, by móc odkryć, czy faktycznie nie ma nic do zaprezentowania. Inaczej już było z naszym podstępnym cieniem. Luc, chytrus jakich mało, od początku kreowany na czarny charakter, doskonale wypełniał swoją rolę. Trzymający w garści wiele istnień, podążający za Addie, kuszący ją uwolnieniem od męki zwanej wiecznym życiem, pojawiał się i znikał, lecz każde jego wejście miało w sobie coś iście kinowego. Nie pozwalał sobie na tandetę. Co to, to nie. Niczym wybitny aktor, idealnie odtwarzał wymarzone role, odczuwając przy tym sporą satysfakcję. Zmienny jak pogoda, wprowadzał chaos, ale też swego rodzaju porządek. Jak tylko się pojawiał, wiedziałam, że na pewno nie będzie nudno, a gdy tylko zwinie żagle, pozostawi po sobie intrygujące, wręcz spalające wspomnienia… Przy nim było zgoła inaczej niż przy Henrym. Choć obaj panowie reprezentowali jakąś stronę (Henry pomagał utrzymać Addie przy ziemi, ukazując, że nadal tkwi w niej człowieczeństwo, raz za razem jej to udowadniając, kiedy ten próbował zwieść na manowce naszą bohaterkę), to ta od Luca, ta mroczniejsza, bardziej do mnie przemawiała. Przy niej czuło się iście „Schwabowski” klimat. Ten, do którego zdołała nas przyzwyczaić! Podsumowując. Nikt z nas nie pragnie zostać zapomnianym. Choć jest wiele osób, które próbują zostać niezauważone, to w głębi serca pragną pozostać coś po sobie, by jednak ich imię oraz stworzone przez nich dzieła nadal przywoływały ich ducha. Zapomnienie to morderstwo bez wykrycia winnego, dlatego też w pełni pojmowałam, czemu Addie LaRue tak walczy ze swoją klątwą. I choć u innych bywała wytarta ze wspomnień, ja nie zdołam tak szybko o niej zapomnieć. Charakterystyczna buntowniczka, skłonna znieść wiele złego, aby dopiąć swego. Stanowcza, twarda, choć niepewna i krucha zarazem. „Niewidzialne życie Addie LaRue” jest obecnie mocno popularną książką w social mediach i wcale się temu nie dziwię. Ta historia zasługuje na tak szeroki rozgłos, nie tylko ze względu na to, że jej twórczynią jest sama V. E. Schwab. Choć motyw zapominania czyjejś twarzy i poznawania kogoś na nowo nie jest czymś nowym, to tej autorce udało się przedstawić go w nowym świetle, nadając jej zapierających dech akcentów, dzięki którym aż chce się czytać, czytać i czytać. Sama nie mogłam wyzwolić się od tej książki i coś czuję, że jeszcze przez kilka ładnych tygodni będzie za mną chodzić. Kto wie, a nuż postanowię ponownie zanurzyć się w ten świat, by przeżyć to raz jeszcze?
5

Aleksandra Bienio

17.02.2021

Wolność. Nie ma co ukrywać, że większość z nas jest więźniami codzienności. Pochłonięci własnymi sprawami, przyziemnymi obowiązkami, nawet nie dostrzegamy
tego, jak często skupiamy się jedynie na obowiązkach. Przesiąknięci pracą, zaangażowani po całości, nieraz porzucamy przyjemności, byle sprostać życiowym wyzwaniom. Wizja pochłaniania kolejnej ciekawej książki czy nadrabiania zaległości serialowych odchodzi w zapomnienie, kiedy wspinamy się po szczeblach kariery lub staramy sprostać wymaganiom, jakie narzuca nam szkoła czy rodzina. A kiedy jeszcze dochodzą kolejne przeciwności losu, wtedy już – obarczeni tak sporym ciężarem – nieraz błagamy o to, aby doba miała więcej godzin, byle znaleźć choćby kwadrans na odpoczynek. Na zregenerowanie sił, by ponownie stanąć do walki. A gdyby tak było nam dane uwolnić się od tego wszystkiego. Wyzwolić od nadmiaru obowiązków czy zobowiązań. Jak wiele byśmy byli w stanie oddać, aby zyskać skrzydła i wzlecieć w niebo, mogąc wreszcie wziąć głęboki wdech? KIEDYŚ ŻYŁA SOBIE DZIEWCZYNA, KTÓRA NIE CHCIAŁA WYJŚĆ ZA MĄŻ. ABY TEMU ZAPOBIEC, ZAWARŁA PAKT Z SAMYM DIABŁEM, JESZCZE NIE WIEDZĄC, NA CO SIĘ PISZE… Adeline LaRue była marzycielką. Łaknąca zupełnie innego życia niż jej rówieśnice, często bujała z głową w chmurach, odsuwając od siebie wizję zamążpójścia i urodzenia dzieci, doprowadzając do rozpaczy najbliższych. Pragnąca życia dla samej siebie, bez zobowiązań, nie mogła przewidzieć, że jej dni wolności biegną ku końcowi. Wizja „zniewolenia” spowodowała, że sprzedała duszę diabłu, i to za wysoką cenę. Zdjęto z niej jedne kajdany, lecz założono kolejne – nikt nie miał prawa jej zapamiętać. Wymazana z życia każdego, kto był jej bliski, pozostawiona samej sobie. Żyjąca jak duch pomiędzy ludźmi, do których lgnęła, łaknąc bliskości, lecz każda kolejna zapoznana osoba lada moment uznawała ją za uroczą nieznajomą. Czy taka egzystencja miała jakikolwiek sens? Po książki pani Schwab zaczynam już sięgać w ciemno. Twórczyni pozornie błahych, choć niezwykle skomplikowanych historii jest niczym syrena, kusząca swym pisarskim śpiewem. Pieśnią, która chwyta za serce i trzyma je, odczuwając każde mocniejsze uderzenie. A trzeba przyznać, że przy „Niewidzialnym życiu Addie LaRue” nie zwalniało ono tempa. Może nie zaznamy tutaj wszelkiego typu wybuchowych wyścigów (choć nie obyło się bez szaleństw), gdzie zapach wyimaginowanego dymu wkradałby się do nosa, jednak nawet najzwyklejsze czynności, jakie miały tutaj miejsce, trzymały w napięciu. Podążając śladem Addie, przemierzałam współczesne ulice Nowego Jorku, ale nie tylko. Autorka raz po raz przenosiła nas do przeszłości, do miejsc, gdzie nasza bohaterka stawiała pierwsze kroki w nowej dla siebie rzeczywistości. Ukazywała jej walkę o bycie zapamiętaną, co w związku z klątwą było wręcz niemożliwe, przez co z trudem zachowywała trzeźwość umysłu. Przemykanie między sobą zobojętnienia i wieków praktyki z nowicjatem i nieumiejętnym kierowaniem własnego życia nadawało rytm powieści, a towarzyszący przy tym ludzie ofiarowywało jej nowych kształtów. Niezależnie od stażu znajomości, wnosili coś nowego do egzystencji Adeline, pokazując jej, w jakim kierunku mogłaby podążać, by wytrzymać. Aby coraz lepiej znosić wszelkie upadki. Obserwowałam to jak szalona stalkerka, łaknąca wiedzieć więcej i więcej. Jasne, części zdarzeń zdołałam się domyślić, nim te weszły do gry, lecz bywałam też zaskakiwana obrotami spraw. „Pewniaki” zdzierały maski, aby ukazać właściwe twarze. Ale ani trochę nie czułam się tym zniesmaczona. Co więcej, cieszyło mnie to. W normalnym świecie nie znoszę niespodzianek, lecz te serwowane w literaturze, na dodatek smakowite i dobrze skomponowane na pisarskim talerzu, przyjmuję z uśmiechem. Dzięki temu jest ta nutka zdrowego zawodu, gdzie jednak pozostaje radość, że jednak można było obrać zupełnie inny kierunek, nadając czemuś inny wydźwięk. Sceneria, a raczej scenerie, bo jednak dobrze znana współczesność miesza się z przeszłymi krajobrazami Francji czy Włoch, ubiegłymi budowlami, gdzie większość z nich zmieniła swój wygląd lub po prostu przestała istnieć, również odgrywały tutaj kluczową rolę. Nawet najlepsza ścieżka fabularna, pozbawiona dopracowanego tła, się nie wybroni, ale przy tej książce nie ma czym się martwić. Pani Schwab dobrze odwzorowała ówczesne epoki i wieki, naznaczając je ich charakterystycznymi znakami. Pozwala im powrócić na salony, dając bohaterce możliwość też zapoznania się z ich pięknem, a zarazem okrucieństwem. Możemy przeżywać rozwój technologii, doglądać zmian w modzie, ale też widzimy, jak zmiany poglądowe oddziaływały na dzieje ludzkości. Wpływało to na jej losy, pozwalało uwierzyć, iż wieczne życie jest piękne lub też, że jest ono największą zmorą, z jaką musi się mierzyć, gdzie w połączeniu z zapomnieniem tworzyło toksyczną mieszankę... CZEŚĆ, ANNE/ADRIENNE/HELEN… MIŁO CIĘ POZNAĆ… PRZEPRASZAM, KIM PANI JEST? ANNE/ADRIENNE/HELEN? CUDOWNIE CIĘ POZNAĆ!… KIM PANI... Addie LaRue to dziewczyna, która – choć przeżyła trzy wieki – nadal ma w sobie sporo młodzieńczych akcentów. Pomijając już wygląd, gdzie ten stanął w miejscu w dniu zawarcia paktu, jednakże nadal odzywa się w niej natura zbuntowanej nastolatki. Pragnąca żyć po swojemu, skuszona wizją świata, gdzie nie jest czyjąś własnością, staje się marionetką w rękach chcącego jej uległości diabła. A ona, choć poddawana wielu ciężkim próbom, udowadniała, że zawsze warto walczyć o to, co jest dla nas ważne. Przeżywająca wiele przygód, podróżująca między ważnymi osobistościami, zaznająca smaku bogactw i biedy, hartowała się, nabywając nowe doświadczenia, ale też zdobywając cenną wiedzę. Wiedzę oraz praktyki, które można wykorzystać w mniej lub bardziej sprytny sposób... Neil Gaiman w swojej rekomendacji napisał, iż: „Jako bohaterka skazana na bycie niezauważoną, Addie LaRue jest postacią, którą niezwykle trudno zapomnieć…”. Ciężko się z tym nie zgodzić. Jej postawa oraz charakter przykuwają uwagę, sprawiają, że chce się ją znacznie lepiej poznać. Pierwsze kroki dziewczyny przypominały spacer po linie zawieszonej paręnaście metrów nad ziemią, lecz ta powoli się zniżała, umożliwiając śmielsze poczynania. Zaradna, nieco samotna w tłumie, wzbudzała wiele uczuć, w tym najmocniej współczucie. Choć sama nie lubię być zauważana, to nie wyobrażam sobie, żeby moi przyjaciele, tak z dnia na dzień, uznali mnie za nieznajomą. Żeby zostać wymazaną z drzewa genealogicznego rodziny i zostać samą jak palec. Zapewne próbowałabym tych samych sztuczek, co Addie, lecz nie wiem, czy byłabym tak wytrwała, jak ona. Ogromnie jej zazdroszczę tego samozaparcia! Natomiast co mogę powiedzieć o Henrym, który jako pierwszy od niepamiętnych czasów zdołał ją zapamiętać? Cóż… nie było w nim nic szczególnego. Przeciętny dwudziestoparolatek, nieumiejący odnaleźć własnej ścieżki, niemogący dojść do porozumienia z własną rodziną. Po prostu zwykły szaraczek, jakich wiele w literaturze, stanowiących idealne tło dla barwniejszych postaci. Tyle że nawet jego kreacja, choć wydawałoby się to czasami niemożliwe, jest w stanie skupić naszą uwagę, by móc odkryć, czy faktycznie nie ma nic do zaprezentowania. Inaczej już było z naszym podstępnym cieniem. Luc, chytrus jakich mało, od początku kreowany na czarny charakter, doskonale wypełniał swoją rolę. Trzymający w garści wiele istnień, podążający za Addie, kuszący ją uwolnieniem od męki zwanej wiecznym życiem, pojawiał się i znikał, lecz każde jego wejście miało w sobie coś iście kinowego. Nie pozwalał sobie na tandetę. Co to, to nie. Niczym wybitny aktor, idealnie odtwarzał wymarzone role, odczuwając przy tym sporą satysfakcję. Zmienny jak pogoda, wprowadzał chaos, ale też swego rodzaju porządek. Jak tylko się pojawiał, wiedziałam, że na pewno nie będzie nudno, a gdy tylko zwinie żagle, pozostawi po sobie intrygujące, wręcz spalające wspomnienia… Przy nim było zgoła inaczej niż przy Henrym. Choć obaj panowie reprezentowali jakąś stronę (Henry pomagał utrzymać Addie przy ziemi, ukazując, że nadal tkwi w niej człowieczeństwo, raz za razem jej to udowadniając, kiedy ten próbował zwieść na manowce naszą bohaterkę), to ta od Luca, ta mroczniejsza, bardziej do mnie przemawiała. Przy niej czuło się iście „Schwabowski” klimat. Ten, do którego zdołała nas przyzwyczaić! Podsumowując. Nikt z nas nie pragnie zostać zapomnianym. Choć jest wiele osób, które próbują zostać niezauważone, to w głębi serca pragną pozostać coś po sobie, by jednak ich imię oraz stworzone przez nich dzieła nadal przywoływały ich ducha. Zapomnienie to morderstwo bez wykrycia winnego, dlatego też w pełni pojmowałam, czemu Addie LaRue tak walczy ze swoją klątwą. I choć u innych bywała wytarta ze wspomnień, ja nie zdołam tak szybko o niej zapomnieć. Charakterystyczna buntowniczka, skłonna znieść wiele złego, aby dopiąć swego. Stanowcza, twarda, choć niepewna i krucha zarazem. „Niewidzialne życie Addie LaRue” jest obecnie mocno popularną książką w social mediach i wcale się temu nie dziwię. Ta historia zasługuje na tak szeroki rozgłos, nie tylko ze względu na to, że jej twórczynią jest sama V. E. Schwab. Choć motyw zapominania czyjejś twarzy i poznawania kogoś na nowo nie jest czymś nowym, to tej autorce udało się przedstawić go w nowym świetle, nadając jej zapierających dech akcentów, dzięki którym aż chce się czytać, czytać i czytać. Sama nie mogłam wyzwolić się od tej książki i coś czuję, że jeszcze przez kilka ładnych tygodni będzie za mną chodzić. Kto wie, a nuż postanowię ponownie zanurzyć się w ten świat, by przeżyć to raz jeszcze?
5

Aleksandra Bienio

17.02.2021

Wolność. Nie ma co ukrywać, że większość z nas jest więźniami codzienności. Pochłonięci własnymi sprawami, przyziemnymi obowiązkami, nawet nie dostrzegamy
tego, jak często skupiamy się jedynie na obowiązkach. Przesiąknięci pracą, zaangażowani po całości, nieraz porzucamy przyjemności, byle sprostać życiowym wyzwaniom. Wizja pochłaniania kolejnej ciekawej książki czy nadrabiania zaległości serialowych odchodzi w zapomnienie, kiedy wspinamy się po szczeblach kariery lub staramy sprostać wymaganiom, jakie narzuca nam szkoła czy rodzina. A kiedy jeszcze dochodzą kolejne przeciwności losu, wtedy już – obarczeni tak sporym ciężarem – nieraz błagamy o to, aby doba miała więcej godzin, byle znaleźć choćby kwadrans na odpoczynek. Na zregenerowanie sił, by ponownie stanąć do walki. A gdyby tak było nam dane uwolnić się od tego wszystkiego. Wyzwolić od nadmiaru obowiązków czy zobowiązań. Jak wiele byśmy byli w stanie oddać, aby zyskać skrzydła i wzlecieć w niebo, mogąc wreszcie wziąć głęboki wdech? KIEDYŚ ŻYŁA SOBIE DZIEWCZYNA, KTÓRA NIE CHCIAŁA WYJŚĆ ZA MĄŻ. ABY TEMU ZAPOBIEC, ZAWARŁA PAKT Z SAMYM DIABŁEM, JESZCZE NIE WIEDZĄC, NA CO SIĘ PISZE… Adeline LaRue była marzycielką. Łaknąca zupełnie innego życia niż jej rówieśnice, często bujała z głową w chmurach, odsuwając od siebie wizję zamążpójścia i urodzenia dzieci, doprowadzając do rozpaczy najbliższych. Pragnąca życia dla samej siebie, bez zobowiązań, nie mogła przewidzieć, że jej dni wolności biegną ku końcowi. Wizja „zniewolenia” spowodowała, że sprzedała duszę diabłu, i to za wysoką cenę. Zdjęto z niej jedne kajdany, lecz założono kolejne – nikt nie miał prawa jej zapamiętać. Wymazana z życia każdego, kto był jej bliski, pozostawiona samej sobie. Żyjąca jak duch pomiędzy ludźmi, do których lgnęła, łaknąc bliskości, lecz każda kolejna zapoznana osoba lada moment uznawała ją za uroczą nieznajomą. Czy taka egzystencja miała jakikolwiek sens? Po książki pani Schwab zaczynam już sięgać w ciemno. Twórczyni pozornie błahych, choć niezwykle skomplikowanych historii jest niczym syrena, kusząca swym pisarskim śpiewem. Pieśnią, która chwyta za serce i trzyma je, odczuwając każde mocniejsze uderzenie. A trzeba przyznać, że przy „Niewidzialnym życiu Addie LaRue” nie zwalniało ono tempa. Może nie zaznamy tutaj wszelkiego typu wybuchowych wyścigów (choć nie obyło się bez szaleństw), gdzie zapach wyimaginowanego dymu wkradałby się do nosa, jednak nawet najzwyklejsze czynności, jakie miały tutaj miejsce, trzymały w napięciu. Podążając śladem Addie, przemierzałam współczesne ulice Nowego Jorku, ale nie tylko. Autorka raz po raz przenosiła nas do przeszłości, do miejsc, gdzie nasza bohaterka stawiała pierwsze kroki w nowej dla siebie rzeczywistości. Ukazywała jej walkę o bycie zapamiętaną, co w związku z klątwą było wręcz niemożliwe, przez co z trudem zachowywała trzeźwość umysłu. Przemykanie między sobą zobojętnienia i wieków praktyki z nowicjatem i nieumiejętnym kierowaniem własnego życia nadawało rytm powieści, a towarzyszący przy tym ludzie ofiarowywało jej nowych kształtów. Niezależnie od stażu znajomości, wnosili coś nowego do egzystencji Adeline, pokazując jej, w jakim kierunku mogłaby podążać, by wytrzymać. Aby coraz lepiej znosić wszelkie upadki. Obserwowałam to jak szalona stalkerka, łaknąca wiedzieć więcej i więcej. Jasne, części zdarzeń zdołałam się domyślić, nim te weszły do gry, lecz bywałam też zaskakiwana obrotami spraw. „Pewniaki” zdzierały maski, aby ukazać właściwe twarze. Ale ani trochę nie czułam się tym zniesmaczona. Co więcej, cieszyło mnie to. W normalnym świecie nie znoszę niespodzianek, lecz te serwowane w literaturze, na dodatek smakowite i dobrze skomponowane na pisarskim talerzu, przyjmuję z uśmiechem. Dzięki temu jest ta nutka zdrowego zawodu, gdzie jednak pozostaje radość, że jednak można było obrać zupełnie inny kierunek, nadając czemuś inny wydźwięk. Sceneria, a raczej scenerie, bo jednak dobrze znana współczesność miesza się z przeszłymi krajobrazami Francji czy Włoch, ubiegłymi budowlami, gdzie większość z nich zmieniła swój wygląd lub po prostu przestała istnieć, również odgrywały tutaj kluczową rolę. Nawet najlepsza ścieżka fabularna, pozbawiona dopracowanego tła, się nie wybroni, ale przy tej książce nie ma czym się martwić. Pani Schwab dobrze odwzorowała ówczesne epoki i wieki, naznaczając je ich charakterystycznymi znakami. Pozwala im powrócić na salony, dając bohaterce możliwość też zapoznania się z ich pięknem, a zarazem okrucieństwem. Możemy przeżywać rozwój technologii, doglądać zmian w modzie, ale też widzimy, jak zmiany poglądowe oddziaływały na dzieje ludzkości. Wpływało to na jej losy, pozwalało uwierzyć, iż wieczne życie jest piękne lub też, że jest ono największą zmorą, z jaką musi się mierzyć, gdzie w połączeniu z zapomnieniem tworzyło toksyczną mieszankę... CZEŚĆ, ANNE/ADRIENNE/HELEN… MIŁO CIĘ POZNAĆ… PRZEPRASZAM, KIM PANI JEST? ANNE/ADRIENNE/HELEN? CUDOWNIE CIĘ POZNAĆ!… KIM PANI... Addie LaRue to dziewczyna, która – choć przeżyła trzy wieki – nadal ma w sobie sporo młodzieńczych akcentów. Pomijając już wygląd, gdzie ten stanął w miejscu w dniu zawarcia paktu, jednakże nadal odzywa się w niej natura zbuntowanej nastolatki. Pragnąca żyć po swojemu, skuszona wizją świata, gdzie nie jest czyjąś własnością, staje się marionetką w rękach chcącego jej uległości diabła. A ona, choć poddawana wielu ciężkim próbom, udowadniała, że zawsze warto walczyć o to, co jest dla nas ważne. Przeżywająca wiele przygód, podróżująca między ważnymi osobistościami, zaznająca smaku bogactw i biedy, hartowała się, nabywając nowe doświadczenia, ale też zdobywając cenną wiedzę. Wiedzę oraz praktyki, które można wykorzystać w mniej lub bardziej sprytny sposób... Neil Gaiman w swojej rekomendacji napisał, iż: „Jako bohaterka skazana na bycie niezauważoną, Addie LaRue jest postacią, którą niezwykle trudno zapomnieć…”. Ciężko się z tym nie zgodzić. Jej postawa oraz charakter przykuwają uwagę, sprawiają, że chce się ją znacznie lepiej poznać. Pierwsze kroki dziewczyny przypominały spacer po linie zawieszonej paręnaście metrów nad ziemią, lecz ta powoli się zniżała, umożliwiając śmielsze poczynania. Zaradna, nieco samotna w tłumie, wzbudzała wiele uczuć, w tym najmocniej współczucie. Choć sama nie lubię być zauważana, to nie wyobrażam sobie, żeby moi przyjaciele, tak z dnia na dzień, uznali mnie za nieznajomą. Żeby zostać wymazaną z drzewa genealogicznego rodziny i zostać samą jak palec. Zapewne próbowałabym tych samych sztuczek, co Addie, lecz nie wiem, czy byłabym tak wytrwała, jak ona. Ogromnie jej zazdroszczę tego samozaparcia! Natomiast co mogę powiedzieć o Henrym, który jako pierwszy od niepamiętnych czasów zdołał ją zapamiętać? Cóż… nie było w nim nic szczególnego. Przeciętny dwudziestoparolatek, nieumiejący odnaleźć własnej ścieżki, niemogący dojść do porozumienia z własną rodziną. Po prostu zwykły szaraczek, jakich wiele w literaturze, stanowiących idealne tło dla barwniejszych postaci. Tyle że nawet jego kreacja, choć wydawałoby się to czasami niemożliwe, jest w stanie skupić naszą uwagę, by móc odkryć, czy faktycznie nie ma nic do zaprezentowania. Inaczej już było z naszym podstępnym cieniem. Luc, chytrus jakich mało, od początku kreowany na czarny charakter, doskonale wypełniał swoją rolę. Trzymający w garści wiele istnień, podążający za Addie, kuszący ją uwolnieniem od męki zwanej wiecznym życiem, pojawiał się i znikał, lecz każde jego wejście miało w sobie coś iście kinowego. Nie pozwalał sobie na tandetę. Co to, to nie. Niczym wybitny aktor, idealnie odtwarzał wymarzone role, odczuwając przy tym sporą satysfakcję. Zmienny jak pogoda, wprowadzał chaos, ale też swego rodzaju porządek. Jak tylko się pojawiał, wiedziałam, że na pewno nie będzie nudno, a gdy tylko zwinie żagle, pozostawi po sobie intrygujące, wręcz spalające wspomnienia… Przy nim było zgoła inaczej niż przy Henrym. Choć obaj panowie reprezentowali jakąś stronę (Henry pomagał utrzymać Addie przy ziemi, ukazując, że nadal tkwi w niej człowieczeństwo, raz za razem jej to udowadniając, kiedy ten próbował zwieść na manowce naszą bohaterkę), to ta od Luca, ta mroczniejsza, bardziej do mnie przemawiała. Przy niej czuło się iście „Schwabowski” klimat. Ten, do którego zdołała nas przyzwyczaić! Podsumowując. Nikt z nas nie pragnie zostać zapomnianym. Choć jest wiele osób, które próbują zostać niezauważone, to w głębi serca pragną pozostać coś po sobie, by jednak ich imię oraz stworzone przez nich dzieła nadal przywoływały ich ducha. Zapomnienie to morderstwo bez wykrycia winnego, dlatego też w pełni pojmowałam, czemu Addie LaRue tak walczy ze swoją klątwą. I choć u innych bywała wytarta ze wspomnień, ja nie zdołam tak szybko o niej zapomnieć. Charakterystyczna buntowniczka, skłonna znieść wiele złego, aby dopiąć swego. Stanowcza, twarda, choć niepewna i krucha zarazem. „Niewidzialne życie Addie LaRue” jest obecnie mocno popularną książką w social mediach i wcale się temu nie dziwię. Ta historia zasługuje na tak szeroki rozgłos, nie tylko ze względu na to, że jej twórczynią jest sama V. E. Schwab. Choć motyw zapominania czyjejś twarzy i poznawania kogoś na nowo nie jest czymś nowym, to tej autorce udało się przedstawić go w nowym świetle, nadając jej zapierających dech akcentów, dzięki którym aż chce się czytać, czytać i czytać. Sama nie mogłam wyzwolić się od tej książki i coś czuję, że jeszcze przez kilka ładnych tygodni będzie za mną chodzić. Kto wie, a nuż postanowię ponownie zanurzyć się w ten świat, by przeżyć to raz jeszcze?
5

Aleksandra Bienio

17.02.2021

Wolność. Nie ma co ukrywać, że większość z nas jest więźniami codzienności. Pochłonięci własnymi sprawami, przyziemnymi obowiązkami, nawet nie dostrzegamy
tego, jak często skupiamy się jedynie na obowiązkach. Przesiąknięci pracą, zaangażowani po całości, nieraz porzucamy przyjemności, byle sprostać życiowym wyzwaniom. Wizja pochłaniania kolejnej ciekawej książki czy nadrabiania zaległości serialowych odchodzi w zapomnienie, kiedy wspinamy się po szczeblach kariery lub staramy sprostać wymaganiom, jakie narzuca nam szkoła czy rodzina. A kiedy jeszcze dochodzą kolejne przeciwności losu, wtedy już – obarczeni tak sporym ciężarem – nieraz błagamy o to, aby doba miała więcej godzin, byle znaleźć choćby kwadrans na odpoczynek. Na zregenerowanie sił, by ponownie stanąć do walki. A gdyby tak było nam dane uwolnić się od tego wszystkiego. Wyzwolić od nadmiaru obowiązków czy zobowiązań. Jak wiele byśmy byli w stanie oddać, aby zyskać skrzydła i wzlecieć w niebo, mogąc wreszcie wziąć głęboki wdech? KIEDYŚ ŻYŁA SOBIE DZIEWCZYNA, KTÓRA NIE CHCIAŁA WYJŚĆ ZA MĄŻ. ABY TEMU ZAPOBIEC, ZAWARŁA PAKT Z SAMYM DIABŁEM, JESZCZE NIE WIEDZĄC, NA CO SIĘ PISZE… Adeline LaRue była marzycielką. Łaknąca zupełnie innego życia niż jej rówieśnice, często bujała z głową w chmurach, odsuwając od siebie wizję zamążpójścia i urodzenia dzieci, doprowadzając do rozpaczy najbliższych. Pragnąca życia dla samej siebie, bez zobowiązań, nie mogła przewidzieć, że jej dni wolności biegną ku końcowi. Wizja „zniewolenia” spowodowała, że sprzedała duszę diabłu, i to za wysoką cenę. Zdjęto z niej jedne kajdany, lecz założono kolejne – nikt nie miał prawa jej zapamiętać. Wymazana z życia każdego, kto był jej bliski, pozostawiona samej sobie. Żyjąca jak duch pomiędzy ludźmi, do których lgnęła, łaknąc bliskości, lecz każda kolejna zapoznana osoba lada moment uznawała ją za uroczą nieznajomą. Czy taka egzystencja miała jakikolwiek sens? Po książki pani Schwab zaczynam już sięgać w ciemno. Twórczyni pozornie błahych, choć niezwykle skomplikowanych historii jest niczym syrena, kusząca swym pisarskim śpiewem. Pieśnią, która chwyta za serce i trzyma je, odczuwając każde mocniejsze uderzenie. A trzeba przyznać, że przy „Niewidzialnym życiu Addie LaRue” nie zwalniało ono tempa. Może nie zaznamy tutaj wszelkiego typu wybuchowych wyścigów (choć nie obyło się bez szaleństw), gdzie zapach wyimaginowanego dymu wkradałby się do nosa, jednak nawet najzwyklejsze czynności, jakie miały tutaj miejsce, trzymały w napięciu. Podążając śladem Addie, przemierzałam współczesne ulice Nowego Jorku, ale nie tylko. Autorka raz po raz przenosiła nas do przeszłości, do miejsc, gdzie nasza bohaterka stawiała pierwsze kroki w nowej dla siebie rzeczywistości. Ukazywała jej walkę o bycie zapamiętaną, co w związku z klątwą było wręcz niemożliwe, przez co z trudem zachowywała trzeźwość umysłu. Przemykanie między sobą zobojętnienia i wieków praktyki z nowicjatem i nieumiejętnym kierowaniem własnego życia nadawało rytm powieści, a towarzyszący przy tym ludzie ofiarowywało jej nowych kształtów. Niezależnie od stażu znajomości, wnosili coś nowego do egzystencji Adeline, pokazując jej, w jakim kierunku mogłaby podążać, by wytrzymać. Aby coraz lepiej znosić wszelkie upadki. Obserwowałam to jak szalona stalkerka, łaknąca wiedzieć więcej i więcej. Jasne, części zdarzeń zdołałam się domyślić, nim te weszły do gry, lecz bywałam też zaskakiwana obrotami spraw. „Pewniaki” zdzierały maski, aby ukazać właściwe twarze. Ale ani trochę nie czułam się tym zniesmaczona. Co więcej, cieszyło mnie to. W normalnym świecie nie znoszę niespodzianek, lecz te serwowane w literaturze, na dodatek smakowite i dobrze skomponowane na pisarskim talerzu, przyjmuję z uśmiechem. Dzięki temu jest ta nutka zdrowego zawodu, gdzie jednak pozostaje radość, że jednak można było obrać zupełnie inny kierunek, nadając czemuś inny wydźwięk. Sceneria, a raczej scenerie, bo jednak dobrze znana współczesność miesza się z przeszłymi krajobrazami Francji czy Włoch, ubiegłymi budowlami, gdzie większość z nich zmieniła swój wygląd lub po prostu przestała istnieć, również odgrywały tutaj kluczową rolę. Nawet najlepsza ścieżka fabularna, pozbawiona dopracowanego tła, się nie wybroni, ale przy tej książce nie ma czym się martwić. Pani Schwab dobrze odwzorowała ówczesne epoki i wieki, naznaczając je ich charakterystycznymi znakami. Pozwala im powrócić na salony, dając bohaterce możliwość też zapoznania się z ich pięknem, a zarazem okrucieństwem. Możemy przeżywać rozwój technologii, doglądać zmian w modzie, ale też widzimy, jak zmiany poglądowe oddziaływały na dzieje ludzkości. Wpływało to na jej losy, pozwalało uwierzyć, iż wieczne życie jest piękne lub też, że jest ono największą zmorą, z jaką musi się mierzyć, gdzie w połączeniu z zapomnieniem tworzyło toksyczną mieszankę... CZEŚĆ, ANNE/ADRIENNE/HELEN… MIŁO CIĘ POZNAĆ… PRZEPRASZAM, KIM PANI JEST? ANNE/ADRIENNE/HELEN? CUDOWNIE CIĘ POZNAĆ!… KIM PANI... Addie LaRue to dziewczyna, która – choć przeżyła trzy wieki – nadal ma w sobie sporo młodzieńczych akcentów. Pomijając już wygląd, gdzie ten stanął w miejscu w dniu zawarcia paktu, jednakże nadal odzywa się w niej natura zbuntowanej nastolatki. Pragnąca żyć po swojemu, skuszona wizją świata, gdzie nie jest czyjąś własnością, staje się marionetką w rękach chcącego jej uległości diabła. A ona, choć poddawana wielu ciężkim próbom, udowadniała, że zawsze warto walczyć o to, co jest dla nas ważne. Przeżywająca wiele przygód, podróżująca między ważnymi osobistościami, zaznająca smaku bogactw i biedy, hartowała się, nabywając nowe doświadczenia, ale też zdobywając cenną wiedzę. Wiedzę oraz praktyki, które można wykorzystać w mniej lub bardziej sprytny sposób... Neil Gaiman w swojej rekomendacji napisał, iż: „Jako bohaterka skazana na bycie niezauważoną, Addie LaRue jest postacią, którą niezwykle trudno zapomnieć…”. Ciężko się z tym nie zgodzić. Jej postawa oraz charakter przykuwają uwagę, sprawiają, że chce się ją znacznie lepiej poznać. Pierwsze kroki dziewczyny przypominały spacer po linie zawieszonej paręnaście metrów nad ziemią, lecz ta powoli się zniżała, umożliwiając śmielsze poczynania. Zaradna, nieco samotna w tłumie, wzbudzała wiele uczuć, w tym najmocniej współczucie. Choć sama nie lubię być zauważana, to nie wyobrażam sobie, żeby moi przyjaciele, tak z dnia na dzień, uznali mnie za nieznajomą. Żeby zostać wymazaną z drzewa genealogicznego rodziny i zostać samą jak palec. Zapewne próbowałabym tych samych sztuczek, co Addie, lecz nie wiem, czy byłabym tak wytrwała, jak ona. Ogromnie jej zazdroszczę tego samozaparcia! Natomiast co mogę powiedzieć o Henrym, który jako pierwszy od niepamiętnych czasów zdołał ją zapamiętać? Cóż… nie było w nim nic szczególnego. Przeciętny dwudziestoparolatek, nieumiejący odnaleźć własnej ścieżki, niemogący dojść do porozumienia z własną rodziną. Po prostu zwykły szaraczek, jakich wiele w literaturze, stanowiących idealne tło dla barwniejszych postaci. Tyle że nawet jego kreacja, choć wydawałoby się to czasami niemożliwe, jest w stanie skupić naszą uwagę, by móc odkryć, czy faktycznie nie ma nic do zaprezentowania. Inaczej już było z naszym podstępnym cieniem. Luc, chytrus jakich mało, od początku kreowany na czarny charakter, doskonale wypełniał swoją rolę. Trzymający w garści wiele istnień, podążający za Addie, kuszący ją uwolnieniem od męki zwanej wiecznym życiem, pojawiał się i znikał, lecz każde jego wejście miało w sobie coś iście kinowego. Nie pozwalał sobie na tandetę. Co to, to nie. Niczym wybitny aktor, idealnie odtwarzał wymarzone role, odczuwając przy tym sporą satysfakcję. Zmienny jak pogoda, wprowadzał chaos, ale też swego rodzaju porządek. Jak tylko się pojawiał, wiedziałam, że na pewno nie będzie nudno, a gdy tylko zwinie żagle, pozostawi po sobie intrygujące, wręcz spalające wspomnienia… Przy nim było zgoła inaczej niż przy Henrym. Choć obaj panowie reprezentowali jakąś stronę (Henry pomagał utrzymać Addie przy ziemi, ukazując, że nadal tkwi w niej człowieczeństwo, raz za razem jej to udowadniając, kiedy ten próbował zwieść na manowce naszą bohaterkę), to ta od Luca, ta mroczniejsza, bardziej do mnie przemawiała. Przy niej czuło się iście „Schwabowski” klimat. Ten, do którego zdołała nas przyzwyczaić! Podsumowując. Nikt z nas nie pragnie zostać zapomnianym. Choć jest wiele osób, które próbują zostać niezauważone, to w głębi serca pragną pozostać coś po sobie, by jednak ich imię oraz stworzone przez nich dzieła nadal przywoływały ich ducha. Zapomnienie to morderstwo bez wykrycia winnego, dlatego też w pełni pojmowałam, czemu Addie LaRue tak walczy ze swoją klątwą. I choć u innych bywała wytarta ze wspomnień, ja nie zdołam tak szybko o niej zapomnieć. Charakterystyczna buntowniczka, skłonna znieść wiele złego, aby dopiąć swego. Stanowcza, twarda, choć niepewna i krucha zarazem. „Niewidzialne życie Addie LaRue” jest obecnie mocno popularną książką w social mediach i wcale się temu nie dziwię. Ta historia zasługuje na tak szeroki rozgłos, nie tylko ze względu na to, że jej twórczynią jest sama V. E. Schwab. Choć motyw zapominania czyjejś twarzy i poznawania kogoś na nowo nie jest czymś nowym, to tej autorce udało się przedstawić go w nowym świetle, nadając jej zapierających dech akcentów, dzięki którym aż chce się czytać, czytać i czytać. Sama nie mogłam wyzwolić się od tej książki i coś czuję, że jeszcze przez kilka ładnych tygodni będzie za mną chodzić. Kto wie, a nuż postanowię ponownie zanurzyć się w ten świat, by przeżyć to raz jeszcze?
5

Aleksandra Bienio

17.02.2021

Wolność. Nie ma co ukrywać, że większość z nas jest więźniami codzienności. Pochłonięci własnymi sprawami, przyziemnymi obowiązkami, nawet nie dostrzegamy
tego, jak często skupiamy się jedynie na obowiązkach. Przesiąknięci pracą, zaangażowani po całości, nieraz porzucamy przyjemności, byle sprostać życiowym wyzwaniom. Wizja pochłaniania kolejnej ciekawej książki czy nadrabiania zaległości serialowych odchodzi w zapomnienie, kiedy wspinamy się po szczeblach kariery lub staramy sprostać wymaganiom, jakie narzuca nam szkoła czy rodzina. A kiedy jeszcze dochodzą kolejne przeciwności losu, wtedy już – obarczeni tak sporym ciężarem – nieraz błagamy o to, aby doba miała więcej godzin, byle znaleźć choćby kwadrans na odpoczynek. Na zregenerowanie sił, by ponownie stanąć do walki. A gdyby tak było nam dane uwolnić się od tego wszystkiego. Wyzwolić od nadmiaru obowiązków czy zobowiązań. Jak wiele byśmy byli w stanie oddać, aby zyskać skrzydła i wzlecieć w niebo, mogąc wreszcie wziąć głęboki wdech? KIEDYŚ ŻYŁA SOBIE DZIEWCZYNA, KTÓRA NIE CHCIAŁA WYJŚĆ ZA MĄŻ. ABY TEMU ZAPOBIEC, ZAWARŁA PAKT Z SAMYM DIABŁEM, JESZCZE NIE WIEDZĄC, NA CO SIĘ PISZE… Adeline LaRue była marzycielką. Łaknąca zupełnie innego życia niż jej rówieśnice, często bujała z głową w chmurach, odsuwając od siebie wizję zamążpójścia i urodzenia dzieci, doprowadzając do rozpaczy najbliższych. Pragnąca życia dla samej siebie, bez zobowiązań, nie mogła przewidzieć, że jej dni wolności biegną ku końcowi. Wizja „zniewolenia” spowodowała, że sprzedała duszę diabłu, i to za wysoką cenę. Zdjęto z niej jedne kajdany, lecz założono kolejne – nikt nie miał prawa jej zapamiętać. Wymazana z życia każdego, kto był jej bliski, pozostawiona samej sobie. Żyjąca jak duch pomiędzy ludźmi, do których lgnęła, łaknąc bliskości, lecz każda kolejna zapoznana osoba lada moment uznawała ją za uroczą nieznajomą. Czy taka egzystencja miała jakikolwiek sens? Po książki pani Schwab zaczynam już sięgać w ciemno. Twórczyni pozornie błahych, choć niezwykle skomplikowanych historii jest niczym syrena, kusząca swym pisarskim śpiewem. Pieśnią, która chwyta za serce i trzyma je, odczuwając każde mocniejsze uderzenie. A trzeba przyznać, że przy „Niewidzialnym życiu Addie LaRue” nie zwalniało ono tempa. Może nie zaznamy tutaj wszelkiego typu wybuchowych wyścigów (choć nie obyło się bez szaleństw), gdzie zapach wyimaginowanego dymu wkradałby się do nosa, jednak nawet najzwyklejsze czynności, jakie miały tutaj miejsce, trzymały w napięciu. Podążając śladem Addie, przemierzałam współczesne ulice Nowego Jorku, ale nie tylko. Autorka raz po raz przenosiła nas do przeszłości, do miejsc, gdzie nasza bohaterka stawiała pierwsze kroki w nowej dla siebie rzeczywistości. Ukazywała jej walkę o bycie zapamiętaną, co w związku z klątwą było wręcz niemożliwe, przez co z trudem zachowywała trzeźwość umysłu. Przemykanie między sobą zobojętnienia i wieków praktyki z nowicjatem i nieumiejętnym kierowaniem własnego życia nadawało rytm powieści, a towarzyszący przy tym ludzie ofiarowywało jej nowych kształtów. Niezależnie od stażu znajomości, wnosili coś nowego do egzystencji Adeline, pokazując jej, w jakim kierunku mogłaby podążać, by wytrzymać. Aby coraz lepiej znosić wszelkie upadki. Obserwowałam to jak szalona stalkerka, łaknąca wiedzieć więcej i więcej. Jasne, części zdarzeń zdołałam się domyślić, nim te weszły do gry, lecz bywałam też zaskakiwana obrotami spraw. „Pewniaki” zdzierały maski, aby ukazać właściwe twarze. Ale ani trochę nie czułam się tym zniesmaczona. Co więcej, cieszyło mnie to. W normalnym świecie nie znoszę niespodzianek, lecz te serwowane w literaturze, na dodatek smakowite i dobrze skomponowane na pisarskim talerzu, przyjmuję z uśmiechem. Dzięki temu jest ta nutka zdrowego zawodu, gdzie jednak pozostaje radość, że jednak można było obrać zupełnie inny kierunek, nadając czemuś inny wydźwięk. Sceneria, a raczej scenerie, bo jednak dobrze znana współczesność miesza się z przeszłymi krajobrazami Francji czy Włoch, ubiegłymi budowlami, gdzie większość z nich zmieniła swój wygląd lub po prostu przestała istnieć, również odgrywały tutaj kluczową rolę. Nawet najlepsza ścieżka fabularna, pozbawiona dopracowanego tła, się nie wybroni, ale przy tej książce nie ma czym się martwić. Pani Schwab dobrze odwzorowała ówczesne epoki i wieki, naznaczając je ich charakterystycznymi znakami. Pozwala im powrócić na salony, dając bohaterce możliwość też zapoznania się z ich pięknem, a zarazem okrucieństwem. Możemy przeżywać rozwój technologii, doglądać zmian w modzie, ale też widzimy, jak zmiany poglądowe oddziaływały na dzieje ludzkości. Wpływało to na jej losy, pozwalało uwierzyć, iż wieczne życie jest piękne lub też, że jest ono największą zmorą, z jaką musi się mierzyć, gdzie w połączeniu z zapomnieniem tworzyło toksyczną mieszankę... CZEŚĆ, ANNE/ADRIENNE/HELEN… MIŁO CIĘ POZNAĆ… PRZEPRASZAM, KIM PANI JEST? ANNE/ADRIENNE/HELEN? CUDOWNIE CIĘ POZNAĆ!… KIM PANI... Addie LaRue to dziewczyna, która – choć przeżyła trzy wieki – nadal ma w sobie sporo młodzieńczych akcentów. Pomijając już wygląd, gdzie ten stanął w miejscu w dniu zawarcia paktu, jednakże nadal odzywa się w niej natura zbuntowanej nastolatki. Pragnąca żyć po swojemu, skuszona wizją świata, gdzie nie jest czyjąś własnością, staje się marionetką w rękach chcącego jej uległości diabła. A ona, choć poddawana wielu ciężkim próbom, udowadniała, że zawsze warto walczyć o to, co jest dla nas ważne. Przeżywająca wiele przygód, podróżująca między ważnymi osobistościami, zaznająca smaku bogactw i biedy, hartowała się, nabywając nowe doświadczenia, ale też zdobywając cenną wiedzę. Wiedzę oraz praktyki, które można wykorzystać w mniej lub bardziej sprytny sposób... Neil Gaiman w swojej rekomendacji napisał, iż: „Jako bohaterka skazana na bycie niezauważoną, Addie LaRue jest postacią, którą niezwykle trudno zapomnieć…”. Ciężko się z tym nie zgodzić. Jej postawa oraz charakter przykuwają uwagę, sprawiają, że chce się ją znacznie lepiej poznać. Pierwsze kroki dziewczyny przypominały spacer po linie zawieszonej paręnaście metrów nad ziemią, lecz ta powoli się zniżała, umożliwiając śmielsze poczynania. Zaradna, nieco samotna w tłumie, wzbudzała wiele uczuć, w tym najmocniej współczucie. Choć sama nie lubię być zauważana, to nie wyobrażam sobie, żeby moi przyjaciele, tak z dnia na dzień, uznali mnie za nieznajomą. Żeby zostać wymazaną z drzewa genealogicznego rodziny i zostać samą jak palec. Zapewne próbowałabym tych samych sztuczek, co Addie, lecz nie wiem, czy byłabym tak wytrwała, jak ona. Ogromnie jej zazdroszczę tego samozaparcia! Natomiast co mogę powiedzieć o Henrym, który jako pierwszy od niepamiętnych czasów zdołał ją zapamiętać? Cóż… nie było w nim nic szczególnego. Przeciętny dwudziestoparolatek, nieumiejący odnaleźć własnej ścieżki, niemogący dojść do porozumienia z własną rodziną. Po prostu zwykły szaraczek, jakich wiele w literaturze, stanowiących idealne tło dla barwniejszych postaci. Tyle że nawet jego kreacja, choć wydawałoby się to czasami niemożliwe, jest w stanie skupić naszą uwagę, by móc odkryć, czy faktycznie nie ma nic do zaprezentowania. Inaczej już było z naszym podstępnym cieniem. Luc, chytrus jakich mało, od początku kreowany na czarny charakter, doskonale wypełniał swoją rolę. Trzymający w garści wiele istnień, podążający za Addie, kuszący ją uwolnieniem od męki zwanej wiecznym życiem, pojawiał się i znikał, lecz każde jego wejście miało w sobie coś iście kinowego. Nie pozwalał sobie na tandetę. Co to, to nie. Niczym wybitny aktor, idealnie odtwarzał wymarzone role, odczuwając przy tym sporą satysfakcję. Zmienny jak pogoda, wprowadzał chaos, ale też swego rodzaju porządek. Jak tylko się pojawiał, wiedziałam, że na pewno nie będzie nudno, a gdy tylko zwinie żagle, pozostawi po sobie intrygujące, wręcz spalające wspomnienia… Przy nim było zgoła inaczej niż przy Henrym. Choć obaj panowie reprezentowali jakąś stronę (Henry pomagał utrzymać Addie przy ziemi, ukazując, że nadal tkwi w niej człowieczeństwo, raz za razem jej to udowadniając, kiedy ten próbował zwieść na manowce naszą bohaterkę), to ta od Luca, ta mroczniejsza, bardziej do mnie przemawiała. Przy niej czuło się iście „Schwabowski” klimat. Ten, do którego zdołała nas przyzwyczaić! Podsumowując. Nikt z nas nie pragnie zostać zapomnianym. Choć jest wiele osób, które próbują zostać niezauważone, to w głębi serca pragną pozostać coś po sobie, by jednak ich imię oraz stworzone przez nich dzieła nadal przywoływały ich ducha. Zapomnienie to morderstwo bez wykrycia winnego, dlatego też w pełni pojmowałam, czemu Addie LaRue tak walczy ze swoją klątwą. I choć u innych bywała wytarta ze wspomnień, ja nie zdołam tak szybko o niej zapomnieć. Charakterystyczna buntowniczka, skłonna znieść wiele złego, aby dopiąć swego. Stanowcza, twarda, choć niepewna i krucha zarazem. „Niewidzialne życie Addie LaRue” jest obecnie mocno popularną książką w social mediach i wcale się temu nie dziwię. Ta historia zasługuje na tak szeroki rozgłos, nie tylko ze względu na to, że jej twórczynią jest sama V. E. Schwab. Choć motyw zapominania czyjejś twarzy i poznawania kogoś na nowo nie jest czymś nowym, to tej autorce udało się przedstawić go w nowym świetle, nadając jej zapierających dech akcentów, dzięki którym aż chce się czytać, czytać i czytać. Sama nie mogłam wyzwolić się od tej książki i coś czuję, że jeszcze przez kilka ładnych tygodni będzie za mną chodzić. Kto wie, a nuż postanowię ponownie zanurzyć się w ten świat, by przeżyć to raz jeszcze?
5

Aleksandra Bienio

17.02.2021

Wolność. Nie ma co ukrywać, że większość z nas jest więźniami codzienności. Pochłonięci własnymi sprawami, przyziemnymi obowiązkami, nawet nie dostrzegamy
tego, jak często skupiamy się jedynie na obowiązkach. Przesiąknięci pracą, zaangażowani po całości, nieraz porzucamy przyjemności, byle sprostać życiowym wyzwaniom. Wizja pochłaniania kolejnej ciekawej książki czy nadrabiania zaległości serialowych odchodzi w zapomnienie, kiedy wspinamy się po szczeblach kariery lub staramy sprostać wymaganiom, jakie narzuca nam szkoła czy rodzina. A kiedy jeszcze dochodzą kolejne przeciwności losu, wtedy już – obarczeni tak sporym ciężarem – nieraz błagamy o to, aby doba miała więcej godzin, byle znaleźć choćby kwadrans na odpoczynek. Na zregenerowanie sił, by ponownie stanąć do walki. A gdyby tak było nam dane uwolnić się od tego wszystkiego. Wyzwolić od nadmiaru obowiązków czy zobowiązań. Jak wiele byśmy byli w stanie oddać, aby zyskać skrzydła i wzlecieć w niebo, mogąc wreszcie wziąć głęboki wdech? KIEDYŚ ŻYŁA SOBIE DZIEWCZYNA, KTÓRA NIE CHCIAŁA WYJŚĆ ZA MĄŻ. ABY TEMU ZAPOBIEC, ZAWARŁA PAKT Z SAMYM DIABŁEM, JESZCZE NIE WIEDZĄC, NA CO SIĘ PISZE… Adeline LaRue była marzycielką. Łaknąca zupełnie innego życia niż jej rówieśnice, często bujała z głową w chmurach, odsuwając od siebie wizję zamążpójścia i urodzenia dzieci, doprowadzając do rozpaczy najbliższych. Pragnąca życia dla samej siebie, bez zobowiązań, nie mogła przewidzieć, że jej dni wolności biegną ku końcowi. Wizja „zniewolenia” spowodowała, że sprzedała duszę diabłu, i to za wysoką cenę. Zdjęto z niej jedne kajdany, lecz założono kolejne – nikt nie miał prawa jej zapamiętać. Wymazana z życia każdego, kto był jej bliski, pozostawiona samej sobie. Żyjąca jak duch pomiędzy ludźmi, do których lgnęła, łaknąc bliskości, lecz każda kolejna zapoznana osoba lada moment uznawała ją za uroczą nieznajomą. Czy taka egzystencja miała jakikolwiek sens? Po książki pani Schwab zaczynam już sięgać w ciemno. Twórczyni pozornie błahych, choć niezwykle skomplikowanych historii jest niczym syrena, kusząca swym pisarskim śpiewem. Pieśnią, która chwyta za serce i trzyma je, odczuwając każde mocniejsze uderzenie. A trzeba przyznać, że przy „Niewidzialnym życiu Addie LaRue” nie zwalniało ono tempa. Może nie zaznamy tutaj wszelkiego typu wybuchowych wyścigów (choć nie obyło się bez szaleństw), gdzie zapach wyimaginowanego dymu wkradałby się do nosa, jednak nawet najzwyklejsze czynności, jakie miały tutaj miejsce, trzymały w napięciu. Podążając śladem Addie, przemierzałam współczesne ulice Nowego Jorku, ale nie tylko. Autorka raz po raz przenosiła nas do przeszłości, do miejsc, gdzie nasza bohaterka stawiała pierwsze kroki w nowej dla siebie rzeczywistości. Ukazywała jej walkę o bycie zapamiętaną, co w związku z klątwą było wręcz niemożliwe, przez co z trudem zachowywała trzeźwość umysłu. Przemykanie między sobą zobojętnienia i wieków praktyki z nowicjatem i nieumiejętnym kierowaniem własnego życia nadawało rytm powieści, a towarzyszący przy tym ludzie ofiarowywało jej nowych kształtów. Niezależnie od stażu znajomości, wnosili coś nowego do egzystencji Adeline, pokazując jej, w jakim kierunku mogłaby podążać, by wytrzymać. Aby coraz lepiej znosić wszelkie upadki. Obserwowałam to jak szalona stalkerka, łaknąca wiedzieć więcej i więcej. Jasne, części zdarzeń zdołałam się domyślić, nim te weszły do gry, lecz bywałam też zaskakiwana obrotami spraw. „Pewniaki” zdzierały maski, aby ukazać właściwe twarze. Ale ani trochę nie czułam się tym zniesmaczona. Co więcej, cieszyło mnie to. W normalnym świecie nie znoszę niespodzianek, lecz te serwowane w literaturze, na dodatek smakowite i dobrze skomponowane na pisarskim talerzu, przyjmuję z uśmiechem. Dzięki temu jest ta nutka zdrowego zawodu, gdzie jednak pozostaje radość, że jednak można było obrać zupełnie inny kierunek, nadając czemuś inny wydźwięk. Sceneria, a raczej scenerie, bo jednak dobrze znana współczesność miesza się z przeszłymi krajobrazami Francji czy Włoch, ubiegłymi budowlami, gdzie większość z nich zmieniła swój wygląd lub po prostu przestała istnieć, również odgrywały tutaj kluczową rolę. Nawet najlepsza ścieżka fabularna, pozbawiona dopracowanego tła, się nie wybroni, ale przy tej książce nie ma czym się martwić. Pani Schwab dobrze odwzorowała ówczesne epoki i wieki, naznaczając je ich charakterystycznymi znakami. Pozwala im powrócić na salony, dając bohaterce możliwość też zapoznania się z ich pięknem, a zarazem okrucieństwem. Możemy przeżywać rozwój technologii, doglądać zmian w modzie, ale też widzimy, jak zmiany poglądowe oddziaływały na dzieje ludzkości. Wpływało to na jej losy, pozwalało uwierzyć, iż wieczne życie jest piękne lub też, że jest ono największą zmorą, z jaką musi się mierzyć, gdzie w połączeniu z zapomnieniem tworzyło toksyczną mieszankę... CZEŚĆ, ANNE/ADRIENNE/HELEN… MIŁO CIĘ POZNAĆ… PRZEPRASZAM, KIM PANI JEST? ANNE/ADRIENNE/HELEN? CUDOWNIE CIĘ POZNAĆ!… KIM PANI... Addie LaRue to dziewczyna, która – choć przeżyła trzy wieki – nadal ma w sobie sporo młodzieńczych akcentów. Pomijając już wygląd, gdzie ten stanął w miejscu w dniu zawarcia paktu, jednakże nadal odzywa się w niej natura zbuntowanej nastolatki. Pragnąca żyć po swojemu, skuszona wizją świata, gdzie nie jest czyjąś własnością, staje się marionetką w rękach chcącego jej uległości diabła. A ona, choć poddawana wielu ciężkim próbom, udowadniała, że zawsze warto walczyć o to, co jest dla nas ważne. Przeżywająca wiele przygód, podróżująca między ważnymi osobistościami, zaznająca smaku bogactw i biedy, hartowała się, nabywając nowe doświadczenia, ale też zdobywając cenną wiedzę. Wiedzę oraz praktyki, które można wykorzystać w mniej lub bardziej sprytny sposób... Neil Gaiman w swojej rekomendacji napisał, iż: „Jako bohaterka skazana na bycie niezauważoną, Addie LaRue jest postacią, którą niezwykle trudno zapomnieć…”. Ciężko się z tym nie zgodzić. Jej postawa oraz charakter przykuwają uwagę, sprawiają, że chce się ją znacznie lepiej poznać. Pierwsze kroki dziewczyny przypominały spacer po linie zawieszonej paręnaście metrów nad ziemią, lecz ta powoli się zniżała, umożliwiając śmielsze poczynania. Zaradna, nieco samotna w tłumie, wzbudzała wiele uczuć, w tym najmocniej współczucie. Choć sama nie lubię być zauważana, to nie wyobrażam sobie, żeby moi przyjaciele, tak z dnia na dzień, uznali mnie za nieznajomą. Żeby zostać wymazaną z drzewa genealogicznego rodziny i zostać samą jak palec. Zapewne próbowałabym tych samych sztuczek, co Addie, lecz nie wiem, czy byłabym tak wytrwała, jak ona. Ogromnie jej zazdroszczę tego samozaparcia! Natomiast co mogę powiedzieć o Henrym, który jako pierwszy od niepamiętnych czasów zdołał ją zapamiętać? Cóż… nie było w nim nic szczególnego. Przeciętny dwudziestoparolatek, nieumiejący odnaleźć własnej ścieżki, niemogący dojść do porozumienia z własną rodziną. Po prostu zwykły szaraczek, jakich wiele w literaturze, stanowiących idealne tło dla barwniejszych postaci. Tyle że nawet jego kreacja, choć wydawałoby się to czasami niemożliwe, jest w stanie skupić naszą uwagę, by móc odkryć, czy faktycznie nie ma nic do zaprezentowania. Inaczej już było z naszym podstępnym cieniem. Luc, chytrus jakich mało, od początku kreowany na czarny charakter, doskonale wypełniał swoją rolę. Trzymający w garści wiele istnień, podążający za Addie, kuszący ją uwolnieniem od męki zwanej wiecznym życiem, pojawiał się i znikał, lecz każde jego wejście miało w sobie coś iście kinowego. Nie pozwalał sobie na tandetę. Co to, to nie. Niczym wybitny aktor, idealnie odtwarzał wymarzone role, odczuwając przy tym sporą satysfakcję. Zmienny jak pogoda, wprowadzał chaos, ale też swego rodzaju porządek. Jak tylko się pojawiał, wiedziałam, że na pewno nie będzie nudno, a gdy tylko zwinie żagle, pozostawi po sobie intrygujące, wręcz spalające wspomnienia… Przy nim było zgoła inaczej niż przy Henrym. Choć obaj panowie reprezentowali jakąś stronę (Henry pomagał utrzymać Addie przy ziemi, ukazując, że nadal tkwi w niej człowieczeństwo, raz za razem jej to udowadniając, kiedy ten próbował zwieść na manowce naszą bohaterkę), to ta od Luca, ta mroczniejsza, bardziej do mnie przemawiała. Przy niej czuło się iście „Schwabowski” klimat. Ten, do którego zdołała nas przyzwyczaić! Podsumowując. Nikt z nas nie pragnie zostać zapomnianym. Choć jest wiele osób, które próbują zostać niezauważone, to w głębi serca pragną pozostać coś po sobie, by jednak ich imię oraz stworzone przez nich dzieła nadal przywoływały ich ducha. Zapomnienie to morderstwo bez wykrycia winnego, dlatego też w pełni pojmowałam, czemu Addie LaRue tak walczy ze swoją klątwą. I choć u innych bywała wytarta ze wspomnień, ja nie zdołam tak szybko o niej zapomnieć. Charakterystyczna buntowniczka, skłonna znieść wiele złego, aby dopiąć swego. Stanowcza, twarda, choć niepewna i krucha zarazem. „Niewidzialne życie Addie LaRue” jest obecnie mocno popularną książką w social mediach i wcale się temu nie dziwię. Ta historia zasługuje na tak szeroki rozgłos, nie tylko ze względu na to, że jej twórczynią jest sama V. E. Schwab. Choć motyw zapominania czyjejś twarzy i poznawania kogoś na nowo nie jest czymś nowym, to tej autorce udało się przedstawić go w nowym świetle, nadając jej zapierających dech akcentów, dzięki którym aż chce się czytać, czytać i czytać. Sama nie mogłam wyzwolić się od tej książki i coś czuję, że jeszcze przez kilka ładnych tygodni będzie za mną chodzić. Kto wie, a nuż postanowię ponownie zanurzyć się w ten świat, by przeżyć to raz jeszcze?

Podsumowanie

1
x0
2
x1
3
x0
4
x1
5
x21
4,76

Booktrailery

Zobacz
Niewidzialne życie Addie LaRue

29,94 zł 49,90 zł

Zobacz
Droga Dusz. Żniwiarz. Tom 4

37,91 zł 39,90 zł

Zobacz
Leah gubi rytm

35,06 zł 36,90 zł